Polska: Będzie "lincz" na policjancie?

Prokuratura Rejonowa Łódź-Bałuty wszczęła postępowanie w sprawie użycia broni przez policjanta podczas incydentu, który miał miejsce w nocy z 6 na 7 października b.r.

Policja otrzymała wówczas informację o awanturze pod całodobowym sklepem na ul. Rydzowej, gdzie szybko skierowano funkcjonariuszy w strojach cywilnych. Przed sklepem policjanci zastali grupę młodych mężczyzn bijących i kopiących człowieka rozciągniętego na chodniku. Na widok policyjnych odznak napastnicy obrzucili funkcjonariuszy butelkami i próbowali zaatakować ich przy użyciu zrobionych naprędce „tulipanów”; jeden z nich zdołał pchnąć i uderzyć policjanta w głowę. Inny policjant ostrzegł napastników o możliwości użycia broni, po czym oddał strzał ostrzegawczy w tzw. bezpiecznym kierunku (nie mierząc do nich). Napastnicy rozbiegli się. Jeden z nich został ujęty w pościgu; jak wykazały późniejsze czynności, miał 1,5 ‰ alkoholu we krwi i był już wcześniej notowany za przestępstwa. Podczas oględzin u mężczyzny stwierdzono niegroźną ranę łydki, z której w szpitalu wydobyto odłamki metalu.

W związku z przebiegiem interwencji prokuratura ma zbadać okoliczności i sposób użycia broni przez funkcjonariusza. Podejrzewa się, że odłamki metalu mogą być fragmentami wystrzelonego przez policjanta pocisku, które trafiły rannego mężczyznę rykoszetem.

Źródło: Polska Agencja Prasowa

Komentarz Redakcji: Teraz zapewne – jak w poprzednich przypadkach – dojdzie do kolejnego medialnego linczu na policjancie za to, że należycie wypełnił swój służbowy obowiązek, stanął w obronie ludzkiego życia, a kiedy został zaatakowany przez zgraję zwykłych bandytów, ośmielił się bronić. Jeżeli sprawa rozegra się zgodnie z praktykowanym dotąd schematem, „winowajca” zostanie zapewne zwolniony ze służby (ewentualnie zmuszony do „odejścia na własne życzenie”), będzie przez kilka lat ciągany po sądach i szykanowany na inne sposoby, w tym przez podszczuwających się nawzajem pismaków i „obrońców praw człowieka”. Natomiast zachlany dres, który razem z kumplami kopał w kilku leżącego, zostanie „ofiarą”, której połamano jej „prawa człowieka” i medialnym bohaterem, opowiadającym przed kamerami o swojej martyrologii z rąk „brutalnej policji”. Aha, i jeszcze stworzony przez manipulantów od marketingu rzępoła-beztalencie (najlepiej „raper”) zarobi sporo pieniędzy na przeznaczonych dla nastoletnich przygłupów nagraniach mówiących o tym, że trzeba „j… policję”. Mogłoby to być śmieszne, gdyby nie fakt, że ta groteska rozgrywała się w naszym kraju w prawdziwym życiu już szereg razy.

Kiedy gen. Suharto drogą zamachu stanu objął władzę w Indonezji, na rozwiązanie oczekiwało w tym państwie wiele problemów. Jednym z nich była plaga rozbojów, pobić, gwałtów, a nawet morderstw, dokonywanych na ulicach miast przez włóczące się po ulicach grupy młodych mężczyzn z uboższych dzielnic (co przypomina nieco znany z polskich realiów problem dresiarzy). Suharto rozwiązał tę kwestię prosto: wyprowadził na ulice miast wojskowe patrole, które mogły otwierać do takich grupek ogień bez ostrzeżenia. Na ulicach znowu zrobiło się bezpiecznie, bo część chuliganów pozabijano, a cała reszta pochowała się w swoich norach i bała wyściubić z nich nos. Może Polsce dobrze zrobiłoby zastosowanie analogicznych rozwiązań?

Ale zanim sięgniemy po tak maksymalistyczny wariant, zrealizujmy wcześniej wariant minimalistyczny: zamiast utrudniać policjantom pełnienie obowiązków (oczywiście oczekując jednocześnie, że w razie potrzeby będą skutecznie chronić nasze tyłki), okażmy im wsparcie, choćby tylko moralne. Wyrzućmy też na śmietnik liberalną filozofię państwa, raz na zawsze. (A.D.)

Leave a Reply