Nicolas Maduro, prezydent Wenezueli podziękował wenezuelskiej armii za oparcie się „zdradzieckiemu, imperialistycznemu spiskowi”, który miał doprowadzić do obalenia go przez wywołanie konfliktu wewnętrznego, który usprawiedliwiłby zagraniczną interwencję wojskową.
– Lojalność jest czymś co się okazuje bądź nie… Wiem, że nie zawiedziecie ojczyzny – powiedział Maduro w czasie parady wojskowej w Caracas, transmitowanej przez wenezuelską telewizję.
– Ile osób by zginęło, gdyby doszło do wojny domowej z powodu bezsensownych (działań) puczystów i zdrajców? Jak wiele zniszczeń by było, jak wiele lat trwałaby wojna? – pytał Maduro dodając, że wenezuelska armia „nigdy by się nie poddała”.
Wenezuelska telewizja państwowa nazwała paradę wojskową w Caracas „marszem potwierdzającym absolutną lojalność sił zbrojnych”. Doszło do niej dwa dni po tym, jak lider opozycji, uznawany przez USA i 50 innych państw świata za tymczasowego prezydenta Juana Guaido, występując w bazie wojskowej na przedmieściu Caracas, oświadczył, że armia przeszła na jego stronę. Jednak żołnierze nie dołączyli do protestów z 1 maja przeciwko reżimowi Maduro.
Przywódcy opozycji mieli wcześniej przez wiele miesięcy prowadzić tajne rozmowy z przedstawicielami reżimu Maduro – w tym szefem wywiadu wojskowego Ivanem Rafaelem Hernandezem i ministrem obrony Vladimirem Padrino Lopezem. Ten drugi jednak już po wystąpieniu Guaido z 30 kwietnia zadeklarował lojalność wobec Maduro.
Padrino Lopez pojawił się na defiladzie wojskowej u boku Maduro. W jej trakcie oświadczył, że siły opozycji nie mają niczego do zaoferowania państwu i siłom zbrojnym.
– Zawsze wierni, nigdy zdrajcy! – krzyczał w czasie parady.
(Na podst. rp.pl, oprac. Eugeniusz Onufryjuk).







