Od Redakcji: Oprócz dość jednobrzmiących komentarzy naszych redakcyjnych kolegów, Ronalda Laseckiego i Patryka Łomienia, decydujemy się także na publikację relacji z zajść 11 listopada pisanej przez -jak sam o sobie mówi z dumą- kibola i chuligana. Uważamy ją za cenny materiał źródłowy i ciekawy głos w dyskusji nad kondycją polskiego narodowego rewolucjonizmu. Tekst przytaczamy w całości za portalem drogalegionisty.fuckpc.com, bez korekty i bez cenzury -zawiera wulgaryzmy. (M.P.)
Jest 6:00 rano, można w końcu zasiąść do napisania kilku słów o 11.11. Na gorąco, na zmęczeniu, ale czynię to z przyjemnością. Jesteśmy po długo oczekiwanym i jeszcze dłużej nakręcanym Marszu Niepodległości. Było, że tak powiem – hucznie :-). Liczby incydentów nie sposób przybliżyć i całościowa relacja z 11.11.11 jest mało możliwa… Po Warszawie chodziły grupki tysiąc osobowe, kilkusetosobowe, kilku itp. Każda miała swoje przygody, starcia, czy bieganki. Tak jak się spodziewałem – w Stolicy była wojna, a psy znowu nie panowały nad niczym (co mnie rzecz jasna nie martwi). Nastroje są bardzo pozytywne, wręcz przeciwnie widzą to media, prezydent, oficjele itp., którzy oczywiście już debatują we wiadomym tonie. Narzekają również Ci, którzy myślą, że bunt wobec Systemu polega na graniu według jego reguł. O Marszu Niepodległości będzie się w każdym razie pamiętać bardzo długo.
Tego dnia do Warszawy zjechała cała Polska… Nie wiem czy wszędzie, ale na bank w niektórych miastach policja dzwoniła po busiarzach i pojawiała się na miejscu zbiórki ekipek. A (wyprzedzając fakty) kiedy jedna z ekip wracała, w ich mieście zatrzymał ich patrol i jakimś urządzeniem sprawdzał czy uczestnicy mają na sobie ślady gazu…
11 listopada to także tradycyjne podchody z lewą stroną. Jako, iż niektórzy z nich niby chcą walczyć – przyciągają na naszą stronę wielu łowców przygód. Lewacy rano mieli coś tam z psami, a po bieganince z nimi schowali się w knajpie. Wieść niosła, że zaatakowali grupę rekonstrukcyjną, heh. Widziałem tą grupę potem na filmiku, kilka dych na czarno, mało konkretnych – ze sprzętem. Była tam słynna antifa z Niemiec, która przyjechała bodaj trzema autokarami. Kogoś tam ponoć po swojemu najebali, podobnie jak nasi lewaków. Standard.
Ogólnie media, od Polsatów po TVNy mówią tylko o naszej agresji, a z kontry lewaków mają mało materiałów (prawie żadne). Wniosek jest jasny, to my byliśmy w piątek tą stroną agresywną i dążącą do konfrontacji z Systemem. Przedmarszowe gadki kilku autorytetów (z obu stron) rozpłynęły się w powietrzu, wiedziałem, że tak będzie… Na takich demonstracjach bywają różni ludzie, lewi i prawi publicyści chcą przekonać, że u nich tych niegrzecznych nie ma :-). A teraz zdziwienie. Zacząłem chaotycznie, a więc może od początku…
ŹRÓDEŁKOPo małej zmianie planu, zbiórka wszystkich kiboli wyznaczona była w Źródle o 13:30. Pomału zjeżdżało się naprawdę sporo ludzi… W Źródle oprócz naszych zgód niecodzienni goście: Lech (dużo młodych), Wisła + Lechia (wiedząca czego chce ekipa…), ŁKS, Arka, Stal Gorzów, Motor, obok mija Odra Opole (z okrzykiem o Śląsku Opolskim zawsze Polskim) oraz inni. A na Marszu to już całkowicie wszyscy: mnóstwo Jagi, Motoru, Hetmana Zamość, Siarki, GKS Jastrzębie, Bałtyk, Zawisza, widać kominiarki Zagłębia Lubin… Nie ma sensu wymieniać, bo nie widziałem chyba tylko barw KSP. Z gości zagranicznych 6 Czechów goszczonych przez warszawskich Autonomicznych Nacjonalistów, Węgrzy, Włosi, Szwedzi, Serbowie i na bank ktoś jeszcze… Samej Legii na Marszu myślę, że liczba czterocyfrowa. Byli wszyscy… Cała Legia jest patriotyczna, antylewacka – można to powiedzieć z całkowitą odpowiedzialnością.
