Włodzimierz Bączkowski: Orientalizm Polski

Od Redakcji: W środowiskach luźno pojętej prawicy w Polsce – definiujących się bądź jako katolickie, bądź jako narodowe, bądź jako konserwatywne – dominuje jednostronne spojrzenie na polską kulturę narodową. W optyce tej kultura polska albo stanowi w całości wytwór kultury zachodniej (zwanej wymiennie łacińską), albo też uznaje się, że wartościowe elementy mogły do niej napłynąć tylko i wyłącznie z Zachodu. Inne wpływy kulturowe przedstawiane są jako czysto szkodliwe. Chrześcijaństwo na przykład redukuje się w praktyce do rangi dodatku do filozofii arystotelesowskiej i/lub rzymskich pojęć prawnych. Do uzasadniania tego zdeformowanego obrazu kultury polskiej służy m.in. pełna historycznych fałszerstw teoria cywilizacji prof. Feliksa Konecznego (1862-1949). Na zwolenników takiej optyki jak czerwona płachta na byka działa w szczególności pozytywne wartościowanie wpływów kulturowych świata Wschodu. W ramach odkłamywania wykrzywionego obrazu polskiej kultury, szerzonego przez zwolenników zachodniactwa, prezentujemy Czytelnikom fragmenty interesującej pracy Włodzimierza Bączkowskiego, poświęconej orientalnym pierwiastkom kulturowym w Polsce. Przy okazji pokazuje on, że przedstawiciele czy sympatycy rosyjskiego eurazjatyzmu nie mają monopolu na tematykę archetypów kultury Wschodu. (A.D.)

Wpływy i pierwiastki tatarskie, karaimskie, ormiańskie i żydowskie w Polsce będą właśnie tymi łącznikami duchowymi Kresów Wschodnich Polski ze Wschodem w ogóle (Żydzi, Ormianie), i z żółtym stepowym szlakiem Euroazji w szczególności (Tatarzy, Karaimi). Udział tych elementów w życiu polskim, a szczególnie w życiu Kresów, był niezwykle wybitny i przez polską myśl historiozoficzną wyraźnie niedoceniony. Element tiurkski w szeregu pierwiastków wschodnich Kresów zajmuje miejsce naczelne, w czasach późniejszych ustępując swe pierwszeństwo czynnikowi żydowskiemu.

Wymienimy główne tylko fakty spośród znanych na ogół dziejów Tatarów na Litwie, których Giedymin używał w walkach z Krzyżakami (1316-1341), a Witold kolonizował nimi tereny pograniczne (1392-1430). Również Michał Gliński po bitwie pod Kleckiem osadził pewną ilość Tatarów w miasteczkach na Polesiu, a ks[iążę] Konst[anty] Ostrogski – w Ostrogu. W tym jednak miejscu podkreślić należy prawie nieznany, upoważniający do dalekich dociekań, fakt, podany przez franciszkanina Łukasza Waddinga, że przed kolonizacją Tatarów-muzułman[ów] już istniały na terenach Litwy kolonie wychodźców ze Wschodu, reprezentujących kulturę orientalną, używających języka azjatyckiego i wyznających kult ognia. Istniały również, szybko roztapiające się w polskiej masie etnicznej, kolonie Tatarów w rdzennej Polsce. „Z wieku XIII-go pozostało wiele podań o najazdach na Małopolskę, a w wielu wsiach – osady jeńców tatarskich. (Np. w Radziszowie pod Krakowem lub w okolicach Nowego Targu.). Ślady te dają się spostrzec dziś nierzadko w występujących rysach mongoloidalnych, które powtarzają się w pewnych rodzinach od czasu do czasu, nieraz u odległych potomków. Prof. Dybowski, pisząc o składnikach rasowych największego z Nowogrodzian – wieszcza narodu, przyjmował pod uwagę i pierwiastek rasowy tatarski.”[1] Mamy w tym miejscu możność zanotowania tak ciekawego faktu, jak pokrewieństwo tatarskiej rodziny Tuhanowiczów w Nowogródzkiem z Wereszczakami. A stąd i pierwsza miłość Adama Mickiewicza – zdradzała cechy mongolizmu, złagodzone w typie tatarskim.

