Jak obwieszczono 13 lutego, na posiedzeniu syryjskiego Sztabu Generalnego zapadła decyzja, że Wschodnia Guta (Ghouta) zostanie wyswobodzona spod kontroli terrorystów. Analitycy przewidują, że będzie to jedna z najbardziej zaciekłych kampanii syryjskiej wojny – islamiści są gotowi do obrony, a ich morale i uzbrojenie prezentuje się dość groźnie. Mało tego, część z nich informuje o szczegółach, które wskazywać mogą, że podjęta zostanie kolejna próba obwinienia rządu w Damaszku o ataki gazowe – choć siły rządowe nie potrzebują uciekać się do takich środków. Należy spodziewać kolejnych propagandowych materiałów wideo autorstwa „Białych Kasków” (ang. White Helmets – organizacji rzekomo humanitarnej, w praktyce jednak koncentrującej swoje działania na wzmacnianiu narracji propagandowej islamistów i mediów zachodnich); oprócz tego również dramatycznych doniesień ze zbombardowanymi szpitalami, szkołami i przedszkolami. Zresztą już teraz tzw. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka (prowadzone przez jednego Syryjczyka zamieszkałego na terenie Wielkiej Brytanii informuje, że w intensywnych nalotach jakie poprzedzają tę operację zginęło prawie stu cywilów – informację tę powtórzyły skwapliwie zachodnie media, a za nimi również polskojęzyczne. W bombardowaniach przed operacją, obok lotnictwa syryjskiego, uczestniczą także samoloty rosyjskie – co nie było dotychczas normą w tej okolicy.
W operacji wyzwolenia Ghouty z rąk terrorystów wezmą udział: 1. i 9. Dywizja Pancerna, 4. Dywizja Zmechanizowana (z racji znacznego nasycenia czołgami i bronią ciężką, dysponująca de facto siłą dywizji pancernej) oraz 105. i 106. Brygada Zmechanizowana Gwardii Republikańskiej, a także gwardyjska 104. Brygada Powietrzno-Desantowa. Dowodzić będzie generał Suheil al-Hassan, prowadząc do boju swą doborową brygadę „Tiger Forces”, wspartą mniejszym kontyngentem rosyjskich „specjalsów”. Całość uzupełnić ma 14. Dywizja Armijnych Sił Specjalnych. Wesprą ich także lokalne oddziały, doświadczone już wcześniej potężnymi natarciami islamistów – najgorzej było w styczniu tego roku, gdy baza wojskowa w Harasta (wysunięty „cypel” na mapie) została odcięta. Obrońcom jednak udało się wytrzymać do czasu przybycia odsieczy.


Jak widać, będą to ogromne siły – jednak miejscowi terroryści też nie należą do słabych. Działające w tym terenie frakcje zbrojne, głównie spod znaku Wolnej Armii Syrii, od samego początku wojny otrzymywały spore fundusze i uzbrojenie (dzięki przemytnikom), a także wsparcie propagandowo-polityczne od Arabii Saudyjskiej. Mało tego – jak wynika z dokumentów amerykańskiej National Security Agency, ujawnionych przez dysydenta Edwarda Snowdena, Saudyjczycy wydawali im także bezpośrednio rozkazy – jak w marcu 2013 roku, gdy nakazali dokonanie zmasowanego, skoordynowanego ostrzału rakietowego Damaszku. Jak czytamy, książę Salman bin Sultan polecił im wówczas „zapalić” całą stolicę, a takze „zrównać z ziemią” leżące na jej obrzeżach lotnisko. Oprócz zbombardowania wielu dzielnic Damaszku, kilka rakiet trafiło wówczas w pałac prezydencki, zaś inne spadły na obszarze przylegającej doń strefy bezpieczeństwa. Strzelano również z moździerzy-samoróbek, znanych większości Syryjczyków jako „piekielne działa” (ang. hellcannons). Saudyjczycy wysłali też 120 ton materiałów wybuchowych do „syryjskiej opozycji” ze Wschodniej Ghouty. Silną pozycję w okolicy mają również grupy wyrosłe z dawnej al-Nusry (syryjskiej odnogi al-Kaidy).