NIGDY nie zapomnę jak wychodziliśmy ze Źródełka. Idziemy jako Legia, patrzę obok – Lech w terrorkach, za chwilę dobiega zamaskowana Lechia z Wisłą, bardzo nagrzana „na Marsz” :-). Wszyscy bez ciśnienia, obok siebie. Ramie w ramie, a nie był to najgrzeczniejszy odłam wspomnianych ekip :-). Jak dawno temu obserwowałem wspólną walkę hool’s z Serbii przeciwko pedałom to twierdziłem, że jest to u nas niemożliwe. Niemożliwe nie istnieje, a pamiętajmy, że dla takiego Lecha jesteśmy kosą numer JEDEN. Stali obok nas w kominiarkach i nikt nawet nie myślałby na siebie ruszyć (po prostu zero ciśnienia w powietrzu)… To była duża sprawa, naprawdę. Ktoś mówi – jak na reprezentacji w latach 90tych. Nie kochani, na reprezentacji w latach 90tych to nie każdy obok siebie potrafił stać. 11.11.11 – tak! I tylko żal, że dzisiejsi hool’s mają gorzej z lepszym sprzętem psów i bardziej represyjnym prawem. Mimo to – i tak dymiono…
PLAC KONSTYTUCJIGdyby nie było lewackiej kontry – do awantury pewnie by nie doszło. Zbiórka wszystkich miała miejsce na Placu Konstytucji o 15:00. Witały nas powtarzane w koło komunikaty milicji, że jakiekolwiek łamanie prawa zaowocuje interwencją. Już samo to nadawało Marszowi charakter bojowy :-). Ustawił się kordon, za którym kilkaset metrów dalej stała lewacka (skromna liczbowo) blokada. Ustawiliśmy się w jej stronę, ale psy kazały nam iść stroną drugą. Mniej więcej wtedy rozpoczęła się awantura. Jej efekt każdy widział, kostka brukowa, race przeciwko pałkom, gazowi i polewaczce. Długi czas psy stały schowane za tarczami, a młodzi hool’s mogli się pobawić. Po czasie zaczęliśmy się rozbijać, bo psy bardziej zdecydowanie interweniowały. W jedną z grupek wpadają bijąc pałkami po głowach (wszystkich) i krzycząc do nas „wy kurwy” itp. W wielu miejscach Warszawy mają miejsce brutalne interwencje niebieskich.
MARSZSam marsz chaotyczny, były flagi, były banery, była pirotechnika. Dobiegamy do niego, jak wielu, z jednej z bocznych uliczek po akcji psiarni. A w Marszu szło obok kiboli i nacjonalistów wielu szarych ludzi, niektórych z nich żal, że dostali gazem, ale co poradzić, że psy nie patrzą kogo atakują. Kiedy manifestacja przechodzi koło ambasady, lecą w nią petardy hukowe (ogólnie masa ich tego dnia w Stolicy, podobnie jak rac używanych dla efektu i do walki).
Wielu uczestników określa klimat jako rewolucyjny (podkreślenie autora -Red.). Okrzyki są zawsze antylewackie, anty platformowe i anty medialne… To nas, obok miłości do Ojczyzny łączy. Mówi się nawet o 20.000 osób, co dwukrotnie przebiło oczekiwania… Blokady lewaków DUŻO mniej liczne, przy nas wręcz śmieszne… Jak oni wszyscy, lewacy i reżim muszą bać się naszych liczb, i nastrojów… Marsz nie miał jednego szyku, nie panowano nad sytuacją.
Co jakiś czas odłączano się od głównego Marszu w poszukiwaniu „własnych dróg”. Niestety czuć tu było sporo wkurwiającego chaosu. Zamiast słuchać liderów, albo mówiąc wprost – znających tereny miejscowych, ludzie biegali z miejsca na miejsce. Biegniemy, 500 metrów, a tam nikogo nie ma… Ktoś kogoś widział, ktoś coś krzyczy, ludzie biegają jak pojebani. Irytujące, ale z drugiej strony – chętnych na harce były naprawdę tysiące… Jak wychodziliśmy z daleka w stówkę, to ruszało na nas pięć stówek… naszych, myśląc, że my to antifa :-). I tak kilka razy… „Blokada”, heh…blokada, którą każdy chce dopaść…
Sam nie wiem o której tysiące Polaków dociera pod pomnik Romana Dmowskiego. Pod pomnikiem, a raczej niedaleko niego, zaatakowano auta TVNu, co już za pośrednictwem TV widziała cała Polska. Płonący bus transmisyjny, osobówka z wbitym jakimś stojakiem w przedniej szybie… Można to dodać do dziesiątek uszkodzonych milicyjnych radiowozów, a także woz] ]>








4 komentarze