Aleksander Dugin: Kasem Solejmani, męczennik świata wielobiegunowego i nowa geografia wielkiej wojny kontynentów

Zabójstwo gen. Solejmaniego w kontekście Apokalipsy

Dokonane 3 stycznia przez Amerykanów zabójstwo irańskiego generała Kasema Solejmaniego, dowódcy brygady Al-Quds Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej stworzyło zupełnie nową sytuację na Bliskim Wschodzie.

O ile Bliski Wschód jest tyglem geopolitycznych zmian na świecie, o tyle to wydarzenie będzie miało wpływ na ład światowy jako całość. Nieprzypadkowo wielu obserwatorów odbiera śmierć gen. Sulejmaniego, bohatera walki z Państwem Islamskim w Syrii i Iraku, jako początek Trzeciej Wojny Światowej, lub przynajmniej wojny pomiędzy USA a Iranem. Irański ostrzał rakietowy z 8 stycznia 2020 r. zdaje się potwierdzać te przypuszczenia: śmierć Solejmaniego jest początkiem „ostatecznej bitwy”. Dokładnie w taki sposób została ona odebrana w świecie szyickim, w którym oczekiwanie końca świata i przyjścia Mahdiego, zbawiciela na czasy ostateczne, oddziałuje nie tylko na wierzenia religijne, lecz i na ocenę codziennych wydarzeń politycznych. Według szyitów koniec świata będzie ostateczną bitwą pomiędzy zwolennikami Mahdiego i jego przeciwnikami, siłami Dadżdżala. Zwolennikami Mahdiego są wierni muzułmanie (zarówno szyici, jak i sunnici, z wyjątkiem wahhabitów i salafitów, którzy są uznawani za ekstremistów, heretyków i „takfirów”), natomiast Dadżdżal, islamski Antychryst, jest utożsamiany z Zachodem i przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi. Większość proroctw mówi, że ostatnia bitwa będzie miała miejsce na Bliskim Wschodzie, a sam Mahdi objawi się w Damaszku. Postać Mahdiego jest ważna również dla sunnitów, ale jeżeli szyici wierzą, że będzie to ujawnienie się ostatniego, „ukrytego Imama”, który żyje, lecz ukrywa się aż po dziś dzień, to sunnici uważają Mahdiego za przywódcę świata islamskiego, który pojawi się na koniec czasów, aby stoczyć bitwę z Dadżdżalem, którego większość sunnitów utożsamia z materialistyczną, ateistyczną cywilizacją nowoczesnego Zachodu i odpowiednio z amerykańską hegemonią jako najbardziej agresywną awangardą tejże cywilizacji.

Region bliskowschodni odgrywa ważną rolę też w koncepcjach apokaliptycznych innych religii. Żydzi ultraortodoksyjni (charedim) na przykład wierzą, że Mesjasz objawi się w Palestynie, czemu będzie towarzyszyć odbudowanie Świątyni Jerozolimskiej. Ten ostatni warunek jest utrudniony, ponieważ na miejscu drugiej świątyni znajduje się meczet Al-Aksa. Radykalne sekty żydowskie, takie jak „Wierni Wzgórza Świątynnego” wielokrotnie próbowały zbudować tunel pod Świętą Górą, by wysadzić meczet. To w naturalny sposób nadaje szczególny wymiar konfliktowi żydowsko-arabskiemu. Zamordowany generał Solejmani był dowódcą brygady KSRI o nazwie „Ghods” (muzułmańska nazwa Jerozolimy). Głównym celem tej brygady jest powstrzymanie Żydów przed rozpoczęciem budowy Trzeciej Świątyni i wyzwolenie Ziemi Świętej od syjonistów. To z kolei, zgodnie z przekonaniami muzułmanów, powinno nastąpić w przeddzień końca czasów.

W Stanach Zjednoczonych ogromne wpływy posiadają różne skrajne sekty protestanckie, które w duchu „chrześcijańskiego syjonizmu” interpretują wydarzenia na Bliskim Wschodzie jako preludium do „drugiego przyjścia Chrystusa, gdzie „wrogowie Chrystusa” są uważani za „wojska króla Goga” z „kraju na północy”, który protestanci tradycyjnie utożsamiają z Rosją. Rzeczywiście, Rosja aktywnie działa w Syrii i poszerza swoje wpływy w regionie.

