Pan Durand-Dubois, przeciętny mieszczuch francuski z parasolem i w złotych binoklach, decydujący w ustroju liberalnej demokracji o losach swego kraju, wścieka się, że nie może zrozumieć dziejów współczesnej Rosji. Dawniej był car, był walec rosyjski toczący się na Berlin i były pożyczki, które diabli wzięli. Potem przyszedł bolszewizm, „człowiek z nożem w zębach”, mordujący burżujów i opłacany przy tym przez Niemcy. Rosja, tak popularna nad Sekwaną, dla której wyrzeczono się tradycyjnej przyjaźni polskiej (polegającej zresztą tylko na sentymentalnym unoszeniu się nad dolą nieszczęśliwego, męczeńskiego narodu) przestała istnieć, zniknęła z powierzchni ziemi z wyjątkiem setek „barów rosyjskich”, otwieranych na gruncie francuskim przez emigrantów i w których wielka księżna była kelnerką (albo kelnerka podawała się za wielką księżnę). I nagle wypłynęła znowu, z niebytu ta ukochana Rosja w nowej, zdemokratyzowanej postaci. Rosja potężna, z wielką armią, dowodzoną przez marszałków, z dyplomacją, której głos waży w areopagu europejskim, z imponującym przemysłem wojennym. Rosja proponująca przymierze i z którą przymierza domagają się nie tylko komuniści i radykałowie spod znaków mera Lyonu, ale klerykałowie oraz autentyczni nacjonaliści. Rosja Sowiecka. „Nic nie rozumiem” – woła pan Durand-Dubois. – „…A jestem od tego Francuzem, aby nie wierzyć w to, czego nie rozumiem” – dodaje.
Dzisiaj pan Durand-Dubois już może zrozumieć, a więc i uwierzyć. Tak przynajmniej twierdzi znany publicysta Francis Delaisi w przedmowie do książki G. Weltera Histoire de la Russie Communiste 1917-1935, wydanej świeżo u Payota. Autor, około r. 1905 guwerner jednego z wielkich książąt, następnie w czasie wojny światowej oficer francuski w Rosji, także i następnie siedział w jakimś referacie prasowym i jako „znawca Rosji” uważał za wskazane wytłumaczyć tysiącom panów Durand-Dubois wewnętrzną ewolucję Rosji Sowieckiej, aby ułatwić im zrozumienie tych jej awantażów, które w r. 1935 doprowadziły do renesansu idei sojuszu. Nie podaje on wprawdzie faktów nowych i nieznanych; przyznajmy jednak, że fakty znane zestawia w sposób inteligentny, wywiązując się zupełnie szczęśliwie z zadania dosyć trudnego, jakie przy dzisiejszym stanie materiałów oczekuje dziejopisa rewolucji bolszewickiej i rządów sowieckich.
Pierwszą uwagą, jaka się nasuwa po przeczytaniu książki Weltera, musi być stwierdzenie żalu, że Francuz uprzedził na tym odcinku naszych pisarzy. Przecież takich „znawców Rosji”, jak b[yły] pedagog w[ielkiego] ks[ięcia] Dymitra, mamy u siebie aż za dużo, a że nie święci garnki lepią, stać by nas było na książkę przedstawiającą dzieje Sowietów w zarysie, rzecz, która by – pisana z naszych pozycji obserwacyjnych – przedstawiała poważną wartość także i dla czytelnika z krajów bardziej oddalonych od terenu rewolucji Lenina i Trockiego. Nie jedyne to z naszych zaniedbań na polach pracy umysłowej, nawet tam, gdzie dotykają one jak najaktualniejszych zagadnień. Na razie jednak może i praca Weltera dać polskiemu czytelnikowi kanwę do uwag na temat ewolucji Sowietów. Nie będzie to recenzja, dlatego mimochodem tylko można przy okazji wytknąć francuskiemu historiografowi stek błędów, jakie popełnił w kilku zaledwie zdaniach poświęconych wojnie polsko-rosyjskiej z 1920 r., gdzie naturalnie gen. Weygand ocala Warszawę przed Budionnym.
I
Dawna władza była zmurszała. Nie jedyny to przykład, że rewolucja nie dochodzi do zwycięstwa w dobie żywotności ustroju, przeciwko któremu występuje; w zdobytej Bastylii wymordowali zwycięzcy garść inwalidów. W r. 1917 sierżant Kirpicznikow z wołyńskiego pułku gwardii nie miał wielkiego trudu z wciągnięciem garnizonu stołecznego do powstania, które pociągnęło za sobą upadek tak groźnego dla świata w ciągu dwóch stuleci caratu. Wśród oficerów przeważali niewątpliwie monarchiści, ale nie odważyli się oni na przeciwstawienie się swoim żołnierzom i z zupełną biernością poddawali się szybko postępującym wypadkom. Z chwilą jednak usunięcia caratu warstwy panujące nie miały już żadnej możliwości wstrzymania rozpędzonego rewolucyjnie kraju na krawędzi przewrotu społecznego. Carat obalili żołnierze i robotnicy; któż inny mógłby wobec postępującego zamętu wziąć na siebie odpowiedzialność za losy państwa?
