Po lekturze jednych z moich ostatnich esejów moglibyście powiedzieć: „Umair, nie martw się! Wszystko będzie dobrze, nie jest tak źle!”. Spojrzałbym wtedy na was z politowaniem i grzecznie odparł: „”Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, byśmy brali pod uwagę perspektywę upadku wystarczająco poważnie”.
Dlaczego tak twierdzę? Kiedy przyjrzymy się dokładnie kryzysowi Ameryki, zauważymy wiele narastających patologii. Nie są to patologie każdego typu, a nawet nie te z gatunku sprawiających poważne problemy, niepokojących lub groźnych. Są one raczej z rodzaju tych dziwnych i unikalnych. Tak strasznie osobliwych, że ani ja, ani wy nigdy ich nie doświadczyliśmy poza światem dystopijnych dzieł Dickensa i Orwella. Podejmując próby ukazania kryzysu w formie wymiernych wskaźników, takich jak spadające dochody czy nierówności społeczne, w rzeczywistości nie doceniamy tego, co eksperci nazywają „ludzkim żniwem”, a co tak wrażliwi ludzie jak wy opisać mogą jako przemożną desperację, gniew i trwoga życia w upadającym społeczeństwie.
Pozwólcie, że podam wam zaledwie pięć przykładów tego, co nazywam społecznymi patologiami doby upadku. Są to dziwne i osobliwe zjawiska, których nie tylko nie obserwuje się w zdrowych społeczeństwach, ale wręcz nigdy wcześniej nie były obserwowane w żadnym nowoczesnym społeczeństwie.
Tylko w ciągu ostatnich 23 dni doszło w Ameryce do jedenastu strzelanin w szkołach. Ta statystyka sama w sobie jest alarmująca, ale to tylko sucha liczba. Aby w pełni pojąć powagę sytuacji, warto przyjąć perspektywę globalną. Owe jedenaście strzelanin w ciągu 23 dni to więcej niż w jakimkolwiek zakątku Ziemi, nawet w Iraku i Afganistanie. Zjawisko regularnych strzelanin w szkołach wydaje się być specyficznym dla Ameryki symptomem upadku, gdyż nie występuje ono w żadnym innym kraju. I to jest właśnie to, co nazywam „społecznymi patologiami doby upadku” – nowe, dziwaczne, straszne, trawiące tkankę społeczną choroby.
Dlaczego amerykańskie dzieci się nawzajem mordują? Dlaczego społeczeństwo nie stara się rozwiązać ten problem? Cóż, być może dlatego, że dzieciaki te nie dbają o swoje życie, a dorośli nie dbają o nie. Możecie pomyśleć, że to nie jest takie proste. Wciąż są przecież dzieci, które nie zabijają innych. Niestety, wiele z nich nie zabija innych tylko dlatego, że są zajęte zabijaniem samych siebie.
Ameryka jest dotknięta epidemią uzależnienia od opioidów. Często używamy tego pojęcia od niechcenia, ale jest ono bardziej problematyczne niż zdaje się na pierwszy rzut oka. Niezwykle ciekawy w kwestii narkotyków i lekomanii jest fakt, że w wielu zakątkach świata, na przykład w Azji i Afryce, są one dostępne od ręki bez recepty, a mimo tego nie obserwuje się tak znacznej i zabójczej plagi uzależnień jak w Ameryce, której skala doprowadza do skrócenia przewidywalnej długości życia. Mamy do czynienia z kolejną unikatową dla Stanów Zjednoczonych patologią społeczną. Podobnie jak ze zjawiskiem strzelanin w szkołach, problem ten staje się wyraźnie widoczny dopiero wtedy, gdy porównamy Amerykę z innymi krajami.
Dlaczego właściwie ludzie mieliby sięgać po opioidy w stopniu nieznanym nigdzie indziej na świecie? Najwidoczniej ich życie musi być naprawdę traumatyczne i wypełnione desperacją. Swoje dokładać może również brak dostępu do profesjonalnej służby zdrowia, co zachęca do podejmowania eksperymentów z medykamentami na własną rękę. Ale co właściwie czyni ich zdesperowanymi? Weźmy na przykład „nomadów na emeryturze”. Ludzie ci mieszkają w swoich samochodach. Przemieszczają się z miejsca na miejsce, pora roku po porze roku, chwytając się jakiejkolwiek pracy, którą mogą dostać – wiosna w magazynie Amazona, a zima przy kasie w Walmarcie.
W tym momencie możecie zaprotestować twierdząc, że przecież biedni ludzie od zawsze chwytali się sezonowych prac. Nie to jednak jest istotą problemu. W żadnym innym kraju nie widziałem ludzi, którzy przed osiągnięciem wieku emerytalnego byli w stanie odłożyć zaledwie tyle pieniędzy, by móc mieszkać w zdezelowanym samochodzie i jeździć nim po kraju w poszukiwaniu zarobku pozwalającego przyjąć śmierć z pełnym żołądkiem. Problemu tego nie widziałem nawet w biednych krajach, gdzie rodziny żyją razem, współdzieląc zasoby materialne i dbając o wszystkich członków rodziny. Owa bezradność i wyzbycie ludzi z ich godności stanowią kolejną z patologii okresu upadku, która jest unikatowa dla Ameryki. Same liczby tego nie pokażą, ale porównanie z innymi krajami roztacza przed nami pesymistyczny obraz.