Jeśli połączymy to wszystko w całość, wówczas powstaje niezwykle złowieszczy obraz: morderstwo Solejmaniego mieści się w kontekście apokaliptycznych oczekiwań i przez wielu jest interpretowane jako początek Armagedonu, a przynajmniej jako analogia do zabójstwa arcyksięcia Franciszka Ferdynanda w Sarajewie, które dało początek I wojnie światowej.

Zatem zabójstwo generała Solejmaniego i ataki odwetowe Iranu na amerykańskie bazy są wysoce radykalnymi wydarzeniami obciążonymi podstawowymi znaczeniami i obciążonymi trudnymi do przewidzenia konsekwencjami.

Wielobiegunowość kontra Jednobiegunowość

Biorąc pod uwagę znaczenie wydarzeń, które miały miejsce na samym początku 2020 roku, ważne jest, aby przy ich analizie uwzględniać szerszy kontekst. Jego istotą jest przejście ładu globalnego od świata jednobiegunowego, który ukształtował się pod koniec XX wieku z jednoznaczną dominacją Zachodu (ze szczególnym uwzględnieniem USA), do świata wielobiegunowego, którego kontury stają się coraz bardziej wyraźne w związku z przywróceniem Rosji przez Putina do historii jako suwerennej i niezależnej siły oraz z zaostrzeniem stosunków amerykańsko-chińskich aż do wojny handlowej.

Prezydent Trump obiecywał wyborcom ograniczenie interwencjonizmu i odejście od polityki neoimperializmu i globalizmu, co uczyniło go potencjalnym zwolennikiem pokojowego przejścia do wielobiegunowości. Decydując się na zabicie Solejmaniego Trump kompletnie zanegował tę możliwość i po raz kolejny umieścił USA w obozie, który będzie desperacko próbował zachować świat jednobiegunowy. W tych działaniach za plecami Trumpa pojawili się amerykańscy neokoni i chrześcijańscy syjoniści prowadzący wydarzenia do ostatniej bitwy. Ale ta bitwa – niezależnie od tego, czy teraz, czy później – rozpocznie się już w nowych warunkach: sukcesy Rosji w polityce międzynarodowej, imponujący wzrost chińskiej gospodarki, a także stopniowe zbliżenie Moskwy i Pekinu doprowadziły do powstania świata wielobiegunowego, przedstawiając w ten sposób wszystkie inne kraje i cywilizacje – w tym duże, takie jak Indie, a także liderów regionalnych, takich jak Iran, Turcja, Pakistan, kraje świata arabskiego, a także Amerykę Łacińską i Afrykę – z możliwością wyboru miejsca w tej antagonistycznej konstrukcji: albo stojąc (pozostając) jako wasale Zachodu (to znaczy przysięgając wierność agonizującej jednobiegunowości), albo stojąc po stronie świata wielobiegunowego i szukając swojej przyszłości w tym kontekście.

Samobójstwo Donalda Trumpa

Wydarzenia z 3 stycznia br. stworzyły zupełnie nową sytuację: generał Solejmani, zamordowany przez Amerykanów, był organiczną częścią świata wielobiegunowego i reprezentował nie tylko Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej – czy nawet cały Iran, ale każdego zwolennika wielobiegunowości. Na jego miejscu mógłby się znaleźć żołnierz rosyjski, oskarżony przez USA o udział w zjednoczeniu Krymu czy zaangażowanie w donbaski konflikt, turecki generał walczący z kurdyjskimi terrorystami, czy chiński bankier, którego działania powodują negatywne skutki dla amerykańskiego systemu finansowego. Solejmani był uosobieniem wielobiegunowości, zamordowaną przez obrońców jednobiegunowości z pogwałceniem wszelkich norm prawa międzynarodowego.

Decydując na likwidację Solejmaniego Trump działał z pozycji czystej jednobiegunowego mocarstwa – „To jest moja decyzja i należy ją wykonać” – nie licząc się z konsekwencjami, takimi jak ryzyko wojny czy protesty wszystkich innych aktorów stosunków międzynarodowych”. Jak każdy poprzedni amerykański prezydent, Trump postąpił zgodnie z następującą logiką: USA mają prawo samodzielnie ustalać, kto jest „zły, a kto „dobry”, i postępować z tymi „złymi” według własnego uznania. Teoretycznie za tych „złych” mogą zostać uznani też Putin, Xi Jinping, czy Erdogan wówczas jedynym pytaniem byłoby, czy są w stanie obronić się za pomocą dostępnych środków – w tym przed zamachem stanu, któremu musiał stawiać czoła Erdogan – czy też „kolorowymi rewolucjami”, z którymi ciągle boryka się Iran i z pomocą „piątej kolumny” liberałów Zachód nieustannie próbuje wywołać rewolucję w Rosji. Sam Trump przekonująco i zgryźliwie krytykował podobną politykę poprzednich amerykańskich administracji, zarówno Republikanów jak i Demokratów, ale decydując się na morderstwo Solejmaniego pokazał, że niczym się od nich nie różni.