Rody sławne na Litwie – Ordów, Skirmuntów, Sołtanów, Kirkorów, protoplaści książąt Glińskich i dziesiątki innych bądź w prostej linii pochodzą od Tatarów, bądź posiadają dużo krwi tatarskiej. Herbarz Dziadulewicza zawiera 635 nazwisk polsko-litewskich rodów szlacheckich pochodzenia tatarskiego od w[ieku] XV do czasów dzisiejszych.

Tatarzy w okresie osiadania na Litwie brali znaczny udział w życiu kraju, zasilając nawzajem zwalczające się strony. Przy pomocy niejakiego Achmeta z 30-tu tysiącami wojska Świdrygiełło osiadł na tronie w roku 1432. Lecz, jak już z lekka dotknęliśmy powyżej, osadnictwo przedstawicieli narodów Wschodu nie ograniczało się do terenu Litwy. Wedle Rukneddina Bejbarsa „w miejscowości Budul (?) koło Krakowa miał swą siedzibę niejaki Szeszimen ze swymi towarzyszami broni. Ten Szeszimen chętnie przyjął do siebie Kara-Kisieka, wnuka Nogaja, ukrywającego się przed zemstą chana Tokty. Razem z nim przybyło do 3000 jeźdźców. Wszyscy oni pozostali u Szeszimena, włócząc się po okolicy i utrzymując przy pomocy miecza.” Przytaczający powyższe zdanie Aleksandrowicz-Nasyfi, konkluduje: „Te właściwości, jakie charakteryzują do dziś dnia mieszkańców obszaru krakowskiego oraz wyróżnienie się ich spośród reszty dzielnic polskich, wyróżnienie się wyraz swój znajdujące w obyczajach, stroju i sztuce, jako też takie cechy, jak jeździectwo i wojowniczość, występujące chociażby w czasie ostatnich polskich powstań – mogą być łatwo wytłumaczone głębokim wpływem tiurkskich osiedli, powstających w tej dzielnicy w okresie wędrówki narodów.” [2] Istnieją dane o tym, że podstawą ludności Małopolski są Słowianie z pewną przymieszką elementów uralo-ałtajskich. Zaznaczyć należy, że Ruś Czerwona i ziemia krakowska leżały na pewnego rodzaju szlaku, prowadzącym ze Wschodu na Zachód. Tę właśnie drogę obrał sobie Batu-chan, zdążający do Węgier w dwu kierunkach, wprost i drogą okólną, przez ziemię krakowską do Legnicy, miejsca śmierci Henryka Pobożnego.

Wymieniony już Aleksandrowicz-Nasyfi nawet nazwę Krakowa wyprowadza z podłoża tiurkskiego, od przymiotnika krak. Niemniej ciekawymi, jakkolwiek bardzo ryzykownymi i nasuwającymi istotne wątpliwości, są aktualizowane przez niego problemy wpływów kultury tiurkskiej na ustrój państwowy Polski. Zdaniem jego, idąc za wzorem tiurkskiego kurułtaju, powstała i w Polsce oryginalna instytucja sejmikowania i elekcji królewskich oraz decydowania w zasadniczych sprawach państwa całej masy szlacheckiej. Jako dowód, A[leksandrowicz]-N[asyfi] wskazuje brak analogii elekcji i sejmu u zachodnich sąsiadów Polski („witenagemoty” dawnych Germanów?), podkreślając fakt istnienia podobnej instytucji u Tiurków oraz, co bodaj jest najpoważniejszym dowodem – na silne tendencje idealizacji politycznego i społecznego układu państw tiurkskich wśród elementów „niezadowolonych” i rewolucyjnych Europy Wschodniej, jaka istniała w okresie ustalania się zasady uszczuplania władzy królewskiej w Polsce. Ze swej strony dorzucimy w tym miejscu ciekawy szczegół, że kanclerz Jan Zamoyski głosił tak sprzeczną z ideą Polski – „przedmurza chrześcijaństwa” – tezę o niesprawiedliwości zamiaru wypędzenia Turków z Europy.