Dlaczego Ameryka nie jest krajem dla starych ludzi? Ostatecznie nawet bardzo biedne kraje cechują się istnieniem nieformalnych systemów społecznego wsparcia potrzebujących – nazywanych inaczej rodzinami i społecznościami. Tymczasem w Ameryce obserwujemy katastrofalny upadek więzi społecznych. Radykalny kapitalizm wywrócił społeczeństwo do góry nogami w takim stopniu, że ludzie nie są już zdolni do wzajemnego wspierania siebie w stopniu znanym z takich państw jak Pakistan czy Nigeria. Związki międzyludzkie stały się luksusem niedostępnym dla większości. Jest to kolejna unikatowa dla Ameryki patologia społeczna, która świadczy o nadciągającym upadku.
Biedne kraje czynią znaczne postępy. Mieszkańcy Kostaryki mogą poszczycić się wyższą przewidywalną długością życia niż Amerykanie, gdyż mają publiczną służbę zdrowia. Tymczasem przewidywalna długość życia w Stanach Zjednoczonych maleje, w przeciwieństwie do praktycznie każdego państwa świata, może z wyjątkiem Wielkiej Brytanii.
I to jest ostatnia z patologii, o których chcę wam powiedzieć. W przeciwieństwie do wymienionych wcześniej dotyczy ona duszy, a nie ciała. Amerykanin zdaje się być szczęśliwy, gdy patrzy na cudzą śmierć, spowodowaną jednym z wymienionych wyżej zjawisk. Nie wydaje się być specjalnie poruszony żadną z czterech wymienionych patologii: strzelanin, upadku więzi społecznych, narkomanii i bezsilnością najsłabszych. Gdyby te patologie miały miejsce w jakimkolwiek innym kraju – bogatym lub biednym – szok i przerażenie zmobilizowałyby społeczeństwa do zapewnienia, by nigdy więcej się nie powtórzyły. Tymczasem w Ameryce ludzie są na nie zwykle zupełnie obojętni.
Amerykanie są społeczeństwem drapieżników. Owa drapieżność nie sprowadza się wyłącznie do oligarchów wyzyskujących ludzi finansowo. Przejawia się ona w znacznie głębszym sensie w sytuacji, gdy pod fasadą udawanej uprzejmości skrywamy obojętność na to, że nasi sąsiedzi, przyjaciele i koledzy umierają przedwcześnie z wymienionych wyżej powodów. Drapieżnikiem w amerykańskim społeczeństwie nie są po prostu jego najbogatsi przedstawiciele, ale owa niewidzialna i nienasycona siła: usprawiedliwianie tego, co w innych krajach byłoby postrzegane za wstydliwe uchybienia moralne, jeśli nie wręcz przestępstwa, jako zwyczajne i przyziemne sprawy, którymi nie warto sobie zaprzątać głowy.
Możecie postrzegać te zarzuty za zbyt ostre. Czyż nie?
Teraz, gdy podałem wam kilka przykładów patologii – a jest ich o wiele więcej – pozwólcie mi podzielić się z wami trzema kwestiami, które mi się narzucają.
Wszystkie te patologie społeczne są niczym tajemnicze i makabryczne szczepy chorób atakujących społeczeństwo. Ameryka zawsze była pionierem, jednak dziś przoduje w hodowaniu patologii społecznych, których nie doświadczano nigdzie poza Ameryką. O czym to świadczy?
Upadek Ameryki jest znacznie poważniejszy niż się wydaje. Nie doceniamy jego skali. Amerykańscy intelektualiści i media nie potrafią ukazać opisanych patologii w perspektywie historycznej bądź globalnej, a tylko takie ujęcie pozwala dostrzec w pełni grozę sytuacji, w jakiej znalazła się Ameryka. Przypomina ona nie tyle typowe aspekty, z jakimi zmaga się naród w fazie zmierzchu, ale raczej nagły atak tajemniczej choroby, który pustoszy organizm społeczny.
Upadek Ameryki jest katastrofą bez precedensu we współczesnym świecie. Ze względu na to, że bałagan, jaki zafundowali sobie Amerykanie, jest tak unikatowy w swym charakterze, również rozwiązanie problemu będzie musiało być oryginalne. Wyjątkowość opisanych patologii społecznych sugeruje, że amerykański kryzys nie stanowi kontynuacji jakiegoś globalnego trendu, którą da się ująć pod wymierną postacią. Przeciwnie, jest fenomenem wymykającym się danym statystycznym. Jest jak meteoryt, który zabił dinozaury: stanowi element odstający od norm, wydarzenie ekstremalne pośród ekstremów. Właśnie dlatego tworzone przez nas narracje, ramy pojęciowe i teorie nie są w stanie go wychwycić – a tym bardziej wyjaśnić. Aby w ogóle zacząć sobie uświadamiać powagę problemu, potrzebujemy całkiem nowego języka, nowego sposobu postrzegania.
To jednak jest zadaniem Ameryki, a nie reszty świata. Ta powinna zastanowić się nad sensem podążania amerykańską drogą. Gdyby postąpiła zgodnie z modelem amerykańskim – ekstremalnym kapitalizmem, brakiem inwestycji publicznych, okrucieństwem jako stylem życia i wypaczeniem wszelkich cnót – to z pewnością doświadczy podobnych patologii. Patologii organizmu społecznego, które wyłoniły się z idei śmieciowej żywności: śmieciowe media, śmieciowa nauka, śmieciowa kultura, śmieciowi eksperci, śmieciowa ekonomia, ludzie traktujący się nawzajem jak śmieci, którymi Ameryka żywiła się stanowczo zbyt długo.
Umair Haque

8 komentarzy