Dziesiątki tysięcy Greków wzięło w zeszłą niedzielę w Salonikach udział w manifestacji przeciwko używaniu nazwy „Macedonia” w sporze między Grecją, a Byłą Jugosławiańską Republiką Macedonii (FYROM). W manifestacji, oprócz polityków, członków greckiej diaspory oraz duchownych, brali udział również posłowie nacjonalistycznego Złotego Świtu oraz konserwatywnej Nowej Demokracji.
Abstrahując od słuszności takich manifestacji, zwłaszcza kiedy weźmie się pod uwagę fakt, że Republika Macedonii stała się krajem, który obecnie zmaga się z siłami globalizmu i wzbierającą albańską irredentą, to jedno wydarzenie w trakcie demonstracji należy uznać za pozytywne: kiedy grupa protestujących przeciwko „faszyzmowi” anarchistów obrzuciła manifestujących kamieniami, ci w odwecie poczęstowali „koktajlami Mołotowa” pobliski skłot Libertatia, który doszczętnie spłonął.
Pozostając w temacie fajerwerków, należy również wspomnieć o obrzuceniu w zeszłą sobotę ambasady Ukrainy w Atenach „koktajlami Mołotowa” przez nieznanych sprawców. O zdarzeniu poinformował w sobotę na Twitterze szef MSZ Ukrainy, Pawło Klimkin. „W nocy miała miejsce próba ataku koktajlami Mołotowa na naszą ambasadę w Atenach”, napisał szef ukraińskiej dyplomacji. Podpalone zostały również trzy samochody należące do pracowników ambasady. Sprawcami wydarzenia według Klimkina mają być „radykałowie pod wpływem Rosji”. Dowodem na to ma być rzekomo fakt, że informacje o ataku podały jako pierwsze nie greckie media, lecz „prorosyjskie portale”.
(na podstawie dzienniknarodowy.pl oraz kresy.pl opracował Tomasz Szymkowiak)








