„Na początku było Słowo” – czyste i absolutne, do dziś posiadające właściwość powszechnego znaczenia i przekładalności, na wszystkie języki ludzi (i aniołów). Lecz już od początku jego echo słabło i człowiek odchodził od jego rozumienia. Słowo panowało w pełni pomiędzy Stworzeniem a Upadkiem. Jego odbiciem, projekcją, wspomnieniem – jest mit. Grzech odpowiada historii, mit – kosmosowi.
Grzech to źródło przygnębienia. Mit ma przykryć grzech, oderwać od niego, pocieszyć w obliczu świadomości ludzkiej nędzy. Grzech odpowiada za początek ludzkiej historii; popełnienia go wymagało wprowadzenie wszelkich doczesnych urządzeń. Mit zalecza dysonans między stanem rzeczywistym a doskonałym, wskazuje na możliwość podniesienia się. Daje formę, która usprawiedliwia chucie i zawiści. Mit małżeństwa i rodziny podnosi pierwotne zawłaszczenie i podporządkowanie sobie kobiety przez mężczyznę. Podobnie z własnością, która jest kradzieżą, na jakiej nadbudowano mit nienaruszalności i ograniczenia. Mit ma chronić przed dalszym ekscesem. Jego emanacją jest władza, która konstytuuje społeczeństwo.
Potrzeba politycznego zorganizowania człowieka i ustanowienia nad nim władzy nie wynika z żadnej jego apriorycznej „natury społecznej”. Człowiek nie posiadłby jej, gdyby nie upadł, czyli nie poznał swojej ułomności. Upadek dał człowiekowi świadomość własnej mierności, przez co jednostka lgnie ku innym, aby nie zginąć w chaosie samemu. Znamionujące człowieka zło wymaga najwyższego poskromienia. Wyłania się ono stopniowo, już w relacji między jednostkami, samorzutnie się różnicującymi. Każdy jest inny, dysponuje mniejszym lub większym potencjałem. „Społeczna natura człowieka” to suma realizmów, uznanie różnicy sił i wynikającego z niej uporządkowania.
Tomasz Wiśniewski








2 komentarze