Rosja: „Tomek w tarapatach”

Jak informuje rosyjski portal lenta.ru, hiobowe nieszczęścia posypały się na głowę znanego prowokatora Tomasza Maciejczuka, którego z kolei polskojęzyczne przekaźniki niemieckie bezpodstawnie łączą z naszym portalem i z organizacją Falanga. Mieszkanie Maciejczuka zostało poddane rewizji, a on sam aresztowany pod – jak się nieoficjalnie mówi – zarzutem wzbudzania waśni pomiędzy narodami.

Nie jest to początek kłopotów Maciejczuka, który po raz pierwszy dał się nam bliżej poznać w czasie gorącej fazy powstania w Zagłębiu Donieckim w 2014 r. Przedstawiający się bezpodstawnie jako „polski dziennikarz”, Maciejczuk żebrał wtedy na swoim profilu na Facebooku o pieniądze na wyposażenie batalionów ukraińskich nacjonalistów walczących z powstańcami. Cieszył się wówczas sympatią oszołomskiej czołówki polskich neokonserwatystów z redakcji sakiewiczowej „Gazety Polskiej Codziennie”. Z ukraińskimi nacjonalistami żył w tak intymnej bliskości, że pozwolili mu oni nawet zrobić sobie zdjęcie z weteranem odpowiedzialnej za ludobójstwo na Polakach UPA, którym Maciejczuk chwalił się później w internecie, zarazem przedstawiając się bezpodstawnie jako polski narodowiec i ideowy spadkobierca myśli Romana Dmowskiego i Narodowej Demokracji.

Wobec tak wyraźnego pogubienia się przez naszego bohatera w labiryntach najwyraźniej przerastającej jego intelektualne możliwości poznawcze myśli nacjonalistycznej, najnowszej historii ziem ukrainnych i stosunków ukraińsko-polskich, mniej zaskakujące jest, że w kilka miesięcy później lał publicznie krokodyle łzy, że w Polsce grożono mu pobiciem i że musiał wynająć ochronę. Nie tylko Polacy nie polubili jednak Maciejczuka, bo rozprawić się z nim fizycznie zapowiedzieli też ukraińscy nacjonaliści, po tym jak po kilkumiesięcznym z nimi harmonijnym współżyciu, z cicha pęk ujawnił nagle, że posługują się oni symboliką i odwołaniami nazistowskimi i neonazistowskimi.

Znękany brakiem uznania u obcych i u swoich, Maciejczuk postanowił wtedy nawiedzić jeszcze jeden kraj słowiański, mianowicie Rosję. I tu również naszemu osamotnionemu i zagubionemu młodzieńcowi, nie udało się znaleźć przyjaciół. Informacje na jego temat docierały do naszego kraju głównie w postaci filmików, na których mamy wątpliwą przyjemność oglądać, jak „blokuje twarzą” wymierzone w siebie ciosy pięści w kolejnych rosyjskich programach publicystycznych, wykrzykując niestety przy tym na prawo i na lewo że jest Polakiem, i obrażając przy okazji wulgarnie i na wszelkie możliwe sposoby swoich rosyjskich gospodarzy.

Po jednym z takich incydentów, Maciejczuk wyzwał na pojedynek bokserski rosyjskiego politologa Rusłana Ostaszko, który spacyfikował go wcześniej fizycznie, po tym jak nasz nieszczęsny bohater znieważył publicznie pamięć Rosjan broniących swojej ojczyzny w czasie ostatniej wojny z Niemcami. Na różnych konferencjach i w wypowiedziach w internecie poprzedzających pojedynek, Maciejczuk wyzywał wulgarnie swojego oponenta i zapowiedział że „obije mu mordę”, ostatecznie jednak przegrał w fatalnym stylu mecz bokserski ze starszym od siebie o 19 lat przeciwnikiem. Dla Polaków tym bardziej przykre było, że nasz zupełnie nietrafiony „reprezentant” najpierw zaprezentował wątpliwy „kunszt” bokserski wymachując łapami jak cepem na klepisku, po czym złapał zadyszkę i zaczął pocić się jak miech już w trzeciej rundzie, po przegranej zaś – nakrył się demonstracyjnie polską flagą.

Postać Tomasza Maciejczuka można by uznać za nieszkodliwego klauna rodem z marnej amerykańskiej kreskówki, gdyby nie fakt że wielu Rosjan zaczęło sobie przez pryzmat jego wyczynów budować stereotyp „typowego Polaka” i „polskiego nacjonalisty”. Co jednak jeszcze bardziej żałosne, również wielu co bardziej poczciwych polskich patriotów zaczęło brać Maciejczuka na poważnie i dawać wyraz swojemu dla niego uznaniu i sympatii, gdy tymczasem jedyne zasadne w odniesieniu do niego pytanie, to dla kogo pracuje i komu aż tak bardzo zależy na skompromitowaniu Polski zarówno wśród Ukraińców, jak i przede wszystkim w Rosji?

Jaka by jednak odpowiedź na to pytanie nie była, to widmo Maciejczuka powinno zdecydowanie przestać krążyć po Europie Słowiańskiej i straszyć tutejsze ludy Polską i Polakami. Panu Tomaszowi możemy zaś radzić, by po tak dramatycznych zagranicznych przygodach, tak jak jego imiennik i zarazem bohater utworu Alfreda Szklarskiego którego tytułem posłużyliśmy się w nagłówku tej notki, zamiast szukać przygód w egzotycznych krajach – wrócił do szkoły. Na naukę nigdy nie jest za późno, ignorancję i głupotę da się zaś podobno wyleczyć.

Jeden komentarz

Leave a Reply