Dwóch młodych chłopaków, rówieśników większości z nas, prawdopodobnie najbliższe pół roku swojego życia spędzi za kratami więzienia. Ten okres najpewniej zdefiniuje ich dalszą drogę, według klucza przedstawionego ostatnio przez Limonowa: W więzieniu mądrzy mądrzeją, a najmądrzejsi stają się świętymi. Natomiast ludzie warzywa, bez charakteru, przekształcają się w żywe trupy. Sprawa ma oczywiście charakter polityczny i pokazowy, jest – jakże długo poszukiwanym! – przykładem rasizmu, nietolerancji, nawoływania do nienawiści. To nic, że sama akcja wlepkowa przeprowadzana przez związanych ze środowiskiem kibicowskim rozwoziciela pizzy i jego kolegę, pozostawianie na drzwiach mieszkań Arabów, którzy zamawiali pizzę, naklejek z napisem Go home Arab terrorists!, ma marginalny i subkulturowy wydźwięk. Przez absurdalną surowość pokazowego wyroku staje się symbolem, z którego należy wyciągnąć wnioski.
Pierwszy z nich brzmi: bądź zawsze gotów. Na uwięzienie, na bycie zdradzonym, na śmierć. Każdy podejmujący dyskurs nacjonalistyczny, każdy wychodzący na ulicę z symbolami falangi i celtyckiego krzyża powinien wiedzieć, że będzie tolerowany przez System tylko pod warunkiem pozostania na subkulturowym marginesie. Gdy narodowy rewolucjonizm zacznie opuszczać ten margines, zostanie szczodrze obsypany represjami, a gdy zacznie odnosić sukcesy, dołączą do nich także działania najzupełniej bezprawne i okrutne. Taka jest naturalna kolej rzeczy, tak było wszędzie tam, gdzie formowały się ruchy integralnie nacjonalistyczne (pouczającym lecz słabo znanym wśród polskich nacjonalistów jest zupełnie niedawny epizod tłumienia przez słowackie państwo tamtejszego ruchu narodowo-rewolucyjnego Slovenska Pospolitost). Twierdzenie inaczej jest poddawaniem się jeszcze przed podjęciem walki, optymizm jest tchórzostwem. Jeśli nacjonalizm będzie prawdziwy, to jest niepozbawiony duchowych źródeł, wyjdzie z tej konfrontacji zwycięsko, oczyści się z konformistów, pięknoduchów, pozerów. Pozostaną przy nim ci, którzy nie będą widzieli różnicy pomiędzy celą więzienną a celą klasztorną i starożytnym zwyczajem co rano będą zadawali sobie pytanie: W jaki sposób dzisiaj umrę? Ich, oczywiście, nie powstrzyma już nic.
Mając to na uwadze, nigdy nie można tracić sił na walkę w nie swojej sprawie, na bycie rozgrywanym i używanym przez siły chcące użyć nacjonalizmu by wygrać swoje partykularne interesy. Doktrynę narodowego rewolucjonizmu trzeba poznać dogłębnie, w każdym niuansie i każdym szczególe, nie pozwalając sobie na niedoinformowanie czy ignorancję. Dotyczy to także kwestii arabskiej i islamu. Przenoszenie klisz z Zachodu, wierzenie, że również w Polsce mamy do czynienia z „muzułmańską inwazją”, „islamizacją” etc. jest po prostu naiwnością. Dystans kulturowy, geograficzny i etniczny, jaki dzieli nas od (na przykład) Francji i Wielkiej Brytanii, powinien być wykorzystany do formułowania szczegółowych i wnikliwych ocen. Jednym z oczywistych spostrzeżeń jest fakt, że napływ ludności arabskiej (a także hinduskiej i afrykańskiej) do Europy Zachodniej jest pokłosiem dwóch, komplementarnych wobec siebie zjawisk: kolonializmu i kapitalizmu. Eksploatacja państw arabskich i afrykańskich przez system kapitalistyczny opiera się między innymi na drenażu ludności, sprowadzanej na Zachód w charakterze taniej siły roboczej. Jest to proces analogiczny wobec proletaryzacji europejskiej ludności wiejskiej