Pentti Linkola: Strzał w dziesiątkę

11 września porwane samoloty pasażerskie uderzyły w część budynków World Trade Center w Nowym Jorku i Pentagon w Waszyngtonie. Incydent ten nie miał wielkiego wpływu na ludzkość jako taką, lecz reakcje jakie wzbudził na świecie były potężne. Syte kraje Zachodu, dławiące się rozbuchaną konsumpcją doświadczyły tego samego szoku, paniki i chaosu co Stany Zjednoczone. Z powodu tych reakcji ataki stały się czymś naprawdę ważnym. Tym niemniej, przesadne stwierdzenia w rodzaju „świat zatracił właściwy kierunek” i „świat nigdy już nie będzie taki sam” to bzdury.

Histeria dotknęła nawet Finlandii. Przekaz mediów ociekał krwawą furią, ambasada amerykańska utonęła w powodzi kwiatów, a rząd zaproponował Amerykanom pomoc. Jeden z komentatorów przywołał listę stanów USA, którą wcześniej ogłosił bystry Hannu Taanila [dziennikarz i publicysta – Red.] która jako ostatnie stany wymienia Alaskę, Kuwejt i Finlandię.

Nigdy wcześniej ofiary spoza granic kraju nie otrzymały tyle współczucia, nigdy wcześniej nie zwracano takiej uwagi na cierpienie ich rodzin. Jednak jeśli spojrzymy na liczbę ofiar, to w porównaniu z wydarzeniami z nieodległej historii, 11 września jawi się jak mała bójka. Setki tysięcy cywilów zginęło od bomb w Dreźnie i Hamburgu, mnóstwo ludzi w Londynie, nie mówiąc już o Hiroszimie i Nagasaki. W Leningradzie milion cywilnych ofiar pochłonęły bombardowania lotnicze, artyleryjskie i głód. Spójrzmy na niedawne wydarzenia. Gdzie żałoba po tych którzy zginęli w Groznym, Bagdadzie i Kosowie?

Ten ogłupiały kraj nie jest nawet w stanie policzyć pełnej liczby zabitych w Nowym Jorku – w końcu nie wiadomo na kogo tak naprawdę głosowali w ostatnich wyborach. Z dostępnych informacji wynika jednak, że zginęło kilka tysięcy ludzi.

Ci którzy zginęli w zamachu, nie byli zwykłymi ludźmi – byli Amerykanami. Nie byli to jednak zwyczajni Amerykanie, ale kapłani i kapłanki najwyższego bóstwa naszej epoki: dolara. Podobnie pasażerów samolotów nie można uznać za grupę reprezentatywną dla ludzkości. To ludzie bogaci, intensywnie zanieczyszczający środowisko i pożerający planetę.

Moc i siła przyciągania pieniądza, którą dostrzec można wszędzie, także w tym jak rządy usiłują udowodnić przyjaźń i oddanie wobec USA, są niemal niezrozumiałe. Minąć musiały dni aby media wysunęły hipotezę inną niż nienawiść żywioną przez szaleńców jako jeden z możliwych motywów. Dodać trzeba, że nienawiść dalej jest uznawana za najważniejszy.

Trzeba to powiedzieć, Stany Zjednoczone są najbardziej agresywnym państwem w historii świata. Liczba amerykańskich baz wojskowych rozsianych po całym globie może przyprawić o zawrót głowy. Poprzez te bazy, USA dokonują poszerzania swoich wpływów gospodarczych i kulturowych profanując, zmuszając do posłuszeństwa i zamykając usta innym państwom. Na każdym kontynencie finansują i zbroją popierające ich rządy i rebeliantów, często zmieniając strony. Posiadają podległe sobie szwadrony śmierci by eliminować dysydentów i w razie potrzeby toczyć walkę w imię swoich interesów. Od czasu do czasu przypominają o swej sile zrzucając bomby na stary, dumny Irak. Stany Zjednoczone są najbardziej złowrogim państwem wszechczasów. Każdy choć trochę świadomy sytuacji na świecie może sobie łatwo wyobrazić, jaki wielka jest nienawiść do USA – przeżartego złem, nabrzmiałego, paraliżującego i duszącego tworu politycznego. Dotyczy ona nie tylko Trzeciego Świata, ale także myślącej mniejszości na Zachodzie.