Logika historii, a nie przypadkowy splot okoliczności, dały władzę w państwie tej grupie politycznej, która od lat – izolowana od innych – głosiła w ślad za Marksem hegemonię polityczną klasy robotniczej i – za Blanquim – objęcie władzy przez bojowe organizacje uzbrojone. To potężne ognisko rewolucyjne, jakie stanowił w r. 1917 Petersburg, składało się z robotników wielkich fabryk, których strajk w lutym 1917 r. stanowił uwerturę rewolucji, oraz z masy uzbrojonych żołnierzy, wiedzących, że rewolucja jest ich dziełem, że należy jej „bronić” i doprowadzić ją do końca. Masa ta posiadała swoją reprezentację, ukonstytuowaną w pierwszych dniach rewolucji. Stanowił ją „sowiet”, organ „demokracji rewolucyjnej”. Sowiet był co prawda tylko wielką gadalnią, ale bolszewicy, wyzyskując i sowiet, stworzyli też inny organ, równie dobrze wyrażający wolę petersburskiego ogniska rewolucyjnego: komitet wojenno-rewolucyjny, złożony z delegatów fabryk i garnizonów, a którego zadaniem było obalenie rządu tymczasowego. Trzeba przyznać, że zadanie to nie było trudne do wykonania. Komitet powstał dnia 12 października (st[arego] st[ylu]), a o świcie 26 października upadł Pałac Zimowy. Wprawdzie masy żołnierskie nie wyszły z klasy robotniczej; stanowiły one wydartą przez wojnę z wiekowej bierności i zrewolucjonizowaną nie przez agitację „wywrotowców”, tylko przez rozkład dawnego społeczeństwa część klasy włościańskiej. Ale ta awangarda rewolucji włościańskiej oddała się pod dowództwo Lenina i Trockiego, idąc za nimi nawet przeciwko stronnictwu, które miało za sobą w danym momencie wieś – jak to wykazały wybory do konstytuanty, przeprowadzone już przy nowym rządzie w listopadzie – i którego program, wywodzący się z dawnego „narodniczestwa”, najbardziej odpowiadał włościaństwu Rosji – przeciwko eserom. Rewolucjoniści żołnierscy znaleźli, wiedzieni niezawodnym instynktem, właściwych wodzów rewolucji, jedynych, którzy mogli poprowadzić ich do walki o nową postać państwa, a zarazem zrealizować ich postulaty, wyrażające się w dwóch słowach: „pokój” i „ziemia”.
W wielkiej rewolucji francuskiej ekstremiści byli zarazem „patriotami”; wojna była wojną rewolucyjną, pacyfizm stanowił zasadę kontrrewolucyjną. Wojna z tyranami – taki był program rządu rewolucyjnego jakobinów. W r. 1917 również Marsylianka rozbrzmiewała na ulicach miast rosyjskich, ale słowa jej brzmiały anachronicznie; sytuacja wojenna nie stwarzała żadnej analogii z rewolucją jakobińską. Aksjomat powtarzany i przez p. Weltera, że żołnierze rosyjscy obalili carat za złe prowadzenie wojny i po to, aby ją doprowadzić do zwycięskiego końca, nie znajduje pokrycia w rzeczywistości. Na próżno też fantaści w rodzaju Kiereńskiego chcieli rzucić „armię ludową” na nieprzyjaciela zewnętrznego. Masy ludowe nie chciały „wojny imperialistycznej”, ale też wojna podjęta przez carat w r. 1914 była wojną imperialistyczną. Rezygnacja z imperialistycznych celów wojny – rozbicia monarchii habsburskiej i zdobycia Konstantynopola musiała pociągnąć za sobą zawarcie pokoju. Masy ludowe czuły instynktownie, że ich własnej ziemi – ziemi rosyjskiej – nie zagraża żaden nieprzyjaciel. Ta sama Rosja rewolucyjna okazała się później zdolna do prowadzenia wojny tam, gdzie interesy narodowe były istotnie zagrożone, nawet wojny zaborczej. Kryzys państwa spowodował oddzielenie się Ukrainy od Rosji po dwuwiekowej niewoli; i otóż Rosja rewolucyjna okazała się zdolna do podboju Ukrainy i do wojny z Polską o Ukrainę; bo to była dla Moskwy wojna narodowa, bo utrata zboża, węgla i żelaza ukraińskiego boleśnie godziła w rosyjskie interesy narodowe. Natomiast masy ludowe nie chciały udziału w wojnie koalicyjnej; jeśli tedy wola narodu pokrywa się z wolą mas ludowych, to Lenin i Trocki, likwidując wojnę, działali jako wykonawcy woli narodu.
