Konrad Jarosławski: Polityka postapokaliptyczna

Polityka postapokaliptyczna

 

Marlow musiał się wyprawiać poza granice ówczesnego świata, poza encyklopedie i kartografie,
aby dotrzeć do owego serca ciemności. My, dzieci i wnuki XX-wiecznych inżynierów nihilizmu, spadkobiercy Disneylandów Holocaustu i haute couture rewolucji, zaspokajani w naszych
miastach-światach coraz lepszymi technologiami przeżywania, donikąd się nie musimy fatygować
– ciemność dotarła do nas

Jacek Dukaj

 



Światowy spektakl toczący się dotąd leniwie, rytmem niezmiennym od dekad (kolejne wybory; kolejny kryzys; kolejny Iphone; kolejna jankeska wojenka) nareszcie poczuł dotknięcie zimnej dłoni przedwcześnie pogrzebanej Historii. Rozwijająca się bezlitosnym tempem wzrostu wykładniczego pandemia wirusa SARS-Cov-2, przewidziana i zapowiedziana w wielu kasandrycznych prognozach epidemiologów, w ciągu paru tygodni zdmuchnie resztki globalistycznego projektu. Jak słusznie mniemali przeróżni siwobrodzi „mistrzowie podejrzeń”, jego trzy filary – kapitalistyczna gospodarka, liberalna ideologia i atlantycka geopolityka – w realiach katastrofalnego zagrożenia okazały się kamieniami młyńskimi u szyi. Elementarna niewydolność systemu to kwestia wtórna; brak przede wszystkim mentalnej gotowości na skonfrontowanie z realnym problemem o katastroficznych rozmiarach. Co znamienne i zabawne, pierwszym odruchem jest próba włączenia go do sfery medialnej symulakry, aby tam podjąć rytualne próby wyegzorcyzmowania go, notabene coraz bardziej paniczne i desperackie. Aczkolwiek patrzenie na płomienie pochłaniające Rzym może być bardzo wciągające, oderwijmy na chwilę wzrok od pożogi i zastanówmy się – co dalej?

Teza, że do „świata sprzed pandemii” już nie wrócimy, weryfikowana jest każdego dnia. Długie łańcuchy dostaw i filigranowe logistyczne majstersztyki ekonomii „just in time” rozpadły się w pył i nic nie wskazuje na to, żeby miały powrócić. W realiach katastrofy – tym bardziej tej o zasięgu globalnym – potencjalność przegrywa z aktualnością: realnie masz tylko to, co masz tu i teraz. Reżyserzy dogorywającego społeczeństwa spektaklu za zasłoną dymną medialnego zgiełku dokonują jedynego logicznego posunięcia: skracają front, przesuwają resztę dostępnych zasobów do enklaw dla samozwańczej elity – enklaw jeszcze nie tyle terytorialnych, co egzystencjalnych, ale równie realnych i materialnych. Tak należy interpretować ujawnione przypadki preferencyjnego traktowania medycznego wszelkiej maści celebrytów i polityków oraz wysyp dymisji prezesów spółek giełdowych i wyprzedaż udziałów w dniach poprzedających ujawnienie prawdziwych rozmiarów zagrożenia. Tak trzeba rozumieć dokonywane już otwartym tekstem w telewizji na żywo obliczenia, ile milionów obywateli można poświęcić na ołtarzach ofiarnych Mamony.


Podczas gdy zaraza krąży od komnaty do komnaty w rytm uderzeń zegara odliczającego do północy, uważna obserwacja coraz bardziej przerażonych gości księcia Prospero pozwoli odgadnąć nam wyraźną linię politycznego podziału nadchodzących miesięcy, lat i dekad, linię przebiegającą w poprzek identyfikacji ideologicznych i partyjnych, w poprzek samych umysłów: linię podziału na reanimatorów status quo ante i zwolenników Nowego. Stary świat umarł, nowy narodzi się w bólach. Już teraz możemy podać kiełkujące przykłady rozumowania obydwu stron, jeszcze nie tyle polityczne, co in statu nascendi – psychologiczne.



