23 marca aresztowany został były prezydent Republiki Korei Lee Myung-bak, urzędujący w latach 2008-2013. Jest oskarżony m.in. o defraudację 32 milionów dolarów i przyjmowanie łapówek od firm prywatnych, w tym od Samsunga, ciążą na nim ponadto inne zarzuty o charakterze korupcyjnym.
Jest to już drugi skandal tego typu w niedawnym czasie – w 2016 r. pozbawiona urzędu, a w 2017 r. aresztowana została prezydent Park Geun-hye, która otrzymała zarzuty o korupcję i konsultowanie wszelkich decyzji politycznych ze swoją przyjaciółką Choi Soon-il, która nie piastowała żadnego stanowiska we władzach ani nie była uprawniona do wglądu w tajne informacje.
W toczącym się przed aresztowaniem śledztwie przeciwko byłemu prezydentowi przełom przyniosły zeznania Kim Hee-junga, który był wcześniej najbliższym współpracownikiem Lee. Kim był wcześniej skazany na rok więzienia za korupcję, a podczas odbywania wyroku samobójstwo popełniła jego żona. Sprawiło to, że czuł się pozbawiony wsparcia Lee, co skłoniło go do zeznania przeciw niemu.
Z jednej strony pojawiają się głosy słusznego oburzenia na aresztowanie Lee, na którym ciążą zarzuty o liczne malwersacje finansowe, z drugiej jednak sprawa nie jest pozbawiona kontrowersji. Niejasna jest w niej rola południowokoreańskiej prokuratury, której funkcjonowanie jest przedmiotem ostrych kontrowersji w społeczeństwie. Wielokrotnie krytykuje się ją za nagromadzenie zbyt szerokich kompetencji i tuszowanie różnych skandali, by po jakimś czasie wykorzystać je w celach politycznych, wpływając nieuczciwie na rządzących bądź wywrzeć zemstę na wybranych polityków włącznie tymi najwyższego szczebla. Podejrzewa się, że podobnie mogło być w przypadku aresztowania Lee Myung-baka. Stąd administracja obecnego prezydenta Moon Jae-ina kładzie tak wielki nacisk na reformę sądownictwa w Republice Korei.
(na podst. thediplomat.com oprac. M.G.)








