Uniwersytet w Hongkongu podjął decyzję o ewakuacji obcojęzycznych studentów. Sama uczelnia zamieniła się w barykadę.
Trwająca od miesięcy napięta sytuacja w Hongkongu, spowodowana działaniami służb zachodnich, zmierza w stronę ostrej konfrontacji. Naoczni świadkowie są przeświadczeni, że w mieście dojdzie do rozlewu krwi.
Pretekstem do zamieszek był sprzeciw wobec zmian w przepisach o ekstradycji, które umożliwiałyby sądzenie mieszkańców Hongkongu przed sądami w Chinach.
Ostatecznie, pod presją protestujących, szefowa administracji Hongkongu, Carrie Lam wycofała się z tych przepisów, ale zamieszki nie ustały. Są one używane jako pretekst do oskarżania Chin o łamanie tzw. „praw człowieka”. Protestujący regularnie używają amerykańskich i kolonialnych flag jako swoich symboli, a ich przywódcy gościli w Kongresie USA i domagali się wprowadzenia rozwiązań prawnych, chroniących protestujących w Honkgongu.
(na podst. rp.pl/opr. Eugeniusz Onufryjuk)
Świat w ogniu wojny. Doktryny, idee i konflikty zbrojne w publicystyce Xportalu