Jest to bardzo ważny moment w przejściu od jednobiegunowości do wielobiegunowości. Trump miał nadzieję, że owo przejście jest możliwe w sposób pokojowy, przy którym USA nie są wrogiem, lecz pełnoprawnym uczestnikiem z pozycją, która teoretycznie pozwoliłaby im znacznie umocnić swoją pozycję wiodącej siły w kontekście wielobiegunowości i zapewnić jej uprzywilejowane miejsce w klubie wielobiegunowym jako całości. Ta nadzieja runęła 3 stycznia 2020 roku, kiedy Trump stał się zwykłym amerykańskim prezydentem, takim jak cała reszta – nie gorszym, ale i nie lepszym. Potwierdził status USA jako umierającej imperialistycznej bestii szalonej, złośliwej i wciąż niebezpiecznej, lecz nie mającej szans uniknąć „ostatecznego starcia”. Tym czynem Trump przekreślił jakiekolwiek szanse USA na bycie biegunem w świecie wielobiegunowym. Postępując w taki sposób, skazał Amerykę na wyrok śmierci.

Dla rosnącego w siłę świata wielobiegunowego USA nie są już podmiotem, lecz przedmiotem tego procesu – tak jak Trump zabijając Solejmaniego potraktował nie tylko Teheran, ale i Bagdad, Ankarę, Moskwę oraz Pekin – jak „przedmioty” stanowiące zwykłe przeszkody we wzmocnieniu hegemonii amerykańskiej. To oznacza wojnę, ponieważ starcie jednobiegunowości i wielobiegunowości stało się walką o status podmiotu. Dziś już nie mogą współistnieć dwa takie podmioty: może być tylko jeden, jak ponownie nalega Trump lub więcej niż dwa, co stanowi podstawę strategii Rosji, Chin, Iranu, Turcji i wszystkich innych państw, które akceptują wielobiegunowość.

Sukces świata wielobiegunowego i nowy bilans sił: koniec Ameryki

Powyższa analiza globalnego bilansu sił dramatycznie wyostrza całą strukturę światowej polityki, ponieważ z powrotem sprowadziła sytuację do polityki w duchu George’a Busha, Obamy czy Hillary Clinton. Trump, który sarkastycznie kpi z Hillary, dzisiaj założył jej strój krwawej globalistycznej wiedźmy. Ale wydarzenia ostatnich lat – wzmocnienie pozycji Rosji na Bliskim Wschodzie i sukcesy w Syrii, zbliżenie Rosji i Chin oraz inicjatywy Pasa i Szlaku z eurazjatycką strategią Putina, a nawet wcześniejsze kroki Trumpa w kierunku unikania bezpośredniej konfrontacji, które wzmocniły siły wielobiegunowe w basenie Morza Śródziemnego (w czym najważniejszą rolę odegrała współpraca Putina z Erdoganem) – już nieodwracalnie zmieniły układ sił.

Rozwój wydarzeń, który nieuchronnie nastąpi po zamordowaniu generała Solejmaniego, spowoduje konfrontację pomiędzy USA i Zachodem wraz z ich regionalnymi proxy, takimi jak Izrael, Arabia Saudyjska i niektóre państwa Zatoki Perskiej a potęgami wielobiegunowymi, takimi jak Rosja, Chiny, Iran, Turcja, podniesioną na nowy poziom. USA stosują politykę sankcji i wojen handlowych w taki sposób, że coraz większa część ludzkości żyje pod amerykańskimi sankcjami, i to nie tylko w Azji, ale również w Europie, gdyż firmy europejskie (głównie niemieckie) mają zostać ukarane za udział w projekcie Nord Stream. Jest to manifestacja arogancji amerykańskiej hegemonii, która traktuje swoich „sojuszników” jako lokajów i stosuje wobec nich kary cielesne. USA nie mają przyjaciół, lecz niewolników i wrogów. W tym stanie „jedyne supermocarstwo” zmierza w kierunku konfrontacji, tym razem przeciwko prawie całemu światu. Przy każdej okazji dzisiejsi „niewolnicy” będą próbowali uniknąć konsekwencji ich jednobiegunowego kolaboracjonizmu.