Niewątpliwym jednak był wybitny wpływ Tiurko-Tatarów na codzienne życie w Polsce. „Na ziemiach polsko-litewskich, Ułanów (nazwa zamożniejszych Tatarów na Litwie) było tak dużo, że stanowili oni całe osiedla. Od nich to głównie pochodzi nazwa konnicy ułańskiej, której charakterystyczną oznaką była mongolska czapka z kwadratowym wierzchołkiem, noszona dziś jeszcze jako część stroju narodowego przez Kałmuków” – pisze w innym miejscu swej ciekawej broszury Aleksandrowicz-Nasyfi. Któż dziś w Polsce zdaje sobie sprawę, że ułan w czapce-konfederatce i swą nazwę, i część stroju zawdzięcza… Tatarom i mongolskim Kałmukom? Również wpływom mody wschodniej zawdzięczamy dawny zwyczaj podgalania czupryny. Jeszcze dalej pod względem naśladowania obyczajów wschodnich poszli Kozacy zaporoscy, noszący tzw. osełedec – czub spadający za ucho, niekiedy zaplatany, używany do dziś dnia u Buriatów, a w formie długiego warkocza i podgolonego czoła zachowany w głuchych prowincjach Mongolii i na najbardziej zacofanych terenach chińskich. „Poza materialną kulturą – ileż to wierzeń, przesądów, baśni i zwyczajów przenikło do nas ze Wschodu, chociażby dziś tak rozpowszechniony u obojga płci nałóg palenia tytoniu. Początkowe zażywanie tabaki, a potem palenie fajki przeszło do Polski w XVII wieku z Turcji, a w wieku XVIII-ym ten nałóg wszedł do powszechnego użycia.”

Szlachta polska lubowała się w strojach wschodnich, wzorzystych pasach, głównie wschodniego pochodzenia, wyrabianych później w całej Polsce, broni inkrustowanej, futrach, dywanach, makatach i innych tkaninach orientalnych. Już w okresie względnie wyraźnego osłabienia roli i znaczenia Krymu i Porty Ottomańskiej, w czasach Stanisława Augusta, książę Czartoryski służbę w Puławach stroił po tatarsku i turecku oraz hodował liczne stado wielbłądów. Urządzona w roku bieżącym w krakowskim Muzeum Narodowym wspaniała wystawa dawnych kobierców wschodnich, kilimów i tkanin zebranych z całej Polski posłużyć może jaskrawym dowodem uznania dla sztuki wschodniej w dawnej Rzeczypospolitej. Toteż nic dziwnego, że dzisiaj deseń wschodniej tkaniny tak został wchłonięty przez polskie zbiorowe odczucie estetyczne, że współczesne wyroby kilimkarskie w Glinianach, Kołomyi czy Kosowie, wyroby garncarstwa dekoracyjnego w Krzemieńcu, oparte częstokroć na motywach czysto wschodnich, traktowane są przez ogół inteligencki jako produkt polskiego lub co najmniej słowiańskiego gustu i oka. Zaiste, pragnąc w jednym zdaniu oddać charakter pierwiastka orientalnego w Polsce, musimy poszukać porównania na innym krańcu Europy i Polskę określić mianem Hiszpanii Europy wschodniej. Analogia między obu krajami jest charakterystyczną i pełną wymowy.

Duży wpływ wywarł Wschód i na język polski. Cały szereg zupełnie „zasymilowanych” w myśleniu polskim wyrazów pochodzi z języków arabskiego, perskiego i tureckiego, przenikając do Polski głównie za pomocą narzecza tatarskiego. A więc mamy adamaszek, alembik, alkowa, bułat, bohater, bachmat, bury, bizun, batog (wybatożyć), bałamut (z mongolskiego = psota), balkon, bazar, czaprak, cybuch, delia, dywan, filiżanka, hajdamaka, kontusz, kord, karabela, kary, kulbaka, karmazyn, kurdesz („kurdesz nad kurdeszami”), kawa, misiurka, makata, junak, imbryk, jasyr, indyk, rydwan, rumak, szuba, sofa, surma, sandał, tytoń, żupan i inne. [3]

Do zdobyczy ze Wschodu niewątpliwie dodatnich zaliczyć należy szereg zapożyczeń sztuki wojennej u Tatarów. Taktyce łudzenia wroga, metodzie zasadzek i szybkiego operowania rezerwami, zasadzie powracania do dalszej walki pierzchających przy pierwszym natarciu oddziałów – zawdzięczać należy w dużej mierze nasze zwycięstwo pod Grunwaldem w 1410 r. Wojennej szkole tatarskiej zawdzięczamy również tzw. „taniec tatarski”, jak i fakt stałej przewagi naszej konnicy nad innymi rodzajami broni, jak i nad konnicą innych krajów zachodnich, zawdzięczamy Kłuszyn, Kirholm, odsiecz wiedeńską, a może i przyszłe zwycięstwa ducha husarii polskiej, zaklętego w stal lotnictwa polskiego.

