Trwa eskalacja napięcia pomiędzy Syrią a Turcją. Po środowym ostrzale moździerzowym przygranicznej tureckiej miejscowości Akcakale, w którym zginęło pięć osób, strona turecka odpowiedziała ostrzałem pozycji syryjskiej armii, prawdopodobnie zabijając czterech żołnierzy.
Należy zauważyć, że szeroko rozpowszechniana przez zachodnie media – choć nie poparta żadnymi dowodami – wersja o celowym ataku Syrii na Turcję wydaje się najmniej prawdopodobna. Prowokacja ze strony zbrojnych band operujących na pograniczu turecko-syryjskim lub tragiczna w skutkach pomyłka ścigającej je armii to wiarygodne, choć nierozpowszechnione scenariusze. Syryjskie władze zachowują powściągliwość, obiecując śledztwo w sprawie i podkreślając, że pomimo iż Turcja odgrywa aktywną rolę we wzniecaniu niepokoju w Syrii, nie dążą do wojny.
Tymczasem turecki parlament przegłosował roczne dopuszczenie do operacji wojskowych poza granicami kraju. Ulice wokół parlamentu w Ankarze zostały zablokowane przez liczną demonstrację antywojenną, podczas której wznoszono hasła takie jak „Syryjczycy to nasi bracia!” i „nie chcemy wojny!”. W celu rozpędzenia manifestacji turecka policja użyła gazu łzawiącego.
Rosja zablokowała oświadczenie Rady Bezpieczeństwa ONZ potępiające syryjski rząd, w zamian proponując tekst wzywający obie strony do zredukowania napięcia na granicy oraz jak najszybszego wyjaśnienia środowego incydentu.
W podobnym tonie wypowiedziało się MSZ Iranu, podkreślając, że podobne incydenty nie mają celów innych niż zrywanie przyjaźni i braterstwa pomiędzy ościennymi krajami i eskalowanie napięcia pomiędzy państwami na poziomach regionalnym i międzynarodowym.
(Na podst. PressTV.ir, RT.com, SANA.sy oprac. M.P.)







