Od Redakcji: Od 1916 r. Tuaregowie z Azawadu pięć razy wzniecali powstania walcząc o niezależność zamieszkiwanych przez siebie terenów. Kierowane były one najpierw przeciwko francuskiemu kolonializmowi, a następnie przeciwko władzom Republiki Mali. Ostatnie powstanie rozpoczęło się na początku tego roku. Narodowy Ruch Wyzwolenia Azawadu (Mouvement National pour la Libération de l’Azawad, MNLA), złożony w większości z Tuaregów spośród których wielu broniło libijskiej Dżamahiriji, dąży do utworzenia niepodległego państwa w północno-wschodniej części Mali. Ruch, cieszący się poparciem miejscowej ludności – nie tylko Tuaregów lecz także Arabów – odnosi sukcesy w walce przeciwko zdemoralizowanej i działającej chaotycznie armii rządowej. Sukcesy MNLA doprowadziły do obalenia przez grupę oficerów prezydenta Toure. Aby przybliżyć naszym czytelnikom kim są i o co walczą członkowie MNLA publikujemy tłumaczenie wywiadu z szefem biura politycznego MNLA Mahmoudem Ag Aghalym który przeprowadzony został w lutym b.r. przez Malikę Groga-Badę, dziennikarza paryskiego tygodnika „Jeune Afrique”. Tytuł tekstu pochodzi od redakcji Xportal.pl
Algieria i Burkina Faso ogłosiły gotowość do mediacji w sprawie kryzysu malijskiego, ale przedstawiciele MNLA woleliby mediatorów z Europy lub Bliskiego Wschodu. Co jest tego przyczyną?
Jesteśmy gotowi rozmawiać z każdym krajem który dąży do rozwiązania konfliktu, niezależnie od tego czy znajdują się one w naszym subregionie, czy gdzie indziej. Kluczowa jest znajomość regionu i jego problemów i możliwość pomocy w wynegocjowaniu trwałych rozwiązań. Dlatego nie odrzucamy pomocy od krajów sąsiadujących z Azawadem.
Z drugiej strony, delegacja polityków chce się udać do Kidal aby wynegocjować zawieszenie broni. Czy mają szansę osiągnąć cel?
Zależy to od tego, co będzie przedmiotem dyskusji. Jeśli chcą rozmawiać o problemach i niepodległości Azawadu, z pewnością będziemy mogli dyskutować.
Nie wydaje się Pan zbyt zainteresowany tą inicjatywą.
Dlatego, że od 1957 r. mamy do czynienia z tym samym. Już wtedy Tuaregowie powiedzieli Francuzom, że nie chcą być włączani do Republiki Mali. Przez trzydzieści lat dyskutowaliśmy o tym z rządem, podpisywaliśmy porozumienia, ale zawsze pozostawały one na papierze. Chcieliśmy porozumieć się z Bamako, ale zawsze byliśmy odrzucani. Mieszkańcy północy i południa za bardzo się różnią by zamieszkiwać jedno państwo, tak jak nie dało się stworzyć jednego państwa obejmującego Mali i Senegal. Dlatego zwracamy się do społeczności międzynarodowej o przekonanie Mali by dać nam niepodległość.
Które konkretne obietnice nie zostały zrealizowane przez rząd Mali?
W kwestii poprawy warunków sanitarnych i opieki zdrowotnej, na północy nie zrobiono niczego. Trzeba przejechać wiele kilometrów aby znaleźć aptekę. Tak samo jest z dostępem do edukacji. Tuaregowie sami podejmują wysiłki na rzecz uczenia swoich dzieci, bo państwo zrezygnowało z tego. Warto spojrzeć na to co działo się w ostatnich kilku latach: państwo wyasfaltowało drogi niemal wszędzie, oprócz północy. Nie ma żadnej drogi asfaltowej między głównymi miastami północy: Timbuktu, Gao, Kidal.
Ale Mali nie należy do krajów bogatych i cały kraj zmaga się z trudnościami. Nie wydaje się Panu, że chwycenie za broń jest działaniem nieproporcjonalnym?
Skoro to kwestia środków finansowych, to Mali powinno z radością zgodzić się na danie nam niepodległości! Ale dobrze wiemy, że nie chodzi o fundusze. To sprawa sposobu rządzenia i braku woli politycznej.
Gdybyście jutro wywalczyli niepodległość jak zamierzacie rozwijać Azawad?