Lenin i Trocki nie zrealizowali przy tym własnej doktryny wojennej; ich własny program, program lewicy Zimmerwaldu, głosił wszak przekształcenie wojny międzynarodowej w rewolucję międzynarodową. Lecz zawieranie pokoju z armią Wilhelma II nie leżało na linii rewolucji międzynarodowej, a właśnie narodowej, rosyjskiej. Logika programu „lewicy zimmerwaldzkiej” nakazywała przeciwstawianie się armii niemieckiej jako armii burżuazyjnej tak długo, dopóki by w całej Europie „wojna narodów” nie zamieniła się w „wojnę klas”. Takie było też stanowisko Bucharina w dobie poprzedzającej traktat brzesko-litewski, a lewicy s[ocjalistów] r[ewolucjonistów], zasiadającej zrazu w rządzie sowieckim, także i po tym traktacie, aż do jej upadku w następstwie nieudanego powstania w lipcu 1918 r. Zawierając pokój z Niemcami, Lenin politycznie wyrzekał się swego programu rewolucji międzynarodowej i w tym zaznaczył się po raz pierwszy antagonizm między racją stanu Rosji Sowieckiej a interesami rewolucyjnej międzynarodówki.
II
Jeśli wola pokoju odpowiadała linii narodowej rewolucji rosyjskiej, to tym bardziej odpowiadała jej wola „ziemi”, postulat dania ziemi masom chłopskim. Niewątpliwie zresztą nie tylko bolszewicy byli gotowi woli tej zadośćuczynić. Ale inne stronnictwa rewolucyjne, stojąc na gruncie demokracji parlamentarnej, chciały przeprowadzić reformę rolą przez parlament. Natomiast chłop rosyjski, który do wywłaszczania „pomieszczyków” [właścicieli majątków ziemskich – przyp. red.] zabrał się już za rządu tymczasowego, nie chciał czekać na debaty parlamentu w kwestii agrarnej; od rządu oczekiwał jedynie prostej legalizacji tej reformy rolnej, którą samorzutnie już przeprowadzał. Niewątpliwie atutem bolszewików był ich negatywny stosunek do legalizmu liberalnego, do parlamentaryzmu. Nie tylko robotnicy, ale i chłopi musieli poprzeć ten obóz i ten rząd, który w dobie rewolucji przechodził do porządku nad ciałami ustawodawczymi, zalecając action directe, doraźne rewolucyjne realizacje.
To spostrzeżenie nie rozwiązuje jeszcze w całości tajemnicy powodzenia proletariackiej, marksowskiej rewolucji w Rosji chłopskiej. W społeczeństwach zachodnich warstwa włościańska byłaby się musiała czynnie określić w stosunku do takiej rewolucji; bądź to przeciwstawić się jej w imię swych zachowawczych instynktów, bądź też wnieść do niej własne, klasowe wartości, zmuszając grupę proletariacką do kompromisów ideowych i do podziału władzy. Bolszewicy postawili równanie: włościanin = proletariusz i nie natrafili na większe sprzeciwy. W pewnych momentach zresztą, zgodnie z własną doktryną i z postulatami lewicy partyjnej, usiłowali pogłębić antagonizm klasowy w obrębie wsi, przeciwstawiając chłopom zamożnym żywioły najbiedniejsze, np. w okresie kryzysu aprowizacyjnego przeprowadzali „prodrazwierstkę”, czyli po prostu rekwizycje przy pomocy „komitetów biedoty”, złożonych zazwyczaj z najgorszych elementów wsi. Na ogół jednak trzeba stwierdzić, że bolszewicy tylko w bardzo nieznacznej części włościaństwa natrafili na czynne opory i – tutaj wybiegamy już zresztą poza wstępny okres rewolucji sowieckiej – bez większego trudu zdołali zniweczyć warstwę „kułaków”, nastawioną „burżuazyjnie” i przeciwstawiającą się postępom rewolucji proletariackiej na terenie wsi.
Asymilacja włościaństwa była możliwa tylko dzięki specyficznym stosunkom na wsi rosyjskiej. Instynkt własności, właściwy każdemu chłopu, tylko w słabym stopniu był zakorzeniony w świadomości włościanina rosyjskiego. Pozostaje to w związku z zachowaniem w Rosji starego systemu wspólnoty gminnej – „miru”, poprzez reformę Aleksandra II z r. 1861, który – jak mówi Welter – uczynił z mużyka rosyjskiego tylko „karykaturę włościanina”, nie wyposażając go w pełną, indywidualną własność roli. Reforma agrarna Stołypina z r. 1906 przyszła za późno, aby zaszczepić na wsi rosyjskiej brakujący jej instynkt własności prywatnej. Chłop rosyjski chciał przeprowadzić „czornyj peredieł”, chciał w tym celu zawładnąć ziemią wielkiej własności, ale nie dążył do ścisłego zindywidualizowania swej własności rolnej, wyłączającego przyszłe podziały; nawet grunty, które w następstwie reformy stołypinowskiej stanowiły własność indywidualną, zostały w dobie rewolucji objęte nowym podziałem, obejmującym całość ziemi w obrębie gminy; rewolucja 1917 r. przyniosła więc ogólny powrót do ustroju „miru”. Od tego ustroju do systemu „kołchozów” przejście jest nader łatwe i nie wymaga takich ostrych walk klasowych, jakich terenem musiałaby być wieś na zachodzie Europy, gdyby znalazł się rząd proletariacki, pragnący na niej usunąć prywatną własność indywidualną. Wyjątek potwierdzający regułę: na Ukrainie, gdzie struktura wsi odpowiadała zachodniej, a nie rosyjskiej, do tej pory włościaństwo znajduje się w ostrej opozycji wobec rządów sowieckich i podtrzymuje narodową sprawę oderwania tego kraju od Rosji.
