ONZ: Amerykańska ambasador kompletnym głąbem

Rosyjscy pranksterzy Alieksiej Stoliarow (ps. Leksus) i Władimir Kuzniecow (Wowan) skontaktowali się z Nikki Haley, ambasador USA przy ONZ. Przez telefon rozmawiał z nią jeden z nich, przedstawiając się jako premier Mateusz Morawiecki.

Para komików o pseudonimach Vovan i Lexus zdobyła sławę w Rosji po tym, jak zażartowali z Eltona Johna – wmawiając muzykowi, że prezydent Putin chciałby z nim osobiście porozmawiać przez telefon. W następnych latach udało im się nabrać Łukaszenkę, Erdogana, rosyjskiego gubernatora Kraju Stawropolskiego Władimira Władimirowa, ukraińskiego ministra Awakowa oraz ówczesnego gubernatora Odessy Michaiła Sakaszwiliego. Nie inaczej było tym razem – całość nagrania została udostępniona przez komików za pośrednictwem serwisu YouTube (link).

Nikki Haley (właść. Nimrata Randhawa – jest pochodzenia hinduskiego) uwierzyła, że rozmawia z prawdziwym premierem Polski. Konwersacja zaczęła się od kwestii zawiązanych z decyzją USA ws. Jerozolimy. Następnie ambasador omówiła z rozmówcą wiele spraw ważnych dla Polski w kontekście Rosji i Ukrainy, takich jak kwestia ideologii neobanderowskiej i łamania praw mniejszości narodowych na Ukrainie, głosowanie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ nad rezolucją ws. konieczności walki z heroizacją nazizmu, umowy między Waszyngtonem i Kijowem ws. dostaw broni nieśmiercionośnej, rosyjski projekt gazowy Nord Stream-2 oraz postępowanie przeciwko byłemu prezydentowi Gruzji Michaiłowi Saakaszwilemu.

Amerykańska dyplomatka obiecała także, że USA pomoże polskim dyplomatom „odnaleźć się” w nowych obowiązkach w Radzie Bezpieczeństwa ONZ – jak wiadomo, po nowym roku Polska będzie jednym z państw-członków niestałych wchodzących w skład Rady.

Mniej więcej w połowie długiej (bo trwającej prawie 22 minuty) konwersacji pojawiła się kwestia państwa Binomo – położonego rzekomo „niedaleko Wietnamu” na jednej z wysp w basenie Morza Południowochińskiego. Dowcipniś wyraził zaniepokojenie, że Rosjanie wspierali ruchy separatystyczne na wyspie, zakończone rzekomo ogłoszeniem niepodległości i odrzuceniem wpływów amerykańskich, ingerując następnie w wybory na Binomo. Pani ambasador odpowiedziała, że USA monitorują sytuację – w kontekście wszystkich wydarzeń na Morzu Południowochińskim.

Czy słyszałaś o Binomo? – zapytał żartowniś.
– Tak – odpowiedziała ambasador.
– Ogłosili niepodległość. Odbyły się wybory, i przypuszczamy, że ingerowali w nie Rosjanie – kontynuował rozmówca.
– Tak, oczywiście w nie ingerowali, na pewno – odparła Haley z pewnością w głosie.
– A teraz to całe Binomo czyni sytuację w rejonie Morza Południowochińskiego jeszcze bardziej napiętą – rzekł prankster.
– Jesteśmy tego świadomi. Od pewnego czasu obserwujemy uważnie sytuację. I myślę, że będziemy ją obserwować nadal, w ramach radzenia sobie z problemami, które pojawiają się w odniesieniu do Morza Południowochińskiego – powiedziała Haley.

Pod koniec rozmowy żartowniś „wkręca” dyplomatkę, powołując się na fikcyjny „dzisiejszy wywiad z prezydentem Poroszenką” – w którym ukraiński przywódca miał niby powiedzieć, że hollywoodzki aktor Kevin Spacey (oskarżany o molestowanie seksualne przez kolejne osoby) miał „dotknąć jego kolana pod stołem” w trakcie wizyty na Ukrainie w 2015 roku. Według prankstera Poroszenko przyznał, że ten incydent mocno wstrząsnął jego psychiką, pogłębiając jego (jak najbardziej realny) problem alkoholowy – „ale teraz mówi, że ma się już lepiej”. Haley najwyraźniej uwierzyła również i w to, śmiejąc się i dodając, że to bardzo ciekawy wywiad i musi go przeczytać (sic!).

