Konrad Rękas: „Polski” ślad niedoszłego białoruskiego Majdanu

Prezydent Aleksander Łukaszenka ma oczywiście rację, wskazując na Polskę jako na jedno z miejsc, z których wyszła co najmniej inspiracja i pomoc logistyczna, jeśli nie wprost współorganizacja ostatnich zamieszek na Białorusi. Pytaniem otwartym pozostaje jedynie czy bezpośredni udział w całej operacji brały władze III RP, czy też jedynie akceptowały one działania zlecone Polakom przez ośrodki zewnętrzne, oczywiście zachodnie.

Bardziej prawdopodobny wydaje się ten drugi scenariusz, przy czym zwraca uwagę zwłaszcza szczególny sojusz, do jakiego doszło w sprawie próby destabilizacji Białorusi. Oto rękę w rękę i to dosłownie, wspólnie koordynując i uczestnicząc w tej akcji – występowali przedstawiciele środowisk stanowiących polskie agendy ruchu George’a Sorosa (jak Krytyka Polityczna), jak i grupy zorientowane na niby to bardziej zachowawcze kręgi polityki amerykańskiej (jak ekipa Biełsatu, będącego wszak agendą rządu polskiego czy Radia WNET). Okazało się więc, że czy płacą Amerykanie, czy Unia Europejska, czy Trump , czy Soros – wszystkich łączy jeden cel: ukrainizacja Białorusi.

 

Demokratyczno-nazistowski sojusz im Sorosa

Jako czynny dziennikarz muszę dodać, że co najmniej od kilkunastu tygodni w branży dało się zaobserwować spore ożywienie nie tylko w redakcjach stale pracujących na odcinku wschodnim. Głównonurtowe media związane obozu Sorosa otwarcie werbowały „wolonatriuszy” do wyjazdu na Białoruś – bynajmniej nie w celu relacjonowania wyborów, ale (jak wprost stawiano sprawę) by wziąć udział w obaleniu prezydenta Łukaszenki zaraz po zakończeniu głosowania. Mówimy o tych samych ludziach, którzy wcześniej brali udział w wydarzeniach na Euromajdanie w Kijowie w 2014 r., a potem służyli w tzw. batalionach ochotniczych podczas ataku na Donbas. To nie są osoby od rozdawania ulotek i „duchowego wsparcia”, tylko od strzelania w plecy demonstrantom, produkowania „niewinnych ofiar krwawego reżimu” i tym podobnych, sprawdzonych na Ukrainie prowokacji. Skądinąd zresztą mamy tu do czynienia z interesującym pragmatyzmem zaangażowanych środowisk. Oto bowiem zawodowi demokraci bez wahania posługują się oficjalnie potępianymi nazistami, ci zaś, tak niby niepokorni i antysystemowi – okazują się być na żołdzie Sorosa, Michnika i im podobnych.

Jednocześnie, niezależnie od wysyłania speców (?) od brudnej roboty, skrzykiwano „mięso” – naiwnych, miłośników przygód, młodych powiązanych tak z PO, jak i PiS, jakby z góry planując, że ich z kolei upozuje się na „biedną polską młodzież bestialsko schwytaną i pobitą przez OMON”. Cały teatr, z którym mieliśmy do czynienia w ostatnich dniach – był więc z góry zaplanowany. Czemu więc się nie powiódł? Czemu wezwania red. Sierakowskiego z Krytyki Politycznej do „obalenia tyrana” brzmiały niemal wyłącznie w polskiej telewizji, a poseł Szczerba z PO dokonywał na Białoruś inwazji płynąc na rowerze wodnym, dopełniając tylko groteskowości tych zajść?

 

Kto gwizdnął kasę na przewrót?

