USA: Nie wycofamy wojsk z Syrii, dopóki nie obalimy Asada i wpływów Iranu

Amerykański sekretarz stanu Rex Tillerson zapowiedział, że siły amerykańskie pozostaną w Syrii, aby przeciwstawić się Państwu Islamskiemu, Baszszarowi Asadowi i wpływom irańskim.

Podczas przemówienia na Stanford University, Tillerson (jeden z najbardziej zaufanych ludzi Donalda Trumpa) omówił strategię administracji prezydenckiej w Syrii. Wymienił pięć celów amerykańskiej obecności w Syrii: pokonanie Państwa Islamskiego i Al-Kaidy, porozumienie pokojowe wspierane przez ONZ, które doprowadzi do usunięcia Asada, ograniczenie wpływów Iranu, stworzenie warunków dla bezpiecznego powrotu uchodźców i całkowite wyeliminowanie pozostałej w Syrii broni chemicznej. Jak informuje brytyjski „The Guardian”, całościowy plan amerykański zostanie przekazany rosyjskiemu ministrowi spraw zagranicznych Siergiejowi Ławrowowi w trakcie konferencji na temat broni chemicznej, która odbędzie się w następnym tygodniu w Paryżu.

Pierwszy cel został już prawie osiągnięty w Syrii, podobnie jak wyeliminowanie ISIS w Iraku. Jednak USA nie ma tu prawa przypisywać sobie sukcesu – gdyż został on osiągnięty przede wszystkim dzięki siłom miejscowym, wspieranym przez Iran (milicje szyickie w Syrii i Iraku), a także rosyjskiej pomocy wojskowej (Syria – od jesieni 2015 roku).

Sekretarz Stanu zdawał sobie sprawę z tego, że wielu amerykanów jest przeciwnych długotrwałemu zaangażowaniu wojennemu USA w tak dalekich stronach świata. Dlatego, zaczynając stosowny fragment przemówienia od konstatacji tego faktu, posunął się do kilku wybiegów – w rodzaju przywołania argumentu zagrożenia dla Izraela, przemawiającego zwłaszcza do różnej maści syjonistów w USA (zarówno Żydów, jak i amerykańskich protestantów-bigotów – naiwnie wierzących, że istnienie państwa Izrael jest potrzebne do… powtórnego przyjścia Chrystusa). Zarzucił też Iranowi, że dąży do zdominowania Bliskiego Wschodu. – Syria, jako zdestabilizowane państwo, graniczące z Izraelem, stwarza okazję, którą Iran jest skłonny wykorzystać – zaznaczył Tillerson. Mówił także, że ISIS nadal pozostaje zagrożeniem, choć „stoi już jedną nogą w grobie”„Nie możemy popełnić tych samych błędów co w 2011 roku, gdy przedwczesne wycofanie naszych wojsk z Iraku pozwoliło irackiej Al-Kaidzie na przetrwanie, i ostateczne przeobrażenie się w ISIS”. Podobnie odniósł się do innych grup dżihadystycznych, wyrosłych na gruncie syryjskiej siatki Al-Kaidy:

Al-Kaida pozostaje poważnym zagrożeniem i chce się zrekonstruować na nowo. Co więcej, całkowite wycofanie personelu amerykańskiego w tym czasie wzmocniłoby Asada i pozwoliłoby na kontynuację brutalnego traktowania jego własnego narodu. Morderca własnego narodu nie może generować poparcia wymaganego dla długoterminowej stabilności – rzekł sekretarz stanu.

Szczególnie ciekawy aspekt jego przemówienia dotyczył tego, jak USA zamierza pozbawić władzy prezydenta Asada. Według amerykańskiego sekretarza stanu, ma się to stać na drodze „stopniowego procesu reformy konstytucyjnej oraz nadzorowanych przez ONZ reform […] Ustąpienie Asada na mocy nadzorowanego przez ONZ procesu genewskiego stworzy warunki pod trwały pokój w Syrii, a także zapewni bezpieczeństwo na granicach z jej sąsiadami – powiedział Tillerson. Ponaglił on także Moskwę do wprowadzenia w życie rezolucji ONZ nr 2254, która w jego ocenie ma stanowić “polityczne ramy dla pokoju i stabilności w zjednoczonej Syrii.”

Warto jednak zauważyć, że ten aspekt planu Tillersona opiera się na kilku założeniach, które są wysoce niepewne. Przykładowo, mówił on: „oczekujemy, że pragnienia [Syryjczyków] chcących powrotu normalnego życia […] pomogą skonsolidować naród syryjski i osoby będące w strukturach reżimu, skłaniając Asada do ustąpienia”. Nie wiadomo zupełnie, kim mają być wspomniani ludzie z kręgów syryjskich władz [„individuals within the regime”]. Czy chodzi tu o przekupionych urzędników i wojskowych? A może o bogatych warlordów, będących jednocześnie „panami i żywicielami” pomniejszych milicji syryjskich – o których wiadomo, że ich współpraca z rządem nie zawsze układała się pomyślnie? Ponadto, nawet niechętny Asadowi amerykański portal BuzzFeed zauważa, że to, o czym wspomniał sekretarz stanu – pragnienia Syryjczyków, by ich życie wyglądało normalnie – może raczej skutkować jeszcze większym zjednoczeniem się ich wokół Asada, niż czymś odwrotnym.

Tillerson uważa też, że wspomniana rezolucja ONZ z 2015 roku, wzywająca do przeprowadzenia „wolnych i demokratycznych” wyborów w Syrii, będzie “skutkować trwałym odsunięciem od władzy Asada i jego rodziny”. Jak wiadomo, nic takiego się nie stało – choć jak obiecywał w 2015 roku ówczesny sekretarz stanu, John Kerry, miała ona “w ciągu sześciu miesięcy ułatwić przemiany polityczne w Syrii, zmieniając jej władze w bardziej wiarygodne, inkluzywne oraz ponad stojące ponad podziałami wyznaniowymi”. Pomijając ewidentne elementy propagandowe zawarte w tej wypowiedzi, nawiązujące do przekazu wtłaczanego odbiorcom do głów przez zachodnie mass-media (np. słynne „Alawi regime” – w sytuacji, gdy alawitami było 3 na 31 ministrów), zawarta w niej obietnica ujawniła skrajnie nierealistyczne podejście poprzedniej administracji USA. Zaś obecnie, pod rządami Trumpa nie ma podstaw, by twierdzić, że zmieniło się ono na lepsze – jeśli już, to raczej na gorsze.

(na podst. Reuters, BuzzFeed, RT oprac. M. Mazur)

Komentarz Redakcji: Amerykańska polityka zagraniczna coraz bardziej tonie w oparach absurdu. Nie dość, że coraz więcej ludzi na świecie zdaje sobie sprawę, jak przekręca się w niej podstawowe fakty (choćby pamiętając, że Kerry już z początkiem 2014 roku potwierdził zneutralizowanie przez rząd w Damaszku ostatnich rezerw broni chemicznej), to jeszcze swoim buńczucznym, upartym tonem zraża do siebie kolejne rządy. Nie chodzi tu tylko o sprawę syryjską – ostatnio z orbity wpływów USA wypadł Pakistan – potęga atomowa z 200 mln mieszkańców, usytuowana strategicznie blisko Iranu i Afganistanu. Jest to wydarzenie o randze zmiany geopolitycznej na świecie.

 

2 komentarze

Leave a Reply