III
Kwestia agrarna wskazuje, że dzięki szczególnej strukturze społecznej Rosji przewrót sowiecki, dokonany w oparciu o klasę robotniczą i o żołnierzy, nie natrafił w społeczeństwie rosyjskim na masowe antagonizmy, które by mogły usunąć nowe rządy: bolszewicy mogli się utrzymać, ponieważ zrealizowany przez nich ustrój społeczny szeroko odpowiadał potrzebom społeczeństwa rosyjskiego. Potrzebom i instynktom społeczeństwa, w którym zmysł własności był nader słabo rozwinięty, a w którym panował głód mistyki, nagromadzony przez całe generacje inteligencji XIX w., przewrażliwionej idealistycznie, ale nie umiejącej znaleźć własnej reguły życia ani określić sobie sensu istnienia. Rewolucja – pisze p. Welter – stworzyła ustrój odpowiadający mentalności narodu, który nie żąda wolności ani komfortu, ale który ma potrzebę wiary; Rosjanin, aby dobrze pracować, potrzebuje – czytamy dalej – postawienia mu celów bezinteresownych, a instynkt „wspólnościowy” (l’instinct communautaire) wspólny jednostkom społecznie czynnym, współdziałającym z bolszewizmem ze względów idealistycznych, i biernym masom, leniwym i apatycznym, znajduje w ustroju sowieckim najlepszy wyraz. Dlatego też po wojnie domowej nie było w Sowietach poważniejszych prądów opozycyjnych ani prób obalenia rządów bolszewickich. Te zaś próby, które przejawiły się w wojnie domowej, nie wychodziły od szerokich mas pozaproletariackich, które na ogół zachowały się biernie wobec wstrząsającego, krwawego konfliktu.
Jest to regułą, wyglądającą niemal na prawo socjologiczne, że po zdobyciu władzy przez rewolucję po jakimś czasie dopiero przychodzi czynna reakcja żywiołów niezadowolonych z rewolucji, które przedtem nie mogły zahamować jej rozwoju. Warstwy ci-devant [fr. „minione” – przyp. red.], które, jak podnieśliśmy, biernie zachowały się wobec upadku caratu, a nawet wobec upadku rządu tymczasowego, które następnie zachowały się równie obojętnie wobec rozpędzenia konstytuanty i wobec wewnętrznych sporów w obozie rewolucyjnym w okresie zawarcia traktatu brzeskiego, wystąpiły nagle przeciwko Sowietom w momencie, w którym rząd Lenina wobec pokoju z Niemcami miał już wolne ręce i mógł przystąpić do uregulowania stosunków wewnętrznych. Wystąpienie to wyprzedził wprawdzie o rok zamach Korniłowa, jednak zakończył się zupełnie kompromitująco dla starej armii.
Bierność wrogów nowego ładu tłumaczy się niedorzecznym ich przeświadczeniem, że rządy bolszewickie po kilku tygodniach niefortunnych eksperymentów załamią się same. Kiedy jednak okazało się, że Lenin zdołał utrzymać w swych rękach ster rządów, kiedy zawarł pokój z Niemcami, przeniósł stolicę do Moskwy i ustanowił sowiety na całym terytorium etnograficznej Rosji, oficerowie carscy rozpoczęli organizowanie armii antybolszewickiej, aby siłą zbrojną usunąć Lenina od władzy. Przeciwnicy rewolucji dysponowali przy tym terytorium zewnętrznym, a mianowicie obszarami Kozaczyzny dońskiej i kubańskiej, gdzie doszło do pierwszych walk między „białymi” i „czerwonymi”.