Równolegle z kolonizacją tatarską na Litwie historycznej odbywała się i kolonizacja karaimska. Ów szczep rasowo tiurkski, z wyznania natomiast i szeregu pierwiastków kulturalnych stanowiący odłam antytalmudystycznych wyznawców Starego Zakonu, powoli, w postaci drobnych wysepek, rozsiedlił się niemal we wszystkich centrach Litwy i po części Rusi Czerwonej, od Trok i Wilna poczynając, a na Haliczu i Łucku kończąc.

Mniej liczna od tatarskiej grupa karaimska okazała się trwalszą w swej tradycji, zachowała bowiem od czasów ostatnich nie tylko swe wyznanie, lecz i język. Karaimi razem z Tatarami stanowią dziś w Polsce najkulturalniejszą grupę ludnościową. Tatarzy liczą około 10 000 członków swej społeczności, Karaimi około 1 000. Dla naszego tematu ciekawym i godnym podkreślenia jest fakt spokojnych i pozytywnych na ogół stosunków polsko-tatarskich i polsko-karaimskich. Musiało to wybitnie potęgować przenikanie wpływów karaimsko-tatarskich na ludność białoruską, polską i litewską.

Do grup etnicznych najbardziej orientalizujących, jakkolwiek ze stepem eurazyjskim niezwiązanych, zaliczyć należy szczególnie silny napływ Żydów do Polski, usadawiających się przede wszystkim na Kresach Wschodnich, nie tylko w wyniku polityki populacyjnej Rosji („czerta osiedłosti”). Nie pozostali oni elementem odosobnionym i zamkniętym. Wpływ rasowy Żydów na ludność i ludności autochtonicznej na Żydów był wielki. Dziś mamy w Polsce Żydów laponoidalnych, armenoidalnych, Żydów blondynów i czarnych, Żydów-semitów i Żydów, w żyłach których krwi semickiej nie więcej, niżeli w rodzinie Lubomirskich, Potockich czy Lanckorońskich, posiadających w gronie swych przodków niejakiego Szapiro (Szafirowa), wicekanclerza Piotra I. W Polsce nie ma chyba ani jednej rodziny magnackiej, która by w ten lub inny sposób nie pochodziła od Józefowiczów, potomków podskarbiego Abrahama Józefowicza. A według prof. Talko-Hryncewicza rozważającego problem roztopienia się wśród ludności chrześcijańskiej Warszawy frankistów „obecnie niedługo nie będzie polskiej rodziny w Warszawie, wśród członków której nie byłoby wychrzczonych Żydów.”

Do rzędu zupełnie spolonizowanych rodzin żydowskich, uszlachconych, zaliczają się Berkowicze, Brzezińscy, Czyńscy, Jeziorańscy, Krysińscy, Łabędzcy, Pawłowscy, Majewscy, Matuszewscy, Piotrowscy, Rudniccy, Szymanowscy, Zalewscy i wielu, wielu innych. Typ zdradza ich pochodzenie.

Mniejszy ilościowo, lecz niewiele słabszy wpływ wywarli na Kresy Ormianie – wychodźcy z międzymorza Kaspijsko-Czarnego, za czasów Tigranesa [Drugiego] panujący nad całą Małą Azją. Od XI-go niemal wieku, przez Kijów, tysiącami przenikali do Polski, napływając tłumnie w okresie przyłączenia Rusi Czerwonej do Polski i w czasach późniejszych. Ich wysoka inteligencja, bezkonkurencyjne talenty kupieckie i finansowe spowodowały, że stali się elementem w Polsce nader wpływowym i roztapiając się w morzu polskim i ruskim, wywarli wpływ duchowy niewątpliwie niezwykle silny. Dziś, stosownie do twierdzeń Ormian lwowskich, znaczny odsetek rodzin przemysłowo-finansowych i kupieckich polskich pochodzi ze zasymilowanych Ormian. Również istnieje na Rusi Czerwonej odrębny obrządek ormiański, wspaniała katedra ormiańska we Lwowie, zbudowana przez architektów z Kaffy, dość silna tradycja ormiańska, mocno zachowany i silnie udzielony otoczeniu typ ormiański; dziś jeszcze na dorocznym balu ormiańskim we Lwowie można dostać narodową potrawę ormiańską – suchą kozinę.