Zamieszkany przez ok. 400 tys. ludzi region Wschodniej Ghouty od 2012 roku stanowi cierń w oku dla mieszkańców syryjskiej stolicy i miejscowych polityków. Oprócz tego, wystrzeliwane z tego obszaru pociski terrorystów co najmniej trzy razy spadły na rosyjską ambasadę – w 2015 (w trakcie prorządowego wiecu na jej terenie), w 2016 (dwukrotnie) i w 2017 roku. Pomimo bezpośredniego zagrożenia także dla samych siebie, decydenci syryjscy zdecydowali, że najpierw wysiłki zostaną skupione na oswobodzeniu innych części kraju (Aleppo, Deir Ezzor, Hama, Suwajda itd.), zostawiając enklawę islamistów na później, po uprzednim okrążeniu jej i blokadzie dostaw z zewnątrz.
Jednak nawet mimo tego, terroryści z wschodniej Ghouty jeszcze nie raz dali się we znaki mieszkańcom Damaszku (szczególnie chrześcijanom z dzielnicy Bab Touma), prowadząc ostrzał rakietowy okolic cywilnych. Jak zdobywali broń i materiały do jej konstrukcji, mimo odcięcia enklawy i uderzenia w grupy przemytnicze, nadal pozostaje tajemnicą – TVN24 w ostatnim artykule pisze jedynie, że „syryjskie siły rządowe wraz z sojusznikami odcięły również drogi, którymi przemycano do oblężonego regionu żywność i leki”, o przemycie broni palnej i części rakietowych nic nie wspomina. Podobnie zresztą media zachodnie i polskojęzyczne milczały, gdy w wyniku ostrzału rakietowego z Ghouty ginęli chrześcijanie w dzielnicy Bab Touma, a także mieszkańcy innych części Damaszku.
Warto wspomnieć, że ostatni, wczorajszy ostrzał dokonany przez terrorystów był bardziej zmasowany niż poprzednie, co zauważa Tom Duggan (Brytyjczyk, dziennikarz obywatelski mieszkający w Syrii) – zaś same rakiety były nowszego typu, o lepszych silnikach i większej sile rażenia. W stolicy zamknięto szkoły, zaś przerażeni mieszkańcy zamknęli się z dziećmi w domach.
Gotując się na nadchodzącą ofensywę, islamiści powołali pod broń także swoje żony – które w propagandowym wideo deklarują, że będą walczyć na śmierć i życie z „wrogami Allaha”.
Wielu cywilnych ze Wschodniej Ghouty nie popiera islamistów, nie mogą jednak opuścić tego terytorium, gdyż ci nie dozwalają im na to. Od początku wojny jest to znana taktyka frakcji terrorystycznych, którzy wykorzystują później dane o „ofiarach cywilnych” do walki propagandowej z syryjskim rządem. ONZ alarmuje też o niedożywieniu ludności cywilnej – przechodząc gładko do porządku dziennego nad faktem, że miejscowi „rebelianci” na zdjęciach wcale nie wyglądają na niedożywionych, niektórzy nawet wprost przeciwnie, prezentują dość okazałe kałduny. Obrazu dopełniają finansowane głównie przez Zachód „organizacje humanitarne”, na czele z „Białymi Hełmami”, reprezentowane w terenie przez miejscowych islamistów – w udostępnianych przez nie materiałach dopatrzono się licznych fałszerstw i symulacji, natomiast wiele innych budzi poważne obawy o ich autentyczność.
Szczególnie jednak przykre jest to, że na elementy walki propagandowej wymierzonej w rząd syryjski możemy natrafić nawet w głównym wydaniu „Wiadomości” – media „dobrej zmiany” dostosowują się w tym aspekcie do zachodniego mainstreamu, montując fragment o bombardowaniach rządowych w Ghoucie w podobny sposób co TVN. Nie jest to pierwszy taki przypadek, niestety zdarza się to regularnie od kilku lat.
(na podst. Al-Masdar, FB, Twitter oprac. M. Mazur)