Ze wszystkich stronnictw politycznych rosyjskich jedno jedyne przyłączyło się systematycznie do czynnej walki z Sowietami, a mianowicie eserzy, a więc ugrupowanie demokratyczno-rewolucyjne, dla którego sojusz z b[yłą] armią carską wytworzył dziwaczną i trudną sytuację: pryncypializm tych spadkobierców ideowych dawnego rosyjskiego ruchu wolnościowego z XIX w. pociągnął ich na drogę, na której doprowadzili do całkowitego zaprzepaszczenia swej pięknej spuścizny. Niefortunne próby terroru, podjętego przez eserów po niepowodzeniu powstania ich frakcji lewicowej, mającego – jak widzieliśmy – wtrącić Rosję do wojny rewolucyjnej z Niemcami, wywołały „czerwony terror”, proklamowany 5 września 1918 r. w następstwie serii zamachów eserowskich; tak zbrodnie spłodziły zbrodnie, bo dopiero akcje eserowskie w połączeniu z organizacją „białych gwardii” nasunęły bolszewikom myśl „samoobronnego” wytępienia dawnej elity panującej. Równie absurdalny był plan powierzenia walki o „front konstytuanty” i o wolność ludu rosyjskiego obcym siłom zbrojnym, jakie stanowiły legiony czechosłowackie. Nic więc dziwnego, że akcja eserów musiała się załamać, mimo że podjęta ona została w obronie tej konstytuanty, której skład ustaliły najszersze masy włościańskie, głosujące ławą na kandydatów stronnictwa s[ocjalistów] r[ewolucjonistów]; masy włościańskie zrozumiały, że upadek Sowietów nie byłby sprowadził triumfu demokracji, a tylko dyktaturę wojskową i rychłą restaurację caratu. Choćby zresztą żywioły demokratyczne mogły się łudzić co do swoich szans w kontrrewolucji, rozproszył te złudzenia admirał Kołczak, obalając 1 grudnia 1918 r. eserowski „rząd Wszechrosji” w Omsku i obwołując się dyktatorem, uznany rychło w tym charakterze przez koalicję i przez generała Denikina, dowodzącego armią kontrrewolucyjną na froncie południowym. Masy włościańskie, mając do wyboru między rządami sowieckimi a dyktaturą wojskową, musiały się – choćby biernie – opowiedzieć po stronie Sowietów.
W heterogenicznym, pozbawionym łączności i terenowej, i co gorsza ideowej, nie mogącym ustalić ani jasnych celów, ani taktyki politycznej, ani nawet celowego współdziałania obozie kontrrewolucyjnym, poza dawnymi oficerami i nieliczną młodzieżą burżuazyjną – studentami i kadetami – brakło żywiołów o sile woli, konsekwencji i odwadze, zdolnej do opanowania olbrzymiej ojczyzny. Żywioły takie znalazły się natomiast po przeciwnej stronie, w obozie bolszewickim.
Dnia 23 lutego 1918 [r.] rząd sowiecki powołał do życia armię czerwoną, jako „socjalistyczną armię ochotniczą”. Następnie wprowadzono powszechną służbę wojskową; zanim to jednak nastąpiło, pod sztandary armii czerwonej zaciągnęło się ponad 100 tys. ochotników z łona proletariatu, zdecydowanych bić się za swoją sprawę i stanowiących niezrównaną kadrę tej „levée en masse” [fr. pobór powszechny – przyp. red.], jaką umiał w obronie rewolucji zorganizować Trocki, „Carnot i Danton Sowietów w jednej osobie”, osiągając w początkach 1921 r. cyfrę 5 milionów żołnierzy. Kiedy stara Rosja ginęła w lochach czrezwyczajki, nowa Rosja rodziła się w szeregach czerwonej armii. Nie tylko dzisiejsi „marszałkowie ZSRR” dorabiali się tam swej buławy, ale i wychowywały się masy obywateli nowej państwowości, zajmujących dziś miejsce na przeróżnych placówkach w życiu państwowym, gospodarczym i kulturalnym. Taki był mimowolny skutek dziejowy walki podjętej przeciwko rewolucji bolszewickiej przez dawną armię i przez partię eserów.
Na Zachodzie uważano długo bolszewizm za zjawisko mniej lub więcej przejściowe, które miało ustąpić miejsca zgodnej z koncepcją eserowską „trzeciej Rosji” – liberalno-demokratycznej i włościańskiej. Rozmiary przeobrażeń, jakim podległa Rosja w następstwie wojny domowej (raczej niż rewolucji październikowej), ujawniły się bowiem dopiero po szeregu lat – w państwie militarnym i nacjonalistycznym Stalina i Woroszyłowa. Ale na Zachodzie nie zdawano sobie sprawy i z przeobrażeń, jakim uległa w toku rządów i bojów ideologia partii rewolucyjnej.
IV
W swojej apologii Lenina (Pour Lenine, aneks do czwartego wydania Réflexions sur la violence) Georges Sorel pisał (było to w r. 1919, w roku zatem wojny domowej, wstrząsającej ogromnym cielskiem Rosji): „Być może bolszewicy upadną ostatecznie pod uderzeniami najemników, zwerbowanych przez plutokracje ententy; ale ideologia nowej formy państwa proletariackiego nie zginie, będzie żyć nadal, stopiona z mitami, których treści dostarczą opowieści ludowe o walce, toczonej przez republikę Sowietów przeciwko koalicji wielkich mocarstw kapitalistycznych.”
