Dobiegł końca jedenastodniowy objazd państw afrykańskich przez szefową amerykańskiej dyplomacji, Hillary Clinton. Sekretarz stanu USA odwiedziła Ugandę, Senegal, Sudan, Kenię, Malawi i RPA, poświęcając w swoich przemówieniach wiele miejsca zwyczajowym tematom pozornym: poziomowi demokracji i „praw człowieka” w Afryce oraz zapowiedziom walki z domniemaną „epidemią AIDS” na tym kontynencie. Z półoficjalnych amerykańskich komentarzy wynika natomiast, iż głównym celem peregrynacji Clinton po Czarnym Lądzie było zademonstrowanie, iż Waszyngton zamierza przeciwstawić się coraz bardziej widocznemu wzrostowi chińskich wpływów w Afryce. Kolejne państwa afrykańskie decydują się na sojusz z Chinami; dotyczy to zwłaszcza państw, których rządy i elity polityczne odmawiają przyjęcia zachodniego pakietu „demokracji i praw człowieka”, ponieważ Pekin nie stawia im żadnych wymogów ideologicznych ani ustrojowych. Podczas podróży Clinton nie padły jednak żadne deklaracje dotyczące sposobów powstrzymywania chińskiej ekspansji politycznej i ekonomicznej w Afryce. Według wielu komentatorów cała podróż sekretarza stanu do państw afrykańskich może być w rzeczywistości wyreżyserowanym, przedwyborczym gestem propagandowym, obliczonym na pozyskanie dla Baracka Obamy poparcia lobby murzyńskiego i głosów amerykańskich Murzynów. Warto zauważyć, że Clinton nie odwiedziła Mali ani nie poruszyła w swoich wystąpieniach sprawy secesji Azawadu, co świadczy o chwilowym przynajmniej braku poparcia USA dla głośnych jeszcze niedawno propozycji zlikwidowania niepodległości Azawadu drogą interwencji zbrojnej.
Źródło: „Rzeczpospolita”
Komentarz Redakcji: Dla państw afrykańskich jedyną szansą, by przestać być przedmiotem rozgrywki obcych mocarstw, wydaje się realizacji koncepcji panafrykańskich, tj. polityczna integracja całego kontynentu. Wpisywałaby się ona zarazem w program sił dążących do geopolitycznego spluralizowania globu. Niestety, międzynarodowa infrastruktura mogąca służyć jako szkielet przyszłej integracji – Unia Afrykańska – jest jak dotąd konstrukcją słabą, także z uwagi na dysfunkcjonalność wielu zrzeszonych w niej państw. Co więcej, dążenie do usunięcia obcych wpływów niekiedy nie znajduje należytego zrozumienia w niej samej. Unia Afrykańska zajęła wrogie stanowisko wobec Azawadu i opowiedziała się za interwencją zbrojną przeciw temu nowopowstałemu państwu, która byłaby równoznaczna z przywróceniem status quo ante w tradycyjnej afrykańskiej strefie wpływów Francji. (A.D.)