Możemy rozwijać turystykę poprzez pogłębianie rozwoju naszej własnej kultury. Póki co, to Mali czerpie korzyści z bogactwa kultury Tuaregów.
Zapewne bardzo liczycie także na bogactwa naturalne regionu…
Dziękuję za to pytanie, bo wielu ludzi, zwłaszcza w krajach zachodnich uważa, że to jest celem naszego powstania. To zupełna nieprawda! Dla nas nasza walka to sprawa tożsamości, sprawa godności. Gdyby chodziło tylko o bogactwa naturalne czy Erytrea odłączyłaby się od Etiopii? Sudan Południowy od Sudanu? Timor Wschodni od Indonezji? Jest wiele podobnych przykładów w Afryce i na całym świecie.
Tymczasem Unia Afrykańska, Wspólnota Gospodarcza Państw Afryki Zachodniej, Francja – wszystkie potępiły użycie siły i wezwały do negocjacji z rządem Mali. Nie obawiacie się, że w swoich działaniach będziecie osamotnieni?
Od listopada 2010 r. próbowaliśmy pokazać rządowi i społeczności międzynarodowej jak tragiczna jest sytuacja w Azawadzie. Ale musieliśmy chwycić za broń żeby nasza sprawa dotarła do każdego. Szanujemy zdanie UA, WGPAZ i Francji i ich dążenie do ukazania rządowi rozsądnego wyjścia z sytuacji. Ale apelujemy do nich aby nie stawiali się po stronie prezydenta Amadou Toumani Toure’go który zawiódł na swoim stanowisku. Muszą być bezstronni i dostrzec źródła problemów Azawadu gdyż walczymy dla dobra jego mieszkańców.
Mówicie o dobru mieszkańców Azawadu gdy ponad 40 tysięcy z nich uciekło do krajów ościennych. Czy nie sprawia to, że chcielibyście uspokoić sytuację?
Dziękuję za podniesienie problemu uchodźców, gdyż podchodzimy do niego z dużą uwagą i chciałbym korzystając z okazji podziękować sąsiednim krajom i organizacjom humanitarnym za troskę o nich. Trzeba także zrozumieć, że problem uchodźców spowodowany jest przez armię Mali. Po pierwsze, gdy wchodzą do miast nie rozróżniają między cywilami a bojownikami, lecz strzelają do wszystkiego co się rusza. Po drugie, dezerterzy którzy wrócili do miast dołączali do demonstracji kończących się niszczeniem i rabowaniem własności Tuaregów i Arabów. Żaden cywil nie zginął ani nie został raniony przez członków MNLA. Nawet żołnierze wzięci do niewoli są po schwytaniu i rozbrojeniu puszczani wolno.
MNLA zaprzecza obecności w swych szeregach członków Al-Kaidy Islamskiego Maghrebu którzy mieli walczyć zwłaszcza w okolicach miasta Aguelhok. Zaprzeczacie także informacjom o masakrach do jakich miało dojść w regionie. Ale świadkowie mówią, że widzieli członków MNLA wznoszących okrzyk „Allah Akbar!” na polu walki. Zastanawiam się czy wspólne interesy nie prowadzą tu do zawiązania tymczasowego sojuszu…
Mówiłem to nie raz i powtórzę to po raz kolejny. Nie mamy nic wspólnego z Al-Kaidą! Nie jesteśmy przemytnikami narkotyków i bandytami! Ich działania szkodzą naszemu terytorium, a umożliwiane są przez władze w Bamako. Dlaczego podobne rzeczy nie mają miejsca w Nigrze czy Mauretanii? Te kraje nie są bogatsze i nie dysponują potencjałem militarnym większym niż Mali. Ale tutaj tacy ludzie cieszą się wsparciem od wysoko postawionych osób. Nasze przesłanie do społeczności międzynarodowej brzmi: „Dajcie nam niepodległość a zobaczycie koniec Al-Kaidy, porywania ludzi z Zachodu i przemytu narkotyków”.
Tłumaczenie (z jęz. angielskiego): Redakcja Xportal.pl
Zainteresowanych bieżącymi informacjami o działalności MNLA zachęcamy do śledzenia oficjalnej strony internetowej ruchu: mnlamov.net. Najważniejsze informacje będziemy prezentowali w naszym dziale Aktualności – Redakcja.