Waszyngton nie wyciągnął żadnej lekcji z woli Amerykanów, którzy wybrali Trumpa. Amerykanie nie głosowali za kontynuacją polityki Busha/Obamy, lecz przeciwko niej, radykalnie ją odrzucając. Amerykańskie (a szerzej, globalistyczne) elity nie przyjęły tego do wiadomości – zamiast tego wrzeszczały o machinacjach „ruskich hakerów” i „blogerów”. I teraz, gdy Trump po raz kolejny wyciągnął rękę do agresywnej elity globalistycznej, która straciła jakiekolwiek poczucie rzeczywistości, amerykańska „milcząca większość” nie ma żadnej innej opcji poza totalnym odwróceniem się od rządzących Ameryką. Nawet jeżeli Trump skończył jako zabawka w rękach globalistów, oznacza to, że legalne metody walki politycznej zostały wyczerpane. W perspektywie średniookresowej morderstwo Solejmaniego doprowadzi do regularnej wojny domowej w samych USA. Jeżeli nikt nie wyraża woli społeczeństwa, społeczeństwo samoczynnie przechodzi w specjalny tryb biernego sabotażu. Tego należy oczekiwać w Stanach Zjednoczonych. Jeśli nie Trump, wówczas naród amerykański w duchu swoich tradycji kulturowych i politycznych wybiera wielobiegunowość, to nie z państwem, tylko przeciwko państwu „porwanemu” przez globalną elitę, której nawet pierwsza osoba w państwie nie jest w stanie się przeciwstawić. Morderstwo Solejmaniego oznacza koniec Ameryki.

Obóz jednobiegunowy w głębokim kryzysie

Europejscy partnerzy Stanów Zjednoczonych nie są gotowi na żadną ostrą konfrontację z obozem wielobiegunowym. Ani Merkel, która po raz kolejny została spoliczkowana za Nord Stream, ani Macron oblegany przez Żółte Kamizelki i rozumiejący, że w ten czy inny sposób będzie musiał zmierzyć się z populizmem (stąd jego „specjalne stanowisko” wobec Rosji i projekty utworzenia armii europejskiej), ani Boris Johnson, który właśnie zdążył wyrwać Wielką Brytanię z duszącego bagna liberalnej UE (i jest to mało prawdopodobne, aby zrezygnował z (względnej) suwerenności, którą osiągnął z wielkim trudem na nową niewolę u amerykańskiego szaleńca, który utracił związek z rzeczywistością), nie palą się do tego, żeby wskoczyć w ogień trzeciej wojny światowej, podsycany przez Waszyngton, i zniknąć w nim bez śladu. Na naszych oczach NATO rozpada się wokół Turcji, która już w niczym nie wspiera USA na Bliskim Wchodzie ani we wschodniej części Morza Śródziemnego (Turcy nazywają je „niebieską ojczyzną”, Mavi Vatan), które Turcja postrzega jako strefy swojego wpływu. Również bezapelacyjne i zupełnie nieracjonalne – lub, jak powiedzieliby niektórzy, desperackie i prowokacyjne – jest amerykańskie wsparcie dla „Izraela”, jak również podważające relacje z Arabami, a szerzej – światem islamskim. Jednocześnie Trump zredukował sojusz pomiędzy USA a Arabią Saudyjską do transakcji finansowej, co neguje nadzieje na jakikolwiek pełnoprawny sojusz, do którego USA nie są zdolne genetycznie.

W ten sposób wkraczają w trzecią wojnę światową między zamierającą jednobiegunowością a rosnącą w siłę wielobiegunowością w warunkach znacznie gorszych, nawet w porównaniu z poprzednimi administracjami. W tych okolicznościach Trump znów będzie musiał zostać wybrany na drugą kadencję, tymczasem ci, którzy pchnęli go do zabicia Solejmaniego, nadal będą próbować go usunąć. Po morderstwie Solejmaniego zarówno wojna, jak i pokój podważają pozycję Trumpa. Zabójstwo Solejmaniego było fatalną decyzją, która zniszczy Trumpa. Pozycje tych europejskich populistów prawicowych, którzy poparli samobójcze zachowania Trumpa, również zostały znacznie osłabione. Nie chodzi o to, że stali po stronie Ameryki, lecz o to, że opowiedzieli się za umierającą jednobiegunowością – a to może zniszczyć każdego.

