Od tygodni na terenie tworu syjonistycznego trwają intensywne protesty, wymierzone głównie przeciwko polityce wewnętrznej premiera Benjamina Netanjahu oraz korupcji dotykającej jego samego, członków jego rodziny oraz najważniejszych osób w państwie.
Protestujący szczególnie często wznosili okrzyk „Netanjahu do Masijahu!” [więzienie, znane z surowych warunków]. Nieśli też ze sobą transparenty o zdecydowanej treści – na jednym z nich napisano “Zdrajca-Jahu” oraz “Pasożyt-Jahu”, czyniąc aluzję do nazwiska premiera.
Rzecznik koalicji rządzącej David Amsalem (członek partii Likud) oskarżył protestujących o przekroczenie kolejnych “czerwonych linii”:
– Lewicowe protesty zaczęły się od wywierania nieakceptowalnej presji na siły porządkowe, potem nieśli zdjęcia, na których ja i Bitan [David Bitan – jeden z członków partii Likud, zamieszanych w skandale korupcyjne] zostaliśmy przedstawieni jako małpy […] ubiegłego tygodnia pojawił się już wizerunek gilotyny i zachęty do mordu, a tego tygodnia [tj. zeszłego tygodnia – ostatniego w 2017 roku] nieśli transparent „Zdrajca-Jahu” przeciwko premierowi – żalił się Amsalem. – Protestujący z Bulwaru Rotszylda chcą zmiany rządu bez demokratycznych wyborów, przekraczają kolejne czerwone linie im dłużej to wszystko trwa – dodał.
Protestujący odrzucali jego retorykę, starali się konsolidować ponad partyjnymi podziałami, podkreślając, że ich zarzuty przeciwko premierowi są motywowane toczącym się przeciwko niemu dwóm śledztwom w sprawie przyjmowania „nieetycznych” korzyści majątkowych – w co zamieszana ma być również żona Netanjahu, Sara. Ostatni cykl protestów rozpoczął się kilka dni po tym, jak w Knessecie „przepchnięto” ustawę odbierającą policyjnym śledczym możliwość informowania prokuratury w sytuacji, gdy posiadają jedynie uzasadnione przekonanie, że istnieje powód do wszczęcia śledztwa przeciwko urzędnikowi publicznemu (wliczając w to polityków).
Jak informują żydowskie media, zwierzchnicy sił porządkowych uważają, że premier powinien poddać się śledztwu w obu toczących się przeciwko niemu sprawach – według nich jest to jedyne rozwiązanie, jakie mogłoby zapewnić uspokojenie sytuacji na ulicach. Takie stanowisko zamierzają przedstawić premierowi jako oficjalne.

Demonstracja na Bulwarze Rotszylda w Tel Awiwie, 30.12.2017 r.
Jednak powody niezadowolenia społecznego są bardziej skomplikowane – składają się na nie również rosnące bezrobocie i koszty życia. Te ostatnie są szczególnie bolesne dla biedniejszych warstw; w ostatnich latach wzrosły zwłaszcza czynsze, za co odpowiadają spekulanci czerpiący korzyści z najmu mieszkań (często zdezelowanych i pozbawionych podstawowych udogodnień). Natomiast nabycie własnego lokum jest trudne – ceny nieruchomości zostały wywindowane do tego stopnia, że przewyższają nawet te w Londynie czy Amsterdamie. Władze zaczęły poświęcać więcej uwagę problemowi dopiero po wielkich demonstracjach w Jerozolimie, jakie miały miejsce w sierpniu 2011 roku. Jednak regulacje czynszów i rynku wynajmu mieszkań nadal nie są po stronie zwykłego obywatela, mimo kolejnych nowelizacji (ostatniej w sierpniu 2017 roku).
Oprócz tego w kraju coraz częściej wybuchają lokalne strajki przeciwko redukcjom zatrudnienia. Ostatni z głośniejszych miał miejsce w połowie grudnia 2017 roku, w związku z ogłoszeniem redukcji miejsc pracy w koncernie Teva Pharmaceutical – największym na świecie zajmującym się produkcją leków generycznych. Około 1700 pracowników zagrożonych zwolnieniami wsparły związki zawodowe, mobilizując wszystkich członków. W efekcie masowe demonstracje sparaliżowały porty lotnicze i morskie, zamknięte były banki i urzędy. W Jerozolimie pracownicy Teva Pharmaceutical demonstrowali przed fabryką koncernu, przy wjeździe do miasta i przed kancelarią premiera Netanjahu. Demonstranci blokowali ruch uliczny, bili w bębny i skandowali hasła przeciwko redukcjom zatrudnienia.
(na podst. timesofisrael.com, pb.pl oprac. M. Mazur)
Komentarz Redakcji: Etnos przez stulecia opierający swój byt na lichwie i spekulacji, tak naprawdę wcale nie potrzebuje Arabów (czy innego „czarnego luda”), by w zbudowanym przez siebie państwie czuć się nieszczęśliwym, mimo wysokiego PKB per capita. Wystarczy chciwość jego własnej wierchuszki, oraz najbogatszych warstw społecznych…