Nawet jednak i ewentualną klęskę bolszewizmu filozof francuski uważa za przejściową; sądził natomiast, że „bohaterskie wysiłki proletariuszy rosyjskich” muszą pociągnąć za sobą rekompensatę historii, podobnie jak walki legionów rzymskich dały Rzymowi imperium i zastąpiły starsze kultury zmurszałe i bezsilne przez kulturę, której uczniami jesteśmy w Europie do tej pory. I w samej rzeczy wysiłki czerwonej armii spowodowały odrodzenie imperium rosyjskiego, opartego o bazę społeczną bez porównania szerszą aniżeli carat Piotra Wielkiego, bo mającego podstawy w świadomości narodowej, rozbudzonej w masach proletariackich. „Patriotyzm sowiecki to miłość naszego ludu dla kraju, wydartego krwią i żelazem kapitalistom i obszarnikom” – według oficjalnej definicji („Prawda” z 18 marca 1935 r.); innym razem, poruszając sprawy armii, stwierdzała „Prawda”, że „obrona ojczyzny jest najwyższym prawem życia”. Te i podobne idee narodziły się w wojnie domowej, w której czerwoni mieli świadomość walki „narodowej” z przeciwnikami organizowanymi na obcym żołdzie; są one całkowicie obce pierwotnej, internacjonalistycznej ideologii ośrodka bolszewickiego na emigracji i jego wojennymi programami „lewicy zimmerwaldzkiej”. W związku z tymi faktami nasuwa się dalsza uwaga, że dzieje organizacji wewnętrznej państwa sowieckiego przedstawiają proces militaryzacji społeczeństwa sowieckiego. Wymownym wyrazem tego procesu było mianowanie ministrem oświaty w miejsce starego literata i filozofa lewicowego, Łunaczarskiego, młodego generała czerwonej armii, Bubnowa (r. 1930). Wprawdzie szkoła nie stała się koszarami, bo przeciwnie, czytamy w książce Weltera, że w Sowietach koszary stanowią raczej szkołę, ale nasz Francuz stwierdza zarazem, że młodzież sowiecką traktuje się jak żołnierzy, nie jak uczniów. Wracając zaś do koszar, wypada położyć nacisk na systematyczne współżycie społeczeństwa cywilnego z armią: robotnicy, komsomolcy, artyści i pisarze uczęszczają do koszar, aby realizować definicję Stalina: „W Związku Sowieckim lud i armia tworzą całość, stanowią jedną rodzinę.”
Jeśli klucz do rozumienia Sowietów stanowi fakt, że dzisiejsze społeczeństwo sowieckie, w którym odrodził się na szerokiej bazie społecznej imperializm narodu rosyjskiego, wyszło z czerwonej armii, to jasnym się staje, że w procesie tym nie mogły się ostać te wartości ideowe, które nie mogły się wyrazić w dramacie wojny domowej. Przepowiednia Sorela sprawdziła się tylko na punkcie doniosłości walk czerwonej armii dla dalszego rozwoju rewolucji sowieckiej; zawiodła natomiast zapowiedź przetrwania „ideologii nowych form państwowości proletariackiej”, ideologii Lenina, tak zbliżonej do sorelowskiego rewolucyjnego syndykalizmu.
Idee Lenina nie zostały zrealizowane w ZSRR, jak to zresztą podnieśliśmy na łamach „Drogi” (Przezwyciężanie marksizmu, „Droga”, 1935, nr 4). Ważność tego tematu wymaga powrotu do tej myśli. Otóż stwierdziliśmy (str. 319 i n.), że „w Moskwie nie objęły władzy sowiety, jako nowa zasada polityczna rewolucyjnego proletariatu, jako samorząd wytwórców, skupionych w radach robotniczych. Władzę tę objęła kompartia…” Nowe państwo, pojmowane jako związek rad robotniczych, pozostało tylko zewnętrznym, formalnym wyrazem nowego ładu. Organizacja partyjna, odrywająca się od proletariatu i zamieniająca dyktaturę proletariatu w dyktaturę nad proletariatem stała się „… istotnym czynnikiem nowego okresu dziejowego”. Obieralność i usuwalność rządzących delegatów proletariatu przez proletariat – wywodziliśmy dalej – ustąpiła miejsca mianowaniu i odwoływaniu ich przez rządzącą grupę monopartyjną: kontrola partyjna zastąpiła kontrolę rządu przez robotników. Tak dokonało się oderwanie rządu od proletariatu, jego przejście w ręce nowej biurokracji.
Należałoby jeszcze ująć ten proces historyczny, wyjaśnić warunki, w jakich się on dokonał. Wyjść przy tym trzeba z chaosu, w jakim znajdowała się Rosja po zamachu październikowym. Zniknęły wszystkie dawne autorytety publiczne, a miejsce ich zajęły sowiety, posiadające teoretycznie pełnię władzy, zgodnie z rewolucyjnym hasłem „wsia włast’ sowietam”. Ale właśnie realizacja tego hasła wytworzyła, jak podnosi p. Welter, zupełny chaos prawny: wszędzie bowiem sowiety działały na własną rękę, wydając akty prawne à tort et à travers [fr. „źle i sprzecznie” – przyp. red.], bo nic nie ograniczało ich kompetencji. Organizację systemu sowieckiego przyniosła dopiero nowa konstytucja z dnia 10 lipca 1918 r., określając sposób powoływania „rządu robotniczo-włościańskiego”, jako emanacji kongresu sowietów. W konstytucji ograniczono prawnie wszechwładzę sowietów lokalnych. Ograniczanie jej faktyczne poszło zresztą według opinii Weltera tym łatwiej, że cała dotychczasowa działalność sowietów, tego podstawowego organu nowej idei państwowej, była czysto werbalna; rewolucyjna Rosja używała i nadużyła wolności słowa: rządowi przyszło bez trudu „zamknięcie kurków wyczerpującej się retoryki”.