Znamiennymi były również wpływy węgierskie w Polsce, noszące szereg cech szczerze wschodnich, jakkolwiek uformowanych przez kulturę zachodnią kraju Świętego Stefana. Wspólnota szeregu okresów dziejów polsko-węgierskich, odczucie wspólnoty charakteru pogranicznego w sensie religijno-kulturalnym obu państw, wpływy te pogłębiały i wzmacniały. Tereny dzisiejszej Rumunii, dawna Wołoszczyzna i Mołdawia, ulegające w pewnym okresie szczególnym wpływom kultury polskiej, również, niejako w drodze wymiany, wniosły dużo elementów wschodnich, szczególnie oddziałując na ludność góralską, zarówno rusko-ukraińską, jak i polską, narzucając jej pasterskie słownictwo rumuńskie i produkując w dawnej Polsce antagonizmy góralsko-małopolskie. Pewne wpływy wschodnie pozostawili i koczownicy – Cyganie, przekazując m.in. ludowi polskiemu szereg melodii wschodnich, tak jak Turcy – orkiestrę – kapele janczarskie.

Z powyższych, luźnie podanych z konieczności nielicznych przykładów widzimy, jak z jednej strony Wschód rosyjski, a z drugiej szczerze rasowy Orient szachownicą różnopostaciowych wpływów sprzągł się z Kresami Wschodnimi, jak wreszcie głęboko i ukrycie tkwić muszą elementy wschodnie w życiu polskim. Wyraźnie jednak przeciwstawiające się kulturalnie Kresom Wschodnim – Kresy Zachodnie Polski wysuwają problem granicy wpływów Wschodu w Polsce. Gdzie są krańce zachodnie oddziaływań wschodnich, dzielące Polskę na część podległą falom Wschodu w stopniu ogólno-europejskim i drugą, podpadającą pod szczególny wpływ Wschodu? Wysoce ułatwiającym, jakkolwiek nieco uproszczonym, będzie posługiwanie się granicami etnograficznymi. Za zasadę należy tu przyjąć omówiony poprzednio fakt dużego udziału elementów orientalnych u Słowian wschodnich i południowo-wschodnich, od zarania swych dziejów będących pod wpływami orientalnego w istocie Bizancjum, rasowo silnie stiurkizowanych, a nawet politycznie do niedawna posiadających dość silne prądy duchowego ciążenia do Rosji. Słowianie wschodni są wreszcie terenem demograficznym, na który rozpościerało się i w zasadzie poza ich granicę etnograficzną nie przekraczało potężne wpływanie państwa Czingizowiczów, przedtem zaś całe masy koczowników od Alanów, Scytów i Połowców poczynając. Słowianie wschodni są ponadto elementem, na który nie rozpowszechniało się stałe i zorganizowane wpływanie kultury duchowej Rzymu.

Nie popełnimy więc dużego błędu, jeśli granicę szczególnych wpływów Wschodu w Polsce określimy przy pomocy zachodniej granicy licznych osiedli tiurkskich, ormiańskich i żydowskich. Będzie to jednocześnie granica, oczywiście bardzo nieścisła, pewnej przewagi elementu laponoidalnego oraz mniejszych wpływów nordycznych, tak mocnych i licznych w zachodnich połaciach Polski.

[…]

Byliśmy „hojni” w wykreślaniu granicy zasięgu Wschodu i mongolosfery w Polsce, pojętej jako emanacja państwowo-twórczych elementów śródlądowego pasma stepowego, stającego się stosem pacierzowym wszystkich organizmów państwowych na obszarach środkowo- i zachodnio-azjatyckich. Mamy więc równe „prawo” być „hojnymi” i w przeciwnym kierunku i tereny tzw. Rosji Zachodniej, owe obszary Ukrainy, Białorusi, Nowogrodczyzny, Pskowszczyzny – nazwiemy terenami polonosfery – tej emanacji państwowo-twórczych elementów, jakie tworzy międzymorze bałtycko-czarnomorskie, a jakie swój wyraz cielesny znalazło w postaci państwowości litewsko-polskiej, jakie koncepcyjnie skrystalizowało się w pakcie hadziackim oraz w ideach niepodległościowych ukraińskiej i białoruskiej, a w przeszłości – nowogrodzkiej i pskowskiej. Polonosfera – to naturalny, w wyniku działania prawa dyfuzji wpływów kulturalno-politycznych równoważnik mongolosfery.

