W połowie grudnia prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, Gergely Karacsony (prezydent Budapesztu), Zdenek Hřib (Praga) i Matusz Vallo (Bratysława) postanowili zawrzeć tzw. Pakt Wolnych Miast, który ma być, jak to ujęły niektóre media, „sojuszem obronnym wobec populistycznych rządów w tych państwach”.
W środę wszyscy czterej politycy byli obecni w Brukseli, aby lobbować za przekazaniem ich miastom dodatkowych pieniędzy. „Przesłanie, które chcą przekazać, jest proste: jeśli Bruksela zgodzi się przekazywać pieniądze bezpośrednio do dużych miast, to te pieniądze zostaną mądrze wydane na rozwiązanie wielu problemów politycznych, które podsycają populistyczną politykę rządów państw” – czytamy w artykule Politico. Prezydenci stolic mieli też stwierdzić, że jeżeli fundusze zostaną przekazane bezpośrednio ich miastom to będzie to oznaczało mniejsze prawdopodobieństwo, że „zostaną zmarnowane przez korupcję”.
Samorządowcy zjednoczeni przez „Pakt Wolnych Miast” chcą współdziałać na rzecz unijnych wartości i przeciwdziałaniu „populistycznym” władzom swoich krajów.
„Dla Hřiba (prezydenta Pragi – EO.) uruchomienie niezależnych kanałów finansowych w celu sprostania wyzwaniom miast, takim jak zmiany klimatyczne, mieszkalnictwo, starzenie się ludności, nierówności i rozwarstwienie społeczne, jest receptą na walkę z populistyczną polityką ogarniającą region” – czytamy. Zdaniem Hřiba, jeśli prezydenci i burmistrzowie miast nie rozwiążą problemów, przed którymi stają metropolie, to z pewnością pojawi się jakiś populista, który zaproponuje rozwiązanie, które będzie bardzo proste i jednocześnie szkodliwe.
Jak podkreśla Politico kłopotem dla prezydentów miast może być status ekonomiczny stolic, gdyż zgodnie z obowiązującymi przepisami, podział środków unijnych pomiędzy regiony opiera się na PKB na głowę mieszkańca. Wszystkie miasta, które reprezentują politycy są natomiast najbogatszymi ośrodkami w swoich krajach.
(na podst. onet.pl/dorzeczy.pl/opr. Eugeniusz Onufryjuk)







