Leszek Popiel: Wielka Dewolucja. Krótka historia cywilizacji Zachodu

Upadek komunizmu oznacza koniec modernizmu. Tej ery, która zaczęła się w renesansie i rozwijała się przez oświecenie do socjalizmu, od pozytywizmu do scjentyzmu, od rewolucji przemysłowej do rewolucji informatycznej. Oznacza koniec ery, w której człowiek uważał, że może wszystko objaśnić i kontrolować, jest końcem ery ideologii, doktryn, poszukiwań uniwersalnej teorii świata i klucza do dobrobytu…

Vaclav Havel na Światowym Forum Ekonomistów w Davos

 

Wielka Dewolucja

Krótka historia cywilizacji Zachodu

 

Od 250 lat ludzkość – a w każdym razie zachodnia jej gałąź – żyje pod terrorem idei Postępu.

Filozofowie Oświecenia zsekularyzowali chrześcijańską ideę czasu biegnącego nieuchronnie ku Zbawieniu, obietnicę Królestwa Niebieskiego przenieśli w doczesność.

Optymizmowi Zachodu sprzyjała historia.  Od XVIII wieku Europa przeżyła bezprecedensową ekspansję demograficzną, ekonomiczną, polityczną, intelektualną. Pod jej panowaniem znalazł się praktycznie cały świat, jej nauka rozwiązywała wciąż nowe zagadki wszechświata, jej ludność mnożyła się nieustannie ekspandując na inne kontynenty. Każde kolejne pokolenie żyło dostatniej od poprzedniego, wciąż poszerzał się zakres swobód, możliwości i aspiracji jednostki.

Jak tu nie zachłysnąć się postępem? Racjonalistyczna inżynieria społeczna z jej niezliczonymi projektami ulepszania świata święciła triumfy. Gdy jakiś projekt nie potrafił zaspokoić zagwarantowanego przez Deklarację Niepodległości „prawa do szczęścia” wymyślano kolejny, jeszcze radykalniejszy. Po liberalizmie przyszedł socjalizm krytykujący ograniczenia swego starszego brata, obiecujący zapewnić doczesne szczęście jeszcze szybciej i jeszcze pełniej. Hedonizm przeplatał się z konstruktywizmem, ludzkość śniła o podboju Wszechświata.

Apogeum tego ateistycznego chiliazmu wyznaczyć można symbolicznie na rok 1968 – wtedy od Berkeley po Pekin wierzono, że właśnie teraz następuje Koniec Historii, że ludzkość stoi u progu komunizmu – „absolutnej wolności w absolutnym dobrobycie”.

Do wyjątków należały głosy rozsądku takie jak Izajasza Berlina. Tako rzecze Berlin: „Ja nie dostrzegam stopniowego postępu. Oczywiście więcej wiedzy, szczęścia, dobroci, wolności, wydajności oznacza postęp. Niektórych z tych rzeczy mamy teraz więcej niż w innych epokach, innych mniej. Czy w dwudziestym wieku – niewątpliwie jednym z najgorszych w historii rodzaju ludzkiego – ktoś może jeszcze wierzyć w nieprzerwany postęp ludzkości? Albo w postęp w ogóle? Czy można w ogóle mówić o postępie, nie precyzując o jaką dziedzinę chodzi? Można mówić o systemie wartości, który większość ludzi na Zachodzie akceptuje obecnie, a nie akceptowała dwa tysiące lat temu; jest to postęp z punktu widzenia naszych wartości – pod pewnymi względami, a pod innymi nie. Ale ogólny ruch w jakimś określonym kierunku – nie, tego nie dostrzegam”…

Ale wszystko co ma swój początek ma swój koniec. Kilka miesięcy po Woodstock, na którym zupełnie poważnie obwieszczono początek szczęśliwej Ery Wodnika, nastąpiła orgia przemocy w Altamont. Goszystowscy studenci okupujący pod hasłem „Władza dla wyobraźni” uniwersytety Zachodu rozpełźli się po biurach, ich chińskich komilitonów spacyfikowała armia Mao. Marksistowska lewica rządziła niepodzielnie umysłami jeszcze przez dekadę – aż do rewolucji Thatcher i Reagana – ale jej postulaty bledły, szarzały, stawały się coraz bardziej umiarkowane i przyziemne. Od tej pory trwa niekończący się odwrót lewicy: trockiści dziś głoszą takie poglądy jak wczorajsi komuniści, komuniści jak socjaldemokraci, socjaldemokraci jak liberałowie – a mimo to ich wpływy topnieją. Już nie żądają „wszystkiego zaraz” ale bronią rozpaczliwie zdobyczy wywalczonych przed dekadami.

