Adam Danek: "Nudny pisarz"

Wśród młodszych czytelników prawdopodobnie niewielu autorów ma tak ugruntowaną opinię pisarza-nudziarza, jak Stefan Żeromski. Lektura jego dzieł, figurujących w szkolnych programach nauczania – czyli niektórych nowel, „Syzyfowych prac”, „Ludzi bezdomnych” i „Przedwiośnia” – pozostawia w ich głowach niejasne wspomnienie o próbach zasmucenia czytającego przez twórcę opisami warunków życia ubogich warstw społeczeństwa oraz zaprzątnięcia jego uwagi rozterkami bohaterów, którzy mają trudności z odnalezieniem we własnym życiu sensu. Przesłanie całej twórczości Żeromskiego zazwyczaj zostaje sprowadzone do postulatów ogólnej wrażliwości „na drugiego człowieka” oraz wprowadzenia w Polsce nowoczesnego systemu opieki socjalnej. I w ten sposób dorobek jednego z wybitnych polskich pisarzy jest rokrocznie zarzynany pod strychulcem wymyślonym przez nie wiadomo kogo, bo pierwszy z przywołanych postulatów zakrawa na żałosny banał, a drugi zdezaktualizował się dawno temu. Kto tak postrzega pisarstwo Żeromskiego, ten wcale go nie poznał, bo poprzestał na powierzchownym odbębnieniu tych jego utworów, które niezbyt szczęśliwie (bo monotematycznie) dobrali twórcy szkolnych programów.

Ustrzec się pułapki jednostronnego spojrzenia nie przychodzi łatwo. Nawet tak błyskotliwy erudyta, jak Stanisław Cat-Mackiewicz napisał: „Żeromski był pisarzem załamania i sceptycyzmu.” Jeżeli to prawda, to też tylko w odniesieniu do ledwie kilku jego powieści: „Popiołów”, „Wiernej rzeki”, czy „Dziejów grzechu” skomponowanych jako bynajmniej nie pochwalne studium moralnej degrengolady. Tymczasem obok wymienionych istnieje zupełnie odmienny nurt w spuściźnie tego autora – i to na nim młode umysły powinny się uczyć, czym jest polska literatura. Tworzą go poematy prozą, przez samego Żeromskiego nazywane rapsodami: „Sen o szpadzie” (1906), „Nokturn” (1907), „Słowo o bandosie” (1908), „Duma o Hetmanie” (1908), a także dramat „Róża” (1909). Nie przemawia przez nie depresyjny sceptyk, lecz głęboki patriota, który wchłonął w siebie, odczuł w pełni, przeżył, przepracował w sobie wewnętrznie dzieje Polski – pasmo zmarnowanych szans, gdzie wielkości tak często podstawiały nogę anarchiczne ciągoty Polaków, egoizm, kult wolności dla miernych, konformizm i jednoczesna z nim wrogość małych ludzi do dyscypliny. I mając to wszystko przed oczyma, twórca nawołuje do narodu, by przebudził w sobie nareszcie „wolę mocy”. Gdzie leżą jej źródła? „Wielkości, gdzież twoje imię?” Dopiero ogniste zgłoski rapsodów ukazują, że Żeromski nie był niedobitkiem rodzimego „pozytywizmu”, z jego drętwą, naturalistyczną manierą literacką, lecz jednym z piór Młodej Polski, polskiego neoromantyzmu. Rapsody Żeromskiego to dzwoniąca spiżem i żelazem poezja tyrtejska, budzicielka ducha narodu; to głos lutni Mickiewiczowskiego wajdeloty albo struny słowiańskiego barda Bojana z poematów Józefa Bohdana Zaleskiego. A jako bijące serce tej poezji daje się usłyszeć myśl, że rewolucja nie może się zwrócić przeciw tradycji, lecz musi się na niej oprzeć – że rewolucja musi być rewolucją narodową. Nie przez przypadek narodowy syndykalista prof. Kazimierz Zakrzewski do ojców polskiego rewolucyjnego nacjonalizmu zaliczał trzech ludzi: polityka Józefa Piłsudskiego, filozofa Stanisława Brzozowskiego i pisarza Stefana Żeromskiego.