Wobec jednak praktycznego bankructwa rad robotniczych, które okazały się tylko jeszcze jedną gadalnią, tym większa rola przypadła w udziale partii i administracji partyjnej. W pierwszym okresie rządów bolszewickich kadr personelu administracji dostarczyli nie delegaci robotników, tylko Żydzi, oddani ślepo władzom rewolucyjnym i spełniający bez skrupułów wszystkie powierzone im funkcje. W ten sposób Żydzi spełnili w Rosji rolę czynnika konserwacji społecznej, który ją uchronił przed anarchią (Welter); czynnik ten stworzył zarazem podstawy pod powstanie nowej klasy biurokratycznej, którą następnie, po zakończeniu wojny domowej, przeniknęły elementy wychowane przez czerwoną armię.
Dopóki potężny mózg Lenina kierował partią i rządem, to odchylenie praktyczne od założeń ideowych nowego ustroju nie budziło zastrzeżeń i obaw i można przyjąć, iż mózg ten i ta wola prowadziły Rosję konsekwentnie, choć okólną drogą do systemu samorządów robotniczych, teoretycznie określonego zwłaszcza w klasycznie marksistowskiej rozprawie Państwo i rewolucja. Lecz od końca 1921 r. postępująca choroba Lenina złamała siły wodza rewolucji; od marca 1923 r. sparaliżowany Lenin nie mógł już ani mówić, ani pisać. W niespełna rok później nie żył. Na placu pozostawały te siły, które wyprowadziły pod jego wodzą kraj z chaosu: biurokracja partyjna i armia czerwona. Nie pozostały natomiast na placu kadry robotnicze, zdolne do walki – przez sowiety czy przez związki zawodowe – o własną misję dziejową, o samorząd proletariatu w państwie rewolucji proletariackiej.
V
„Leninizm” stanowi po dzień dzisiejszy oficjalną religię państwową ZSRR. Sam Stalin, który co prawda wbrew woli Lenina osiągnął władzę przy łożu konającego poprzednika, jest autorem książki pt. Podstawy leninizmu. Leninizm to ideologia, podczas gdy „stalinizm” to tylko pewien system państwowy, pewna praktyka. Ale ta praktyka żyje, oparta o założenie „socjalizmu w jednym kraju”, rozwinęła się w zamknięty, całkowity system komunizmu narodowo-państwowego, połączonego z politycznym i gospodarczym, a w razie potrzeby i zbrojnym imperializmem nowej Rosji. Natomiast klasa panująca w ZSRR nie zdołała utrzymać żywej treści ideowej zmarłego wodza.
Świadczy o tym sam fakt zaciekłych dyskusji wewnętrznych na forum partyjnym w przełomowych latach walki Stalina z grupami opozycyjnymi, w których zamierała rewolucja Lenina i krystalizowało się państwo Stalina… może raczej Stalina i Woroszyłowa. W walkach tych wszystkie uczestniczące grupy powoływały się ustawicznie na pisma i mowy Lenina, dając tym świadectwo rozpiętości interpretacyjnych „leninizmu”.
Czyj jednak „leninizm” był prawdziwy i wierny? Która z grup „epigonów” występowała w obronie sowietów jako nowej zasady politycznej, zastępującej dawny aparat państwowy pełnym samorządem grup robotniczych?
Na to pytania odpowiedź byłaby może przedwczesna. Trocki jako organizator „komunizmu lewicowego” bronił przede wszystkim myśli internacjonalistycznej, wywodzącej się z emigracji, z czasów „lewicy zimmerwaldzkiej”. Walczył o koncepcję światowej, międzynarodowej rewolucji przeciwko idei „socjalizmu w jednym kraju”. I on przy tym, i grupa Zinowiewa, z którą się związał, poczynając od pocz. 1926 r., zwalczają politykę gospodarczą stanowiącą kontynuację, a może tylko deformację leninowskiego „NEP’a”; domagają się szybszej realizacji kolektywizmu przemysłowego i agrarnego. Te postulaty rząd sowiecki spełnił, przeprowadzając „piatiletkę” (po r. 1927) i socjalizację wsi (po r. 1929); zrealizował więc program grupy opozycyjnej, likwidując ją przy tym niemiłosiernie.
