Pisaliśmy już o upadku reżimu Władymira Płahotniuka w Mołdawii i jego ucieczce do Stanów Zjednoczonych. Jednak wydarzenia ostatnich miesięcy każą sądzić, że oligarcha próbuje powrócić do władzy w tej małej republice, za pośrednictwem swego protegowanego, Renato Usatîiego. Przyjrzyjmy się bliżej tej polityce.
Publicznie Usatî przedstawia się jako przeciwnik Płahotniuka. Wszak jeszcze w 2014 r. powołał oficjalnie pro-rosyjską Naszą Partię, przez co dwa lata później został przez wszechwładnego oligarchę zmuszony do schronienia się w Rosjo. Od 2016 r. Usatî mieszkał sobie spokojnie w Moskwie, dzięki czemu wytworzył wokół siebie legendę „wygnańca” i „przyjaciela Rosjan” itp. Usatî wszczął nawet w Rosji sprawę karną przeciwko Płahotniukowi, dotyczącą próby morderstwa mieszkającego w Londynie bankiera, Germana Gorbuncowa. Potem było już jednak tylko gorzej…
Jesienią 2018 roku w Rosji doszło do zatrzymania pułkownika policji Dymitrija Zacharczenkę, u którego krewnych znaleziono niebagatelną sumę 125 milionów dolarów. Szybko też ujawniono, że właśnie Usatî był zamieszany w prowadzony przez Zacharczenkę proceder prania pieniędzy rosyjskich linii kolejowych (РЖД). W podmoskiewskiej rezydencji Usatîego przeprowadzono rewizję, on sam jednak zdążył wyjechać najpierw do Monachium, a następnie do Bukaresztu, gdzie mieszka jego siostra, Weronika Szmidt. Tymczasem FSB aresztowała jego najbliższego przyjaciela i współpracownika, Władimira Markełowa, dyrektora korporacji „1520”, największego podwykonawcę РЖД. Drugi współwłaściciel „1520” Borys Uszerowicz, także dobry przyjaciel Usatîego, uciekł do Wielkiej Brytanii i jest teraz poszukiwany przez Interpol.
Po skompromitowaniu w Rosji Usatîemu nie zostało więc nic innego, jak niespodziewanie… wrócić do Mołdawii i wznowić „działalność polityczną”. Dziś, jak podają miejscowe media – rozbija się więc po kraju w swym nowym rolls-roysie, z ogromną ochroną i stara się zawrócić w głowach mieszkańcom Bielc (głównego miasta północne Mołdawii) opowieściami o „walce z korupcją” i „ochroną praw Rosjan”. W rzeczywistości jednak wydaje się, że za całą tą farsą stoją ci sami „rumuńscy przyjaciele”, którzy wypychają Usatîego na lokalną scenę polityczną po porażce z Płahotniukiem. Po Kiszyniowie już krążą pogłoski o możliwym zamachu stanu, szykowanym rzekomo przez Usatîego, czekającego tylko na sygnał z Bukaresztu. Niezbędnym do tego impulsem miałoby stać właśnie zdobycie stołka mera Bielc.
I jeszcze ciekawostka: kiedy mołdawskie media napisały o rumuńskich… opiekunach przewodniczącego Naszej Partii – Renato Usatî zagrał vabank, poleciawszy do Moskwy i kręcąc w swojej obronie ostry wideoklip prosto z Placu Czerwonego. Tyle tylko, że dziennikarze wykryli jak skomplikowaną trasą odbyła się ta eskapada. Biznesmen nie poleciał wprost do Moskwy, ale wybrał drogę z Mołdawii do Rumunii, a stamtąd do Wilna i dopiero przez Białoruś do Rosji – w ten sposób unikając kontroli granicznej. W podobnie pokrętny sposób odbył się także powrót Usatîego do Mołdawii. Jak na „pro-rosyjskiego polityka” – zastanawiający to tryb kontaktu ze służbami państwa rosyjskiego – podkpiwali dziennikarze, a rumuński trop prowadzący do kolejnej roszady o operacji fałszywej flagi w Mołdawii – tylko się uprawdopodobnił.
Linda Konecka








5 komentarzy