przesiedlanej do przemysłowych ośrodków miejskich i wywołuje podobną „odpowiedź” w postaci koncepcji lewackich, sprowadzających się do walki ze skutkami, a nie przyczynami. Zatomizowane, wyrwane ze swych kultur i narodów masy cudzoziemców często zwracają się w kierunku heterodoksyjnej, uproszczonej wersji islamu salaficko-wahabickiego, „paradoksalnie” promowanego zwłaszcza przez (geo)politycznych sojuszników Stanów Zjednoczonych i Izraela na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza Arabię Saudyjską. Radykalne żądania i niemożność asymilacji islamistów wywołują reakcje „skrajnej prawicy”, która następnie atakowana jest przez „skrajną lewicę” i liberałów. A neokolonialna machina mieli w najlepsze kolejne państwa, narody i kultury. Wyjściem z tego błędnego koła jest zaakceptowanie diagnoz stawianych przez środowiska narodowo-rewolucyjne (w Europie Zachodniej zwłaszcza przez Nouvelle Droite). Po pierwsze, arabska walka ze światową hegemonią USA i Izraela, toczona zwłaszcza na Terytoriach Okupowanych Palestyny, jest tą samą walką, którą toczą narodowi rewolucjoniści na całym świecie. Ogniska arabskiego oporu przeciwko syjonistycznej okupacji stale się zmniejszają. Obecnie jesteśmy świadkami proxy war prowadzonej przez NATO przeciwko Syrii, państwie pozostającym w stanie wojny z Izraelem. Na celowniku od lat są także islamski ruch oporu Hezbollah i Islamska Republika Iranu. Są to jedni z ostatnich eksponentów integralnie rozumianego, zakorzenionego islamu oraz nacjonalistycznej (trzeciopozycyjnej) praktyki państwowej – dokładnie tego połączenia religii i świeckości, jakie postuluje narodowy rewolucjonizm. Po drugie, ruchy i formacje prezentujące się jako „judeochrześcijańskie”, „wspierające Izrael” i antyarabskie, są agentami mondializmu w „prawicowej” jego wersji, wyrosłej na rasistowskich, para-protestanckich koncepcjach żydowskich i amerykańskich. De facto akceptują liberalizm w każdym jego odcieniu, a islam atakują z pozycji antytradycyjnych i antyreligijnych. Jako tacy, są wrogami nie mniej groźnymi od ich banksterskich mocodawców czy antyfaszystowskich „lustrzanych odbić”. Po trzecie, przy zachowaniu postulatów separatyzmu rasowego i kulturowego, współpraca z lokalnymi środowiskami diaspor arabskich przeciwko wspólnemu, syjonistycznemu wrogowi jest niezbędna. Jednostronnie atakowane przez nacjonalistów zwrócą się one bowiem bądź to w stronę liberalnego „antyfaszyzmu”, bądź salaficko-wahabickiego islamizmu.
Używając tego klucza ideowego, w całej Polsce, nie tylko na Warmii i Mazurach, należy podejmować akcje zmierzające do torpedowania jednostronnej współpracy polsko-saudyjskiej (zwłaszcza, jeśli chodzi o budowanie meczetów fundowanych za petrodolary – przynajmniej dopóki w Arabii Saudyjskiej nie zaczną powstawać katolickie kościoły…) przy jednoczesnym nawiązywaniu przyjaznych stosunków z przedstawicielami diaspor z państw islamskich, które prowadzą swą walkę przeciwko globalizmowi i islamistycznym marionetkom USraela. Celem ostatecznym, którego nigdy nie wolno tracić z oczu, powinno zawsze być zniszczenie wszechliberalnego, postmodernistycznego, kapitalistycznego Systemu.
Patryk Łomień
Na zdjęciu: Pro-palestyńska demonstracja syryjskich nacjonalistów. Powiewające obok siebie flagi Syryjskiej Partii Narodowo-Społecznej, Hamasu, Palestyńskiego Dżihadu Islamskiego i Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny.
6 komentarzy