Ostatnie coraz bardziej awanturnicze działania administracji amerykańskiej w regionie Azji Zachodniej skłania do refleksji nawet jankeskich kolaborantów w regionie. Zjednoczone Emiraty Arabskie pomimo finansowania potężnego lobby w Stanach Zjednoczonych, otwarcie mówią o poszukiwaniu innych sojuszników, którzy pomogliby Abu Zabi osiągnąć swój cel. I ZEA bynajmniej nie są samotne w takim myśleniu.
Politycy egipscy również uważają, że „rewizjonistyczne zapędy niektórych amerykańskich polityków” kwestionują „rolę USA jako sojusznika Egiptu i siły stabilizującej cały region”.
Również Turcja prezydenta Erdogana otwarcie neguje jakąkowliek rolę USA w rozwiązaniu syryjskiego konfliktu, a jankeskie związki z kurdyjskimi organizacjami terrorystycznymi wywołują w Ankarze niepokój.
Sytuacja z wycofaniem lub niewycofaniem amerykańskich wojsk z Syrii i faktyczne porzucenie Kurdów wywołało też ożywioną dyskusję we wszystkich krajach region u. Prasa syjonistyczna poważnie się zastanawiała, czy aby na pewno Amerykanie w pewnym momencie nie uznają, że należy zaprzestać wspierania żydowskiego państwa w Palestynie; Oś Oporu przypomniała wszystkim, że to jest naturalna kolej rzeczy, ponieważ jankesi nie są godni. Kraje arabskie też zaczęły się zastanawiać nad zasadnością wiszenia na waszyngtońskiej klamce.
Nawet władze Arabii Saudyjskiej, przegrywające wojnie w Jemenie i zmuszone znosić krytykę po brutalnym zamordowaniu saudyjsko-jankeskiego dziennikarza Dżamala Chaszokdżego, zgadzają się, że zmiany w polityce międzynarodowej są konieczne, ale nadal podkreślają, że relacje z USA są priorytetem dla ich kraju.
Za wcześnie jeszcze mówić o jakimś wielkim przeorientowaniu się krajów arabskich w polityce międzynarodowej – w tej chwili obserwujemy przekształcenie jednowymiarowej polityki zagranicznej w politykę wielowektorową .
Na przykład Emiraty Arabskie coraz wyraźniej dostrzegają że przyszłość ich gospodarki zależy od Chin, ale nie mają zamiaru angażować się w pomiędzy mocarstwami. Tym niemniej, ZEA odczuwają zmiany w ładzie światowym. W roku 2018 ZEA odwiedził przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping. W wyniku tej wizyty zostały podpisane umowy o współpracy energetycznej, finansowej i wojskowej. Rok później w Abu-Zabi z wielkimi uroczystościami był przyjmowany prezydent Rosji Władimir Putin, który w trakcie swojej wizyty podpisał z Emiratami umowy o ogólnej wartości ponad 1,3 miliarda dolarów w sektorach ochrony zdrowia, technologii i energetyki.
Egipt powoli zaczyna wracać do czegoś, co przypomina koncepcję pozytywnej neutralności czasów Gamala Abdela Nasera, tzn. do prób ugrania jak najwięcej na konflikcie mocarstw światowych. Egipt stara się uniknąć sytuacji, w której zostałby zmuszony przez jankesów do dokonania wyboru pomiędzy Waszyngtonem a Pekinem i pracuje w tym czasie nad zaciśnięciem relacji z Rosją.
Mimo eskalacji napięcia w syryjskiej prowincji Idlib, da się zauważyć zacieśnienie współpracy pomiędzy Ankarą a Moskwą: zakup systemów S-400, rozbudowywanie rurociągu TurkStream, zapowiedzi zakupów rosyjskich myśliwców 5 generacji. Również mimo popierania różnych stron w konflikcie w Libii, Turcja z Rosją zabiegały o zawieszenie broni, które nie zostało zrealizowane z powodu niechęci do takiego rozwiązania Libijskiej Armii Narodowej generała Chalify Haftara.
Jeżeli chodzi o Arabię Saudyjską, pomimo że Waszyngton pozostaje największym inwestorem i najważniejszym partnerem reżimu wahhabickiego, Saudowie rozumieją znaczenie relacji z Chinami, które się stały największym partnerem handlowym Rijadu. Saudowie dostrzegają również co najmniej zasadność prowadzenia rozmów z Rosją – dlatego Władimir Putin był tak ciepło witany jesienią 2019 roku w Rijadzie (przy okazji tej wizyty saudyjska orkiestra wojskowa udowodniła, że jej zdolności muzyczne są na takim samym poziomie jak zdolności bojowe saudyjskiego żołdactwa w Jemenie).
Same USA, widząc rosnące znaczenie Chin rozumieją, że w przyszłości będą musiały skupić większość swoich sił w jednym regionie, co ograniczy ich zdolności do podtrzymywania swojej hegemonii w innych częściach świata, w tym na Bliskim Wschodzie. Równocześnie wejście tego regionu pod wpływy Chin byłoby mocnym uderzeniem w przemijającą hegemonię Stanów Zjednoczonych na świecie. Aby do tego nie dopuścić, Waszyngton będzie coraz bardziej podpalać Bliski Wschód, próbując pogrążyć go w takim chaosie, by nikt inny nie był w stanie wejść do tego regionu – z tego powodu wojny ostatniej dekady na Bliskim Wschodzie mają tak brutalny charakter i nic nie wskazuje, że to miałoby się zmienić.
Eugeniusz Onufryjuk