Wieści o tym żarcie pojawiły się szybko w mediach zachodnich. Amerykańska ambasador jak dotąd nie odniosła się w żaden sposób do nich, nie potwierdzając też faktu, iż taka rozmowa miała miejsce. Jednak analiza głosu i sposobu wypowiadania się nie pozostawia wątpliwości – rozmówczynią dowcipnisiów była faktycznie ambasador Haley.

Pod koniec rozmowy poruszono kwestię czwartkowego głosowania w ONZ nad rezolucją przeciwko uznaniu przez USA Jerozolimy za stolicę Izraela – głosowania będącego de facto wielką porażką USA, oraz Haley jako dyplomatki. Przypomnijmy, iż ambasadorka posunęła się wówczas do gróźb – mówiąc, że w razie niepomyślnego (dla syjonistów) wyniku głosowania Ameryka obetnie nie tylko swoje dofinansowanie dla ONZ jako organizacji, ale także pomoc dla tych państw, które „nie uszanują” intencji USA. Oprócz tego zagroziła, że prezydent Trump poprosił o sporządzenie listy wszystkich państw, które zagłosują niezgodnie z wolą Ameryki – co nie pozostanie bez wpływu na to, jak te kraje będą w przyszłości traktowane przez USA.

Haley dokonała błędnej oceny sytuacji: jej groźby nie nakłoniły zbyt wielu państw do głosowania po myśli Ameryki, za to w wielu przypadkach wywołały (jak się wydaje) skutek odwrotny do zamierzonego – sprawiając, że liczne państwa, które podchodziły raczej obojętnie do kwestii palestyńsko-żydowskiej zagłosowały w taki sposób, by utrzeć nosa butnej pani ambasador.

Zostaliśmy wszyscy poinformowani, że mamy głosować przeciwko, lub ponieść tego konsekwencje […] Niektórym zagrozili, że obetną im fundusze na pomoc i rozwój. To jest zastraszanie. To nieetyczne, by traktować głosy i godność państw członkowskich ONZ jako coś na sprzedaż! grzmiał turecki minister spraw zagranicznych Mevlut Cavusoglu.

Ostatecznie rezolucja potępiająca decyzję USA została przyjęta stosunkiem głosów 128 do 9. Od głosu wstrzymało się 35 krajów. Przeciwko woli USA głosowały nawet takie państwa jak Egipt, Afganistan czy Irak – jedni z największych odbiorców amerykańskiej pomocy rozwojowej i militarnej. Natomiast jeszcze bardziej zależne od wsparcia USA, takie jak Kenia, Ukraina czy Gruzja nie głosowały wcale – ich przedstawiciele byli wówczas”dyplomatycznie” nieobecni na sali.

Polska wówczas wstrzymała się od głosu – jednak ambasador rozmawia z żartownisiem (podającym się za premiera Morawieckiego) w taki sposób, jakby nasza dyplomacja poparła stanowisko USA. Tym samym Haley dowiodła, że kompletnie „nie ogarnia” powierzonej jej funkcji – gdyż Polska wstrzymała się od głosu, a wcześniej w działaniach dyplomatycznych zajmowała dość ostrożne, ale raczej propalestyńskie stanowisko. Cokolwiek by nie mówić o rządzącej obecnie partii, orbitujące wokół niej różne lobby żydowskie jak dotąd nie zdołały wykoślawić dotychczasowej linii dyplomatycznej Rzeczypospolitej.

(na podst. youtube.com, bloomberg.com, theguardian.com oprac. M. Mazur)

Komentarz Redakcji: Jak widać, amerykańska dyplomacja nadal w formie – „Śmieszy, tumani, przestrasza”, cytując słowa narodowego wieszcza. Reprezentujące USA „ofiary losy” z czasów prezydentury Obamy – takie jak Toner, Kirby czy Psaki – zostały zastąpione przez nowe miernoty. Tymczasem w polskojęzycznych mediach ani słowa o skandalu. Natomiast o klęsce USA na arenie dyplomatycznej (oraz o osobistej porażce Haley) informacji podano stosunkowo niewiele.

Leave a Reply