KRLD: Kolejne groźby wobec Phenianu

Do wyartykułowanych już wcześniej przez Japonię gróźb zestrzelenia rakiety, którą Korea Północna zamierza wyekspediować w przestrzeń kosmiczną między 12 a 16 kwietnia b.r., dołączyła Korea Południowa. Jun Won Szik, rzecznik prasowy południowokoreańskiego ministerstwa obrony, dał do zrozumienia, że Korea Południowa zestrzeli rakietę, jeżeli znajdzie się ona nad terytorium tego państwa – mimo wcześniejszych zapewnień władz w Phenianie, że tor lotu rakiety Unha-3 nie naruszy terytoriów powietrznych sąsiednich krajów.

Zaostrzenie retoryki przez Seul niewątpliwie wiąże się z przybyciem 25 marca do Korei Południowej amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy. Po wylądowaniu Obama został przewieziony śmigłowcem do amerykańskiej bazy wojskowej, ulokowanej na skraju strefy zdemilitaryzowanej, rozdzielającej oba państwa koreańskie. Nie obyło się bez standardowych przy takich okazjach frazesów: – Jesteście na granicy wolności. – powiedział prezydent do stacjonujących w bazie żołnierzy. Następnie udał się na platformę widokową, gdzie przez ok. 10 minut patrzył na terytorium Korei Północnej zza kuloodpornej szyby.

Oficjalnym powodem przylotu Obamy jest szczyt polityczny, odbywający się w Korei Południowej 26-27 marca b.r. Głowy ponad 50 państw mają w jego trakcie dyskutować o sposobach zlikwidowania międzynarodowego obrotu materiałami służącymi do produkcji broni nuklearnej.

 

Źródło: Polska Agencja Prasowa, „Rzeczpospolita”.

 

Komentarz Redakcji: Oczywiście, oczywiście – Korea Północna słynie ze swych ekspansywnych i zaborczych dążeń, w przeciwieństwie na przykład do Stanów Zjednoczonych. Po przybyciu Obamy postawa władz Korei Południowej stała się bardziej pewna siebie, wręcz buńczuczna – co każe podejrzewać, że rzeczywistym celem wizyty amerykańskiego prezydenta jest podjudzenie państw regionu i społeczności międzynarodowej przeciw Korei Północnej. Natychmiast po przylocie Obama wykonał jeden z tych błazeńskich, przeznaczonych dla fotoreporterów gestów, w jakich lubują się demokratyczni politycy: stając przed kamerami i obiektywami aparatów, bohatersko popatrzył na Koreę Północną przez lornetkę. Wydaje się wątpliwe, by mógł tam dostrzec coś, co przeoczyłyby wcześniej wojskowe punkty obserwacyjne i systemy ostrzegania. Cyrkowy gest, wymyślony przez sztab medialny prezydenta, miał przypomnieć władzom Korei Północnej, żeby się pilnowały, bo „Wielki Brat patrzy”. Swoich podwładnych z amerykańskich sił zbrojnych Obama uraczył jakże nowymi hasłami „walki o wolność”, do złudzenia przypominającymi frazesy, w jakie niegdyś obfitował język propagandy sowieckiej. Mamy do czynienia z wielce charakterystyczną sytuacją: o produkcję broni nuklearnej oraz agresywną i militarystyczną politykę oskarża Koreę Północną państwo uzbrojone po zęby w nuklearny arsenał, które utrzymuje potężne bazy wojskowe na wszystkich kontynentach na ziemi, w tym również praktycznie na samej granicy Korei Północnej. Kto tu jest agresorem? (A.D.)

14 komentarzy

Leave a Reply