Daje to podstawy aby założyć, że za atakami w Nowym Jorku i Waszyngtonie stali aktywiści z Trzeciego Świata. Ci ludzie toczą rozpaczliwą walkę o swoją wiarę i ojczyznę powstając przeciwko potężnemu i gigantycznemu wrogowi, podobnie jak Finowie w czasie wojny zimowej. Niezależnie od tego jak obca jest dla nas ich kultura i religia, z pewnością zasługują na całą naszą sympatię. Opozycja w USA też jest silna. Przychodzi na myśl sprawa Unabombera: jego zaplanowany, przemyślany model społeczeństwa alternatywnego znany jest odbiorcom fińskim dzięki przekładowi jego manifestu. Opozycjoniści w Stanach raczej nie będą mieli energii i umiejętności potrzebnych do przeprowadzenia podobnych operacji. Umiejętność, kompetencja i odwaga jaką wykazali się zamachowcy z Nowego Jorku wstrząsnęły nawet zachodnimi ekspertami (którzy jednak publicznie potępili sam czyn). W USA poszukiwania „sprawców” już zmieniły się w farsę. Przygłup który dzięki niejasnym procedurom został wybrany na prezydenta, ogłaszając swoje pierwsze stanowisko nazwał tych pilotów kamikaze „tchórzami”. Później twierdził, że nie chodzi już o akt terroru ale o wojnę: wojnę jaką liczące ponad 250 milionów mieszkańców Stany Zjednoczone toczą z osobą prywatną, podobno szlachetnym i z pewnością zdeterminowanym szejkiem z Bliskiego Wschodu, który ma zostać „schwytany żywy lub martwy”. Człowiek ten miał zorganizować grupę szaleńców by dopuszczać się kosztownych okrucieństw (będących jedynym językiem jaki jest w stanie zrozumieć Bush).

Działania małego państwa fińskiego także balansują na granicy farsy. Po atakach ogłoszono alarm na granicach. To może być skromny początek rzeczy wielkich. Pamiętam jak po jednej z akcji niemieckiej Frakcji Czerwonej Armii, na terenie Laponii zmobilizowano wielkie siły policyjne celem odszukania młodego obywatela niemieckiego. Okazało się później, że był to tylko student wędrujący z namiotem.

W sprawie naszego kraju, trzeba powiedzieć jeszcze jedno. Byłoby właściwe, gdyby ludzie którzy wciąż idolizują wojnę zimową przestali być tak świętoszkowaci w kwestii przemocy jako takiej. Należy także przypomnieć, że różnice między terrorystą a bojownikiem o wolność wyznacza perspektywa: wszystko zależy od obserwatora i wyroku historii. Jako przykład można przedstawić fińskich żołnierzy którzy opowiedzieli się przeciwko prawowitemu rządowi [wojna domowa w Finlandii 1918 r. toczona przez Białą Gwardię przeciwko rządowi komunistycznemu – Red.]. Żołnierze byli szkoleni za granicą, dokładnie tak jak Palestyńczycy którzy dokonali ataku na Igrzyskach Olimpijskich w Monachium, czy niemieckie i włoskie grupy lewicowe. Tamci, jak wszyscy wiemy, trenowali w Libanie i Jemenie Południowym. Wśród wspomnianych żołnierzy byli szaleni awanturnicy i gorący patrioci. Gdyby nasza wojna domowa skończyła się inaczej, od razu nazwałoby ich terrorystami.

Opresyjna polityka jaką Stany Zjednoczone prowadzą przeciw innym ludom i kulturom nie jest jednak najgorsza. Najpoważniejszym aspektem supremacji USA jest przodująca pozycja tego kraju którą osiągnął jako matecznik i motor światowego rozwoju gospodarczego. Nieskrępowany rozwój gospodarki gwałci przyrodę eksploatując intensywnie naturalne zasoby na lądzie, w wodzie i w powietrzu. Zostają tylko Ojciec, Syn i Duch Święty, czy raczej Dolar, Wzrost Gospodarczy i Wolny Rynek. W Nowym Jorku starło się dwóch bogów: Allach i dolar. Słudzy Allacha złożyli w ofierze życie własne i kilku uczniów dolara. Celem wyznawców wolnego rynku jest jak najszybsze zamordowanie wszelkiego stworzenia i rodzaju ludzkiego. Zwolennik głębokiej ekologii, obrońca życia i strażnik jego ciągłości, z pewnością wybierze Allacha gdy sytuacja stanie się ciężka.

Biorąc to wszystko pod uwagę, wieże WTC były najlepszym możliwym celem na świecie, zarówno jako symbol, jak i konkretny budynek. To był wspaniały, doskonały wybór.

Niezależnie od tego jak bardzo raduje nas ten strzał w dziesiątkę, należy postawić sobie kilka pytań. Jakie będą długoterminowe efekty ataku? Chociaż w świetle przeludnienia masowa śmieć jest zawsze faktem pozytywnym, kilka tysięcy osób to nic, nawet jeżeli ich jakość miałaby nadrabiać za ilość. Inne aspekty incydentu wydają się mieć poważne reperkusje. Wzrost gospodarczy – przynajmniej do pewnego stopnia – hamuje. Komunikacja lotnicza, najbardziej szkodząca środowisku, zmniejsza się. Zagraniczny handel zwalnia. Destrukcyjna turystyka i współpraca międzynarodowa stają się utrudnione. Wzmożenia nadzoru rządowego i działania policji zawsze uderzają w życie gospodarcze. Wszystko to, daje przyrodzie trochę dodatkowego czasu.

Optymizm nigdy nie był rzeczą mającą podstawy. Czy tym razem będzie inaczej?

pierwotnie opublikowano w piśmie Elonkehii 26.11.2011 r.

Pentti Linkola (ur. 1932), ekolog, ornitolog, publicysta. Związany z nurtem ekologii głębokiej.

4 komentarze

Leave a Reply