Nowe perspektywy Świata Wielobiegunowego

Na tym tle kraje, na które już zostały nałożone sankcje, czyli przede wszystkim Rosja, Chiny i sam Iran nauczyły się żyć w tych warunkach i odpowiadają rozbudową własnych zbrojeń strategicznych (Rosja), struktur gospodarczych (Chiny, w tym wychodząc poza swoje terytorium w kontekście ogromnej przestrzeni inicjatywy Pasa i Szlaku), niezależności energetycznej (Iran) i niezależnej polityki regionalnej (Turcja). Teraz pozostaje tylko redystrybucja wśród członków klubu wielobiegunowego najsilniejszych kart atutowych, a wielobiegunowość stanie się naprawdę poważnym i względnie niewrażliwym przeciwnikiem. Im silniejszy jest ten przeciwnik, tym większe są szanse uniknięcia Trzeciej Wojny Światowej w jej gorącej fazie i oczekiwania na upadek jednobiegunowości, który nieuchronnie nadejdzie.

Niektóre z następstw zabójstwa Solejmaniego już są widoczne. Iran ogłosił Pentagon organizacją terrorystyczną na równi z ISIS – to, co się stało z generałem Solejmanim, może się przytrafić każdemu jankeskiemu żołdakowi. Brak odpowiedzi na atak rakietowy na amerykańskie bazy w Iraku spotęguje pewność Iranu co do własnej skuteczności bojowej. Iran zacznie z nowym wigorem rozwijać zbrojenia, przede wszystkim we współpracy z Rosją. Istotne jest, że Iran w tych okolicznościach ogłosił już wyjście z porozumienia nuklearnego – po tym wszystkim nie ma już nic do stracenia. Inny kraj muzułmański, Pakistan, już jest w posiadaniu broni jądrowej, jak i wróg Iranu – żydowskie państwo położone w Palestynie. Teheran nie ma żadnego powodu, żeby przestrzegać porozumień z tymi, których uważa za terrorystów.

Ważna jest również pozycja Iraku, gdzie szyici stanowią większość. Dla całego świata szyickiego generał Kasem Solejmani był niekwestionowanym bohaterem. W związku z tym iracki parlament zażądał wycofania wojsk USA z terytorium Iraku. Demokratyczna decyzja parlamentu oczywiście nie wystarcza cynicznym amerykańskim zbirom – wojska pozostaną tam, gdzie ich obecność jest uważana za niezbędną, i gdzie może przynieść zysk. Oznacza to początek wielkiej antyamerykańskiej mobilizacji ludności Iraku – nie tylko szyitów, ale i sunnitów (w związku z tym wielu sunnickich zwolenników Saddama Husajna wstąpiło do ISIS wierząc, że będą walczyć przeciwko Amerykanom. Teraz wszyscy – zarówno iraccy szyici, jak i iraccy sunnici żądają wycofania jednostek amerykańskich, czyli prawie wszyscy mieszkańcy Iraku są gotowi do rozpoczęcia walki zbrojnej przeciwko okupantowi, poza miejscowymi Kurdami, których rodacy w Syrii zostali niedawno z kolei cynicznie zdradzeni przez Stany Zjednoczone. To już dużo, ale Irak może również polegać w antyamerykańskiej wojnie na Rosji i częściowo na Chinach, które razem reprezentują kolumny wielobiegunowości, a także na Iranie i Turcji.

W tej sytuacji kluczowe jest stanowisko Rosji: z jednej strony Rosja nie jest uwikłana w regionalne konflikty pomiędzy państwami, etnosami i grupami religijnymi, co czyni jej pozycję obiektywną, a jej dążenia do pokoju i przywrócenia suwerenności Iraku szczerymi i konsekwentnymi; z drugiej strony Rosja jest w posiadaniu wystarczającego uzbrojenia, aby wesprzeć iracką wojnę o wolność i niepodległość (jak już zrobiła to w Syrii, gdzie Rosja pokazała swoją skuteczność, i jak teraz wspiera ją w Libii). Irak dziś staje się główną platformą światowej polityki,– po raz kolejny mamy do czynienia z prastarą cywilizacją, sercem Bliskiego Wschodu, z krainą, która wedle geografii biblijnej była kiedyś „rajem na ziemi”, a dzisiaj jest jego przeciwieństwem.