Polonosfera jest fragmentem Zachodu, analogicznie do mongolosfery będącej fragmentem Wschodu. Polonosferę tworzy olbrzymi kompleks bałtycko-czarnomorski, jak mongolosferę tworzy step śródlądowy. Ostatnimi reprezentantami centralizmu mongolosfery byli przedstawiciele drobnego i mizernego narodu koczowniczego – Mongołowie oraz dziedziczący ich ideę państwową Rosjanie, tworzący wespół w okresie od XII wieku poczynając do czasów naszych największe i najtrwalsze hiperimperium z początku Czingiza, a potem, po okresie charakterystycznego „sobiranja ziemiel”, imperium carów. Ostatnimi reprezentantami myśli organizacyjnej międzymorza bałtycko-czarnomorskiego byli i pozostali nadal Polacy, tworzący największe i najtrwalsze na tym terenie wielkie państwo Jagiellonów.

Oba światy stoją naprzeciwko siebie, zazębiając się ze sobą na ogromnych przestrzeniach. Oba kompleksy produkują w miejscach ścierania się szereg specjalnych zagadnień. Tworzą one teren panowania nie tylko wschodniej zasady ekstremizmu, zawsze zdolnej przelicytować zachodnie umiarkowanie („mieszczaństwo”), lecz i teren chorobliwego zwalczania się pierwiastków sobie wewnętrznie obcych, dążących bądź do zwalczenia się, bądź do trudnej i zapewne niesłychanie rzadkiej harmonii. Na tych jedynie terenach powstać mogą chore owoce dostojewszczyzny, martwej wewnętrznie, kwiecistej na zewnątrz hoholewszczyzny, a po „drugiej” stronie – postacie Al. Zakrzewskich, Nalepińskich, bądź nawet Petrażyckich, zachłyśniętych Wschodem, a niezdolnych w nim się całkowicie i bez reszty roztopić. Przez dusze tych ludzi przebiega granica Wschodu i Zachodu.

Lecz ta właśnie walka wewnętrzna jest jednocześnie źródłem duchów zwycięskich, umiejących się zdeklarować po stronie jednej, a jednocześnie wykorzystać wszystko, co jest dobrem po tamtej stronie. Ta walka wewnętrzna toczona w całych pokoleniach, obok wymienionej zasady ekstremizmu, jest właśnie źródłem takich pisarzy, jak: Piłsudski, Chodkiewicz lub Żółkiewski. Zmaganie się czynników duchowo-kulturalnych Wschodu i Zachodu, ciskające raz na doły półpanteistycznego zdawania się na los, innym razem skłaniające do przysłowiowego rzucania się z motyką na słońce, to znowu wynoszące do wyżyn niemal religio-twórczych [4], ta właśnie walka żywiołów i ten właśnie ekstremizm – oto moce Polski Wschodniej, przelicytowujące siłą wyrazu i atrakcji idee Polski Zachodniej, moce leżące u samych źródeł naszej wielkości i naszego upadku. W ich nieskrystalizowaniu się, tak odbijającym od ustalonego stanu rzeczy na naszym pograniczu zachodnim, w ich jaskrawości i ekstremizmie idei leży również odpowiedź, dlaczego Wschód a nie Zachód wysuwamy na pierwsze miejsce naszych rozważań. Zachód bowiem prawie zawsze był pozornie tylko aktualniejszym, w istocie zaś nasze stanowisko na Zachodzie było w większości wypadków odbiciem stanu rzeczy na Wschodzie.

[…]

Ten niewielki kawałek Wschodu, tkwiący w Polsce, owe wschodnie pierwiastki całych Kresów Rzeczypospolitej i jej sąsiedztwo z żółtym stepowym szlakiem Eurazji, wciągają Polskę w obręb działania tych praw i norm dziejowych, przy których Państwo i Naród nie może ostać się na łagodnej fali konserwacji zdobytych pozycji, lecz musi albo szybko cofać się, albo szybko kroczyć naprzód. Ktokolwiek zbliży się do badania sił dziejowych Polski od strony Wschodu, ten zawsze przyjdzie do stwierdzenia tej prawdy dziejów Polski. Znakomity badacz Rosji, autor 7-tomowego cyklu „Od białego caratu do czerwonego” – Jan Kucharzewski, w 1920 roku powiedział na odczycie w Warszawie: „Jest to wzniosły i tragiczny los Polski: być wielką lub utracić wolność”.