Istotnym wątkiem w twórczości Żeromskiego było zainteresowanie pisarza problematyką bałtycką, a osobliwie znaczeniem Pomorza dla Polski i jego zespoleniem z innymi ziemiami polskimi w ramach odrodzonego państwa. Sprawom tym poświęcił trzy swoje ważne dzieła: poematy prozą „Wisła” (1918) i „Międzymorze” (1922) oraz powieść „Wiatr od morza” (1921). Poza nimi geografia ziem polskich zagościła w jego dorobku jeszcze raz, w poemacie prozą „Puszcza jodłowa” (1925), jednym z ostatnich utworów, jakie zdążył opublikować przed śmiercią. Warto podkreślić, iż Żeromski opiewał w nich urodę i dzieje części naszego kraju rzadko dostrzeganych przez polską literaturę – Mierzei Helskiej w „Międzymorzu” czy ziemi świętokrzyskiej w „Puszczy jodłowej” – świadomie chcąc wzmocnić ich obecność jako rezerwuarów ducha narodu w zbiorowej wyobraźni Polaków. Ukazywał rodakom, że przestrzeń naszej narodowej romantyki i narodowej mistyki obejmuje nie tylko ukraińskie stepy i litewskie puszcze, ale rozciąga się także na lasy i góry Świętego Krzyża, także na bałtycki brzeg, o który tyle razy naszym przodkom przychodziło toczyć walkę z najeźdźcą.  Jednostronną dominację w micie narodowym tak zwanych błędnie „kresów wschodnich” i pomijanie w nim innych, nie mniej przecież ważnych historycznych ziem polskich odczuwał jako jego słabość, stan wymagający przezwyciężenia. Przekonaniu temu dał wyraz między innymi w artykule „Port w Gdyni” (1925), napisanym na prośbę Związku Obrony Kresów Zachodnich. Stwierdzał w nim: „Odwieczny nasz błąd: zwracanie się twarzą, piersiami, natężeniem pasji i wszystkich sił do walki i zmagania się jedynie ze Wschodem znowu toczy nasz organizm i nasze jestestwo. Wolimy nie tylko w czynie, lecz także w bezsilnych sądach i doraźnych chceniach leźć przez błota białoruskie ku starym Dzikim Polom, ażeby tam w spotkaniu z odwiecznym antagonistą, z rozpasanym nomadą, topić siły w błotach i rozpraszać je po obcym polu, zamiast zwodzić dzieło obronne, świetne, dostojne i nieśmiertelnie wzniosłe. Co najmniej połowa naszego narodu nic wciąż nie chce wiedzieć o tej furcie do morza, o porcie w Gdyni. Jeszcze cała masa ciemięgów nie odetchnęła ni razu powietrzem potęgi, które się unosi nad morzem. (…). Powiedzą mi oczywiście, że to nie sprawa i zadanie poetów: porty budować. Lecz trzeba ten port, jego obraz, jego niezbędną konieczność, jego narodowe widziadło w duszach ludzkich wykuwać, ryć w sercach, ciosać w granicie woli. Trzeba otoczyć to dzieło pospólną miłością. Trzeba je za dnia i w nocy budować wszystkimi ziemiami i całym narodem.” Żeromski należał do najwybitniejszych reprezentantów regionalizmu w polskiej literaturze. W odniesieniu do przywołanych tutaj dzieł pisarza wynalezione niedawno określenie „geopoetyka” wydaje się znacznie bardziej uzasadnione, niż w odniesieniu do niektórych przereklamowanych, żyjących dzisiaj literatów, dla których zostało ono wymyślone przez usłużnych, i też przereklamowanych, żyjących dzisiaj krytyków literackich.

Żeromskiemu przypięto etykietkę „socjalisty”. Tymczasem analiza jego rzeczywistych poglądów dowodzi, że pisarz, który w młodości należał do założonego przez Zygmunta Balickiego Związku Młodzieży Polskiej („Zetu”), był zwolennikiem solidaryzmu narodowego oraz odmiany nacjonalizmu o ludowym zabarwieniu. Być może zapłacił za to utratą najbardziej prestiżowej nagrody na świecie. W latach 1921-1924 rozpatrywano bowiem jego kandydaturę do literackiej nagrody Nobla. Kandydaturze Żeromskiego zaszkodziło jednak ukazanie się niemieckiego przekładu „Wiatru od morza”. Jak wspominał później ówczesny poseł polski w Sztokholmie, Alfred Wysocki, powieść tę, opisującą wielowiekowe zmagania Słowian, a potem Polaków o utrzymanie się na wybrzeżach Bałtyku, w Akademii Szwedzkiej „krytykowano nader surowo jako dokument antyniemieckiej propagandy”. Anders Österling, podówczas sekretarz generalny Akademii i przewodniczący Komitetu Noblowskiego, potwierdził, iż Żeromski wzbudzał w tych gremiach obawy „jako wybitnie nacjonalistyczny pisarz”. Z etykietką stereotypowego „socjalisty” kłóci się także zawarta w dziełach Żeromskiego apologia chrześcijaństwa, i to nie rozwodnionego do postaci mdłej filozofijki pomagania innym ludziom, ale chrześcijaństwa unoszącego ludzką duszę ku zjednoczeniu ze Stwórcą poprzez ascezę i mistykę. Ustęp poświęcony życiu św. Andrzeja Świerada w „Wiśle”, opisy misji i męczeństwa św. Wojciecha w „Wietrze od morza” oraz życia monastycznego świętokrzyskich benedyktynów w „Puszczy jodłowej” należą z pewnością do najpiękniejszych i najbardziej sugestywnych przykładów polskiej literatury chrześcijańskiej.

Scharakteryzowane tutaj pokrótce dzieła powinny być czytane nie tylko w szkołach – o ile szkoła ma rzeczywiście odgrywać znaczną rolę w procesie uświadamiania człowiekowi związku łączącego go z ziemią, narodem i jego tradycją. Powinno się je czytać i doceniać również w organizacjach programowo zorientowanych na rewitalizację więzi narodowej i państwowej w społeczeństwie zdewastowanym przez światopogląd liberalny. I jeszcze jedno. Młodszych czytelników, jak nadmieniono na początku, w twórczości Żeromskiego podobno szczególnie razi propagowana przez pisarza postawa społecznikowska. Otóż sprawy społeczne bynajmniej nie są aż tak nieistotne, jak mogą się wydawać licealiście, który w utworach literackich, o ile w ogóle je czyta, poszukuje tylko i wyłącznie akcji, najlepiej takiej, jak w amerykańskim filmie. Wręcz przeciwnie. Ale do tej świadomości trzeba przecież dojrzeć.

             Adam Danek

2 komentarze

Leave a Reply