Teraz najważniejszą rzeczą jest skorzystać z tego, co z globalnego punktu widzenia powinno być odbierane jako „fatalny błąd” Trumpa. Zabójstwo generała Solejmaniego nie poprawia pozycji Stanów Zjednoczonych, tylko wyklucza pokojowy scenariusz przejścia do wielobiegunowości i pozbawia Trumpa jakichkolwiek szans na udaną, długoterminową reformę polityki amerykańskiej. Sytuacja żydowskiego państwa w Palestynie, znienawidzonego przez całą okoliczną ludność, staje się szczególnie problematyczna. Kiedy bezpieczeństwo „Izraela” polega nie na kompleksowej równowadze sił, tylko na jednym obozie, dominacja którego przemija na naszych oczach, sytuacja staje się szczególnie ryzykowna. Twór syjonistyczny – ten zbyt pochopny i pseudomesjanistyczny projekt, utworzony przez zachodniackich nacjonalistów, którzy zdecydowali się nie czekać na mesjasza, tylko zastąpić jego przyjście swoim własnym woluntaryzmem, prawdopodobnie padnie ofiarą śmierci jednobiegunowego ładu światowego – za co należy „podziękować” Trumpowi i skrajnej prawicy syjonistycznej, która pcha go w kierunku takich samobójczych kroków.

Rosja wytrwa i wygra

A co na to Rosja? Rosja nie spieszyła jednoznacznie opowiedzieć się po stronie Iranu, ponieważ część irańskiej elity wolała negocjować z USA i unikać zbliżenia z Rosją. W obu krajach (w Rosji i w Iranie) „szósta kolumna” działała w tandemie, próbując w jakikolwiek sposób przełamać oś Moskwa-Teheran i zapobiec zacieśnieniu sojuszu rosyjsko-szyickiego, który mimo wszystko ukształtował się w Syrii, gdzie Irańczycy (pod dowództwem generała Solejmaniego i Rosjanie walczyli ramię w ramię przeciwko terrorystom, obiektywnie działającym na korzyść świata jednobiegunowego. Takie próby będą kontynuowane, globaliści będą próbować używać piątej kolumny w Iranie w strategii „kolorowej rewolucji”, aby obalić konserwatystów i pogrążyć Iran w chaosie wojny domowej. Prawdopodobnie Zachód jest gotowy zastosować taki sam plan w Rosji. Staje się to coraz bardziej istotne, gdy zbliżamy się do końca ostatniej kadencji Putina, który głównie reprezentuje zobowiązanie wobec suwerennej i wielobiegunowej polityki Rosji.

Świat jednobiegunowy jest stracony, ale głupio byłoby przypuszczać, że ustąpi bez walki. Co więcej, zamordowanie gen. Solejmaniego wyklucza pokojowy scenariusz dla przyszłości, ponieważ nie można już oczekiwać, że Trump i Waszyngton dobrowolnie pogodzą się z tą zmianą ładu światowego i w ten sposób uznają podmiotowość jakiegokolwiek kraju poza USA.

Potęgom wielobiegunowym – Rosji, Chinom, Turcji, Iranowi, Irakowi i innym – pozostaje tylko jedno zadanie – zmusić tych wszystkich, którzy desperacko zwalczają wielobiegunowość do zaakceptowania jej. Nie jest to narzucanie komukolwiek dominacji Rosji czy Chin. Na tym polega różnica między wielobiegunowością a jednobiegunowością. Świat wielobiegunowy pozostawia każdemu prawo budować społeczeństwo na dobrowolnie wybranych wartościach. Nie ma w nim uniwersalnych kryteriów; nikt nikomu nie jest nic winny, poza poszanowaniem prawa do wzmacniania własnej tożsamości, budowania własnej cywilizacji (nieważne, czy komuś to się podoba, czy nie) i żyć własną (a nie czyjąś) przyszłością. Jedynym wyrzeczeniem będzie porzucenie świata jednobiegunowego, amerykańskiej hegemonii i totalitarnej ideologii liberalnej z jej systemem kapitalistycznym jako kryteriów uniwersalnych. Zachód może trwać w liberalizmie i kapitalizmie tak długo, jak mu się podoba, ale należy wytoczyć dokładne granice tej ideologii i systemu ekonomicznego, które są niczym trucizna dla innych kultur. O to właśnie toczy się walka – walka, w imię której oddał swoje życie męczennik świata wielobiegunowego, bohater Ruchu Oporu, wielki irański generał Kasem Solejmani.

Aleksander Dugin

Artykuł ukazał się na portalu geopolitica.ru

Tłumaczenie: Eugeniusz Onufryjuk

Leave a Reply