Oto formuła, jaką polskiej myśli politycznej podsuwa Wschód, formuła rozwiązująca istotę problemu Wschodu a Polski.

Źródło: Włodzimierz Bączkowski, Wschód a Polska, Warszawa 1935, s. 8-14, 22-25. Pisownię poprawiono i uwspółcześniono, pozostawiając tylko niektóre przypisy odautorskie. Tytuł pochodzi od Redakcji Xportalu.

Przypisy:

[1] Julian Talko-Hryncewicz, Muślimowie czyli t. zw. Tatarzy Litewscy, Kraków 1924. [Przypis autora]

[2] Dż. Aleksandrowicz-Nasyfi, Litowskije Tatary, kak czaśt’ tiurkskawo Wostoka, wyd. Tow[arzystwo] Badania Azerbejdżanu, Baku 1927. [Przypis autora]

[3] Antoni Muchliński, Źródłosłownik…, Petersburg 1858. Wymieniony słownik wyrazów polskich z języków wschodnich zawiera również szereg zapożyczeń z polskiego w języku tureckim, jak np. miecz, dzida, kopia, grosz, złoty… [Przypis autora]

[4] Prof. B[ogumił] Jasinowski dopatruje się pokrewieństwa romantyzmu z wschodnio-chrześcijańskim gnostycyzmem i późnym platonizmem. Już bowiem szkoła aleksandryjska (w w[iekach] III-IV) posiada cały szereg podobieństw do romantyzmu, będącego poza tym produktem ducha przede wszystkim celtycko-słowiańskiego, skąpanego w zachodnim indywidualizmie. (Bogumił Jasinowski, Wschodnie chrześcijaństwo a Rosja, Wilno 1933.). [Przypis autora]

Włodzimierz Bączkowski (1905-2000) – polski orientalista, geopolityk i sowietolog. W latach trzydziestych XX wieku teoretyk i czołowy działacz ruchu prometejskiego, jednocześnie funkcjonariusz II Oddziału Sztabu Głównego Wojska Polskiego. Redaktor naczelny pism „Wschód-Orient” (1930-1939), „Biuletyn Polsko-Ukraiński” (1932-1938, finansowanego przez II Oddział) i „Problemy Europy Wschodniej” (1939). W 1938 r. opracował dla II Oddziału projekt Ośrodka Studiów Wojny Nieregularnej. W tym samym roku na polecenie Wydziału Wschodniego MSZ oraz Ekspozytury 2 („prometejskiej”) Oddziału II prowadził w Berlinie i Lwowie tajne rozmowy w sprawie nawiązania współpracy antysowieckiej z ukraińskimi ugrupowaniami politycznymi, w tym także z prowadzącymi wcześniej w Polsce działalność antypaństwową; w Berlinie nawiązał jednocześnie kontakty z Antykominternem. Z chwilą wybuchu II wojny światowej zmobilizowany do Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza. Podczas wojny redagował w Bukareszcie pismo „Sprawy Sowieckie” (1939-1941), finansowane przez rumuński wywiad w porozumieniu z polskimi władzami; następnie służył jako analityk w Oddziale II w Jerozolimie (1941-1943). W 1943 r. przeniesiony do Centrum Informacji na Bliskim Wschodzie, w 1945 r. przekazany do dyspozycji Akcji Kontynentalnej amerykańskiego Biura Służb Strategicznych (Office of Strategic Services). Autor m.in. prac: U źródeł upadku i wielkości (1935), Wschód a Polska (1935), Abecadło problemu polsko-ukraińskiego (1938), Aktualizacja sprawy ukraińskiej (1938), Bemerkungen über die ukrainische Frage (1938), Grunwald czy Piławce? (1938), Prometeizm polski (1938), Czy prometeizm jest fikcją (i fantazją)? (1939), W obliczu wydarzeń (1939), U źródeł polskiej idei federacyjnej (1945), Rosja wczoraj i dziś. Studium historyczno-polityczne (1946), Towards an Understanding of Russia. A Study in Policy and Strategy (1947).

6 komentarzy

Leave a Reply