Zagadnienia wewnętrznego ustroju politycznego nie zostały poddane rewizji w toku tych walk. Lecz grupy opozycyjne wysuwały szereg razy hasło „demokratyzacji partii”, walczyły z „biurokracją partyjną”, gromiły „termidor” stalinowski. Były to hasła taktyczne. Odpowiadały one jednak dążeniom robotników. Trocki w walkach ze Stalinem opierał się na „opozycji robotniczej”, która rościła sobie prawo najwierniejszego reprezentowania nastrojów mas robotniczych w okresie poprzedzającym entuzjazm „piatiletki”.
Lecz opozycja, mając za sobą robotników, nie mogła opanować aparatu partyjnego nazbyt zbiurokratyzowanego i ponosiła porażki na wszystkich kongresach partyjnych. „Carnot i Danton” rewolucji rosyjskiej nie mógł zastąpić jej zgasłego Robespierre’a. Nie Trocki, twórca armii czerwonej i organizator jej zwycięstw, tylko Stalin reprezentował najlepiej te wartości, które się wyraziły w procesie militaryzacji społeczeństwa sowieckiego. Przeciwko Trockiemu przemawiała cała jego przeszłość przed r. 1917. Sam Lenin, który w tzw. testamencie domagał się usunięcia Stalina, w tym samym dokumencie stwierdził, że „niebolszewicka przeszłość Trockiego nie jest przypadkowa”. Toteż Trocki nie mógł uchronić zwycięskiej rewolucji rosyjskiej przed termidorem.
Siła rozpędowa rewolucji była zresztą tak znaczna, że „termidor” przyszedł dopiero po realizacji rewolucyjnego programu gospodarczego opozycji lewicowej przez biurokrację, skupioną dokoła monopartii i dyktatury Stalina. Dopiero w r. 1933 pojawiają się objawy „zmęczenia ideowego” warstwy rządzącej: „druga piatiletka”, obejmująca serię lat do r. 1937, załamała się i rząd uznał konieczność zejścia z drogi, na której poprzednio osiągnął tak wielkie sukcesy. W ślad za tym uległa rewizji także i agrarna polityka rządu; rząd Stalina wchodzi na drogę pozyskiwania sobie mas włościańskich. Następnie rząd ten zapowiada reformy polityczne, które mają zbliżyć ZSRR do państw liberalno-demokratycznych; miejsce kongresu sowietów i jego stałej emanacji, „CIK’a” [Centralnego Komitetu Wykonawczego – przyp. red.], ma zająć parlament powoływany w drodze wyborów. Zacierają się granice demarkacyjne między elitą bolszewicką z okresu wojny domowej a szerokimi masami „bezpartyjnych”; najpierw Stalin waloryzuje w życiu wewnętrznym „speców”, tj. inteligencję pochodzenia przeważnie burżuazyjnego, a następnie przekreśla różnicę między „partyjcami” a „bezpartyjnymi”, a zarazem rozwiązuje „Związek starych bolszewików”, usiłujący utrzymać niedobitków doby rewolucyjnej i stare tradycje partyjne. Reakcję przeciwko tym przemianom, która wyraziła się w zamordowaniu Kirowa, rządzącego w Leningradzie, dyktatura tłumi w sposób drakoński, po raz pierwszy przeprowadzając egzekucje w szeregach partyjnych.
Tworzy się nowa „burżuazja”, składająca się z urzędników ministerstw („komisariatów ludowych”), naczelników trustów przemysłowych i handlowych, dyrektorów fabryk i sklepów, inżynierów i „speców”, oficerów czerwonej armii (Welter). W ostatnich miesiącach termidor sowiecki afirmuje się na całej linii.
VI
W mauzoleum moskiewskim zabalsamowane zwłoki Lenina są przedmiotem masowego kultu. Ale duch Lenina należy do przeszłości. „Bolszewicy stali się jakobinami” (pisze p. Welter). Ta definicja miła jest zapewne dla czytelnika francuskiego. Ale jest z gruntu fałszywa. Sam autor książki, która zasugerowała nasze roztrząsania, przeczy sobie na każdym kroku, zestawiając system Stalina z systemami Hitlera i Mussoliniego. Jego definicji przeciwstawmy więc naszą: bolszewicy stali się faszystami.
Idee Lenina, idee zniesienia rządu politycznego i zastąpienia go przez samorząd swobodnych wytwórców, żyją i są żywotne, ale nie w ZSRR – żyją na Zachodzie w środowiskach proletariackich. W razie rozpadnięcia się systemów faszystowskich idee te będą może jeszcze organizowały Europę.
Ale nie przyjdą one z Sowietów. Dogasa pewien mit, który tak długo utrzymywał się na Zachodzie: że z Sowietów wyjdzie nowe prawo i nowy ład, które będą powszechne. Inne rewolucje narodowe będą jeszcze musiały tworzyć nowe prawo i nowy ład.
Źródło: Kazimierz Zakrzewski, Rewolucja Lenina i państwo Stalina, „Droga”, 1935, nr 12, s. 1005-1017. (Pisownię uwspółcześniono. Opracował A. D.).








4 komentarze