Oczywiście, przyczyn możemy się tylko domyślać. Rzecz jasna najważniejszą – była zdecydowana postawa samych Białorusinów i racjonalna, uprzedzająca ewentualne zagrożenie odpowiedź władz. Jednak nawet same wystąpienia „opozycji” wręcz raziły słabością, sztucznością, niezorganizowaniem. Wyraźnie zabrakło paliwa – i to bynajmniej nie ideowego. Byłem w 2013 i 2014 roku w Kijowie na Euromajdanie, widziałem pieniądze Poroszenki i innych, którymi opłacano siedzących tam w pałatkach. W Mińsku wyraźnie ktoś przyoszczędził – albo kasa na przewrót rozpłynęła się w kieszeniach pośredników, w tym także tych polskich.

W istocie bowiem Euromajdan kijowski wyglądał nie mniej, ale nawet bardziej żałośnie niż te mińskie podrygi. I tak samo był do rozpędzenia nie w dwa dni, ale w dwie godziny – gdyby wówczas nie zaangażowały się wprost państwa zachodnie, dokonując właściwie politycznej inwazji na Ukrainę i wymuszając znane zmiany władz. Na Białorusi tego szczęśliwie zabrakło, ktoś ewidentnie zawahał się przed zwarciem z prezydentem Łukaszenką, znacznie rozsądniej niż 6 lat temu zachowała się też Rosja, już przecież rozumiejąca jaką groźbą geopolityczną byłaby ukrainizacja kolejnego sąsiada. 

 

Groźba „okrągłego stołu”

W dodatku zaś wiemy przecież, że młodzież, klasa robotnicza, płaczące matki, całe grupy społeczne, a nawet całe społeczeństwa – to tylko przedmioty historii. Kluczowe znaczenie ma interes ekonomiczny dominującej politycznie klasy społecznej. Realnym problem dla prezydenta Łukaszenki mogłaby więc być tylko zdrada wewnątrz obozu władzy. Na Białorusi nie ma wprawdzie oligarchii, ale jest jej funkcjonalny odpowiednik – wierchuszka biurokratyczno-menedżerska, która może patrzeć z zazdrością na uwłaszczenie się im podobnych w Polsce, na Ukrainie, wcześniej w Rosji. To środowisko potencjalnie podatne na prosty układ z Zachodem: kontrola nad państwem za udział w majątku narodowym (nawet, jeśli przejściowa, jak w Polsce, Rumunii itp. gdzie uwłaszczona nomenklatura okazała się występować tylko jako pośrednik dla zachodniego kapitału, a klasa oligarchiczna nie zbliżyła się nawet do poziomu rosyjskiego czy ukraińskiego). Takim zmianom nadaje się zwykle pozór „okrągłych stołów”, „wewnętrznej demokratyzacji” itd. – ale sens jest taki sam, jak tzw. transformacji w demoludach czy przewrotki w Bukareszcie i Kijowie. I ta groźba nad Białorusią wciąż wydaje się wisieć. 

 

Nie w polskim imieniu. Przeciw polskim interesom

To, co pozostało nierozliczone – to kolejny polski ślad, ponowne użycie imienia Polski do zewnętrznej operacji najemniczej, mającej cechy zamachu stanu. A takie działania są karalne nawet według polskiego kodeksu karnego. Fakt, że rząd Rzeczypospolitej ewidentnie nie ma zamiaru, ani tym bardziej karać obywateli RP za udział w aktach terroryzmu politycznego na Białorusi (podobnie jak wcześniej na Ukrainie) – musi więc zostać uznany z przyznanie się do winy. Jest to tym bardziej bulwersujące, że racja stanu Polski bezwzględnie każe popierać niezależną, stabilną Białoruś oraz za wszelką pilnować interesów mniejszości polskiej na Ziemi Grodzieńskiej, Lidzkiej i całych Kresach – a gwarancją osiągnięcia obu tych celów jest przecież wyłącznie prezydentura Aleksandra Łukaszenki. Zarówno rząd Polski więc, jak i działające z Polski grupy interesu – wystąpiły przeciw Białorusi jako obca agentura, wroga interesom tak białoruskim, jak i polskim.

 

Konrad Rękas  

Rosyjskojęzyczna, krótsza wersja tekstu ukazała się na portalu https://ukraina.ru

 

A. Dugin: Podstawy geopolityki

Jeden komentarz

Leave a Reply