Andriej Aszkierow: Dialog ze śmiercią

Od Redakcji: W pierwszą rocznicę ogłoszenia śmierci pułkownika Muammara Kaddafiego, Przywódcy Rewolucji 1. Września, solarnego bohatera Libii, który do ostatniej kropli krwi walczył za Dżamahirijję przeciwko najeźdźcom z NATO i ich najemnikom, zamieszczamy tłumaczenie wypowiedzi rosyjskiego filozofa młodego pokolenia, Andrieja Aszkierowa (ur. 1975 r.) dla telewizji portalu RUSSIA.RU sprzed roku. Andriej Aszkerow jest absolwentem Państwowego Uniwersytetu Moskiewskiego im. M. W. Łomonosowa, byłym pracownikiem naukowym Zakładu Filozofii Społecznej Instytutu Filozofii Rosyjskiej Akademii Nauk, a obecnie profesorem swojej Alma Mater, doktorem filozofii i nauk politycznych.

Kiedy film ze strasznymi kadrami zabójstwa Kaddafiego obiegł świat, wywołał u wielu żal, załamanie, płacz. Wynika pytanie: kim my właściwie jesteśmy, abyśmy mieli się litować? Kaddafi miał milion możliwości, aby się uratować i wszystkich tych możliwości poniechał.
Sztuka jego polityki polegała na nieustannym dialogu ze śmiercią. Gdy czyta się jego teksty, to najważniejszy jest w nich właśnie dialog ze śmiercią. On wybrał tę drogę, długo nią szedł. Przez całe życie i 40-letnie rządy szedł drogą heroicznej śmierci. Ta heroiczna śmierć nie oczekuje westchnień, nikt z wydających westchnienia nie ma prawa protekcjonalnie egzaltować się tą śmiercią, bo nie zbliżył się do takiego doświadczenia.

Nazywając rzeczy po imieniu należy stwierdzić, że żyjemy w „nieheroicznych czasach”. Deficyt heroizmu, który stopniowo narasta, nieoczekiwanie i wbrew wszystkiemu wypełnił Kaddafi. Przyzwyczailiśmy się do tego, że to taki „karnawałowy bohater” ze wschodniej bajki, egzotyczny cudak, że prowadząc swą grę chciał się spodobać światowej elicie. Nie zauważyliśmy, że to tylko maska, że ten dialog który prowadził, to nie dialog ze światową elitą, z którą to się wadził, to godził, a dialog z samym sobą i ze śmiercią.

Kaddafiego często porównują do Che Guevary, ale dosłownie wszyscy którzy chcą pozostać uczciwi w ocenach wizerunku Che powinni w diabły wyrzucić jego portrety i powiesić portrety Kaddafiego. Che Guevara to defetysta, nieudacznik, który nigdy nie odważył się wziąć odpowiedzialności związanej z władzą, zawsze uciekał od tej odpowiedzialności. Każda władza, każda jej forma, wzbudzała w nim lęk. Stąd odwrót do Boliwii, w której nie wiadomo czym się zajmował, a wielu utrzymuje, że handlem narkotykami. Portret Che [jest] przekreślony, a każdy kto pragnie relacji z doświadczeniem heroizmu powinien mieć relację z doświadczeniem Kaddafiego. Defetyzm Che Guevary polegał na tym, że Che sprzeciwiając się władzy nie rozumiał tego, że tym sprzeciwem pracuje na samą władzę, bo sprzeciw jest elementem władzy. On myślał, że to różne rzeczy. W tym sensie Kaddafi jest unikalny dlatego, że „od wnętrza” władzy próbował określić czym jest wolność, próbował zbudować to, co nazywamy demokracją.

Nazywają go dyktatorem. Nawet jeśli był dyktatorem, to w archaicznym znaczeniu tego słowa. Dyktator to ten, kto określa porządek prawny, to ten, który w odróżnieniu od innych jest sposobny to zrobić. Inni nie mogą, a on może nakreślić kontury politycznych i prawnych norm. W konturach nakreślonych przez Kaddafiego zawarte było maksymalne uczestnictwo polityczne, co było fatalną pomyłką, maksymalne uczestnictwo wyrażone w Dżamahirijji, bo Dżamahirijja była jego wersją republiki. Kaddafi podobnie jak Platon i Arystoteles myślał o republice, która w jego wersji była republiką mas.