Gdy erodujący w coraz szybszym tempie komunizm wreszcie się rozsypał objawił się kolejny prorok Końca Historii – Francis Fukuyama. Tym razem tym docelowym portem ludzkości, urzeczywistnieniem Królestwa Niebieskiego na Ziemi miał być demokratyczny kapitalizm. Mało kto dostrzegł, że ów „nowy” cel jest w gruncie rzeczy otrzepanym z kurzu i naftaliny ideałem XIX-wiecznych liberałów i pozytywistów, w XX stuleciu zdetronizowanym przejściowo przez socjalizm. Ale wizja raju realizowanego w ramach New World Order była już ostrożniejsza, mniej porywająca niż u poprzedników. Miejsce wielkich utopijnych projektów zajęła swoboda trawienia: żryj i daj żreć innym! Ersatzem szczęścia stała się konsumpcja. Cywilizacja weszła w stadium gnicia – hedonizm bez Stalinowskiego konstruktywizmu, egoizm bez Nietzscheańskiego heroizmu.

Postęp zdradził swą iluzoryczność gdy okazało się, że nie potrafił spełnić swej obietnicy zapewnienia ludzkości szczęścia. Pustka powstała po śmierci Boga i Tradycji, po kompromitacji Utopii desperacko zapełniana była konsumpcją, pogonią za coraz mocniejszymi wrażeniami. Szczęście okazywało się być mirażem umykającym coraz dalej i dalej – zaspokojenie jakiejś potrzeby rodziło kolejną. Nadmiar bodźców powodował stępienie wrażliwości. Człowiek Zachodu, przejedzony do obrzydliwości, wciąż odczuwał niedosyt.

Konsumpcja jest współczesnym opium dla mas. Ale jak każdy narkotyk wymaga nieustannego zwiększania dawki. A tego nie da się czynić w nieskończoność. Kryzys ekonomiczny – największy od 1929 roku – obnażył to wyraziście. Ekonomiści zaczynają przebąkiwać, że skończył się czas, kiedy każde pokolenie cieszyło się wyższym standardem życia niż jego rodzice.

Następuje wieszczony od czasów Spenglera Der Untergang des Abendlandes. Zachód przegrywa z Azją rywalizację na polu gospodarki – a więc w dziedzinie, która była fundamentem potęgi cywilizacji zachodniej i źródłem jej atrakcyjności. Wynika to nie tylko z faktu, że Zachód, od czasów kolonializmu korzystający z nierównoprawnej wymiany handlowej, żyje na kredyt, który teraz trzeba będzie spłacać. Cywilizacja zachodnia wyczerpuje swe możliwości rozwojowe takie jak rewolucja edukacyjna, której skutkiem był bezprecedensowy postęp technologiczny ostatnich stuleci. Tymczasem w ostatnich dekadach rozwój nauki stracił impet, nowe technologie pojawiają się tylko w niektórych dziedzinach. Przełomowe wynalazki zostały rozmienione na drobne w postaci bzdurnych gadżetów. Bardzo pouczającym jest porównywanie obecnego stanu nauki i techniki z optymistycznymi prognozami sprzed 50 lat. W sytuacji, gdy kończy się rozwój gospodarczy oparty na łatwym dostępie do surowców naturalnych a świat staje w obliczu kataklizmu ekologicznego, problem ten staje się wyjątkowo palący.

Zachód umiera. Umiera w sensie zupełnie dosłownym, przechodzi zapaść demograficzną porównywalną z Italią w IV w. n.e. (zwróćmy tu uwagę na pewien efekt uboczny: starzenie się społeczeństw sprzyja postawom konserwatywnym, choć w tym przypadku oznacza to nostalgię za złotą erą welfare state). Zmiana składu etnicznego Europy i Ameryki Północnej też musi się odbić na ich obliczu kulturowym. Narastającej lawinowo fali imigracji towarzyszy pogłębianie się dekadencji tubylców. Analogie ze schyłkiem Imperium Romanum są uderzające.

Cywilizacja egipska trwała około 2500 lat. Cywilizacja śródziemnomorska (helleńsko-rzymska) około 2000 lat. Cywilizacja zachodnia trwa około 1500 lat. Szybsze tempo rozwoju przyczyniać się może do skracania żywotności cywilizacji. Koniec się zbliża.

Jakże często słyszymy: „No przecież MUSI się poprawić!”. Musi? A niby dlaczego? Większość ludzi wciąż nie potrafi sobie wyobrazić innego świata niż coraz lepszy. Wszelkie problemy uważają za „przejściowe trudności”, które niebawem zostaną przezwyciężone w niepokonanym marszu ludzkości ku Szczęściu. Są uzależnieni od idei „postępu” jak narkoman od heroiny. Nie potrafią spojrzeć prawdzie w oczy, bo ich ta straszna prawda by zabiła: Lepsze Jutro już było. Teraz może być tylko gorzej.

Tak jak socjalizm wczoraj – tak dziś liberalizm ujawnia swą bezsilność. Dziedzictwo Oświecenia z jego uroszczeniami do sterowania Wszechświatem schodzi do grobu. Cywilizacja zachodnia zwija się. Trwa Wielka Dewolucja. Czy przyniesie wymarzone przez Bierdiajewa Nowe Średniowiecze?

Leszek Popiel

Leave a Reply