Psychologia postapokaliptyczna



Widzisz i słyszysz ich zapewne wszędzie wokół siebie: od miesiąca są przekonani, że „za dwa, może trzy tygodnie wszystko wróci do normy”. Utyskują na straty finansowe i szukają okazji do spekulacji. Nie raz twierdzili także, że nie rozumieją tej całej paniki związanej „ze zwykłą grypą”. Konfrontowani z faktami i liczbami odwracają pusty wzrok… Napędzani potężnymi siłami inercji, negacji i niedowierzania, bezwiednie stają się pionkami okopanych w swych wieżach ze szkła i stali „restauratorów dawnego świata”. Za obietnicę symulacji spotęgowanej – spektaklu udającego, że spektakl nigdy się nie skończył – są gotowi na każde upodlenie zaproponowane przez swoich nadzorców, na ostateczne pożegnanie się z ostatnią ułudą podmiotowości w realu i jeszcze głębsze wepchnięcie w dukajowską Cyfrę powiewającą sztandarami Netflixa, PornHuba i Call of Duty. Polityczne zombi kreowane latami przez cynicznych szamanów nie dają się łatwo obudzić, choćbyśmy dysponowali najsilniejszą i najbardziej skondensowaną „czerwoną pigułką”. Przyczyna leży oczywiście w ich okaleczonej psyche, w której rozdęte ego pochłonęło całkowicie świadomość, jednocześnie kompletnie odgradzając się od nieświadomości. Psychiki NPCów są narcystycznymi, bezpodmiotowymi i solipsystycznymi pęcherzykami alienacji. Bardzo łatwo nakreślić ich trajektorię, i w zasadzie en masse lepiej unikać i ignorować. Większość przepadnie już bez żadnego przebłysku zrozumienia, niektórym twarda rzeczywistość sama zgotuje odpowiednie rytuały przejścia
i przebudzenia; wtedy sami odnajdą do nas drogę. Tym zaś, których chcemy koniecznie ocalić ze względu na więzy krwi lub własną karmę, musimy zafundować przyspieszoną psychoanalizę jungowską, otworzyć bramy ich nieświadomości, rozpuścić i pogrzebać w niej rozdęte ego

Wśród ich tłumów przemykamy też my: gdzieś-kiedyś zajrzeliśmy za kurtynę i od tamtej pory nie możemy już udawać, że nie widzimy. Niektórzy doświadczeni wprost przez bezlitosną materię, inni wybudzeni przez polityczną gnozę, kolejni otwierający swój umysł na bezmiar nieświadomości…

W różnych miejscach i na różnych etapach, nagle widzimy wokół siebie, że przedstawienie już się kończy, że czas opuścić teatr i zacząć żyć tu i teraz. Mimo wszystkich dzielących nas różnic, cechą wspólną oraz celem jest integralny charakter naszej psychiki. Wygaszenie ego, poszerzenie świadomości, szerokie otwarcie na nieświadomość, integracja cienia to warunki stania się podmiotem. Potem pozostaje już kwestia zupełnie formalna: co czynić?

Praktyka postapokaliptyczna

Abstrahując od zróżnicowanej pod względem warunków wyjściowych kwestii przetrwania osobistego, należy zadać przede wszystkim pytanie o cel przetrwania. Siłą rzeczy walczący o przetrwanie karmią się nadzieją, projektują swoje życie na jakąś inną, lepszą przyszłość. Celem przetrwania jest zatem palingeneza, odrodzenie i rewitalizacja świata. Najpierw w małej skali: reewaluacja wartości osobistych – wyzbycie się resztek alienujących aspektów swojego życia, używek, zbędnej konsumpcji, tracenia czasu na rozrywkę – staje się śmiesznie łatwa, gdy każdy dzień staje się walką o przetrwanie. Ustabilizowanie sytuacji egzystencjalnej nie pozwala już na powrót do „dawnego świata”; iluzja prysła, ekran zgasł. Wraz z podobnymi sobie, z rodziną, z sąsiadami, w sposób naturalny i emanacyjny zawiązuje się zalążek systemu zamkniętego i samowystarczalnego, opartego na wymianie poza- lub nawet antyekonomicznej, obliczonej nie na zysk, a dobro wspólnoty. Ten układ jest tak naturalny, tak ludzki, że zasady dawnego świata wydają się szybko zanikającym wspomnieniem koszmaru. Wspólnota rozwija się i rozrasta, logicznie dążąc do niezależności energetycznej i żywnościowej. Ignoruje dogorywające gdzieś tam resztki symulakry, potrafi także obronić się przed tymi, którzy obrali drogę Habiru, wyrzutków i rabusiów. Każdy jej członek jest integralną istotą ludzką, żyjącą naprawdę. Przyroda, uleczona z nowotworu eksploatacyjnej gospodarki liberalnej, odradza się w błyskawicznym tempie.

Koło Historii obróciło się po raz kolejny, dokonała się rewolucja. Chcesz ją przyspieszyć? Zacieśnij lub stwórz więzy z rodziną. Nie kupuj, spróbuj zrobić lub wyhodować. Nie wyrzucaj, spróbuj naprawić albo wymienić. Tylko tyle i aż tyle – w dniach które nadejdą.

Konrad Jarosławski

 

A. Dugin: Podstawy geopolityki

9 komentarzy

Leave a Reply