Kaddafi oszukał się, pokładając nadzieję w masach. W masach nie ma niczego prócz instrumentów manipulacji, przy pomocy których tworzy się owe masy. Masy funkcjonują dopóki się nimi manipuluje. Kiedy przestaje się manipulować, jeśli w polityce, zwłaszcza w demokracji, jest chęć odejścia od manipulacji i przejście do innych form, masa natychmiast wstępuje w konflikt sama z sobą. Pozbawiona manipulacji masa od razu zaczyna być zaprzeczeniem swej własnej definicji. Kadafi nie chciał manipulować. Nic nie stało na przeszkodzie, aby zaprosić tysiące politycznych konsultantów, którzy zajęliby głowy libijskiego społeczeństwa czymkolwiek, wszystkim co byłoby konieczne dla zabezpieczenia spokoju i stabilności. Dlaczego by nie zaprosić polit-technologów, którzy uświadomiliby masom rozmiar dobrodziejstw, jakie przyniósł Kaddafi? Bezprecedensowe socjalne gwarancje, 50-procentowe dotacje do zakupu samochodów, cena nafty mniejsza niż wody, brak opłat za energię i czynsze. Tego nie było nawet w krajach realnego socjalizmu, ani w państwach zachodnich. To paradoks, że [Libijczycy] tego nie doceniali. W nadziei, że w masach jest coś więcej niż podatność na manipulacje, Kaddafi fatalnie się pomylił, błędnie myśląc, że w masach tkwi odruch samorealizacji. Czym zakończyła się dla niego ta pomyłka, wiemy, ale chciałbym podkreślić, że w żadnym wypadku nie należy się nad nim litować. Jeżeli Kaddafi był dyktatorem, to w takim sensie, że był praktykującym filozofem, który swoim dialogiem z życiem i śmiercią dał przykład innym. Takiego niesamowitego dialogu nie prowadził żaden z zachodnich liderów, co więcej – ten dialog to absolutnie filozoficzny projekt. W filozofii Platona śmierć jest sztuką, a w tekstach Kaddafiego widoczny jest element doskonalenia sztuki umierania. Kaddafi był ostatnim politykiem z heglowską wrażliwością, ostatnim Panem w heglowskim znaczeniu, Panem który umiał patrzeć śmierci w twarz. Niewolnik, wiadomo, nie różni się od Pana tym, że jest podporządkowany, ale tym, że unika śmierci, uchyla się przed nią, działa tak, jakby śmierć nie istniała. Po Kaddafim do polityki weszli już nie niewolnicy, ale niewolnicy niewolników, którzy do śmierci odnoszą się jak do czegoś, co można oglądać na ekranie telewizji. Niewolnicy niewolników myślą, że śmierć to coś, co pokazują w telewizji, że to obrazek, użyteczny produkt, który można oglądać od zewnątrz i od wewnątrz. Takie podwójne niewolnictwo widać w reakcji Hilary Clinton na wieść o śmierci Kaddafiego.

Ja, podobnie jak wielu innych, dosłownie ozdobię się zielonym sztandarem Dżamahirijji, dlatego że ten znak symbolizuje: nadzieję, heroizm i ofiarę, w naszej nieheroicznej i „bezofiarnej” epoce.

Źródła: http://tv.russia.ru/video/diskurs_12600/

http://www.youtube.com/watch?v=eCv3weDgw5M

Najlepszym komentarzem dla słów rosyjskiego filozofa będzie garść cytatów z wypowiedzi Muammara Kaddafiego z ostatnich dni jego życia:

„Pozostaję z moim narodem i gotów jestem do śmierci w mękach” – wypowiedź Kaddafiego dla radia oblężonego Bani Walid z końca września 2011 roku.

Słowa z kilku przemówień, wygłoszonych w ostatnich miesiącach życia (m. in. z budynku, który został zbombardowany przez USA w 1986 roku, gdzie zginęła jego adoptowana córka):

„Jestem gotów złożyć się w ofierze memu ludowi i nie opuszczę tej ziemi zroszonej krwią mych przodków, którzy walczyli z włoskimi i brytyjskimi kolonistami.”

„Jestem libijskim wojownikiem, który przyniósł Libijczykom chwałę. Pozostanę w Libii jako przywódca.”

„Nie jestem prezydentem, aby ustępować, jestem wodzem rewolucji. Tu są groby moich przodków. Chcecie, żeby okupowała was Ameryka, tak jak Afganistan?! (…) Jeszcze nie użyłem siły, ale to zrobię, w zgodzie z prawem międzynarodowym i libijską konstytucją. Wtedy wszystko będzie płonąć!”

„Muammar al-Kaddafi nie jest prezydentem, jest wodzem rewolucji. Nie ma nic do stracenia. Rewolucja oznacza poświęcenie do samego końca życia.”

„Nie jestem normalną osoba, którą można otruć… Albo przeciwko której zrobić przewrót. Będę walczył do ostatniej kropli krwi, z ludźmi za mną.”

Pułkownik Kaddafi dotrzymał słowa – niech  żyje Kaddafi!

Dla Xportal.pl oprac. S.C.

Leave a Reply