Wojciech Wasiutyński: Polityka narodku a polityka narodowa

Od Redakcji: Pozostając w klimacie refleksji związanych z dniem 11 listopada, przypominamy Państwu przedwojenny artykuł falangisty Wojciecha Wasiutyńskiego. Autor m.in. podkreśla w nim z jednej strony konieczność uzyskania przez państwo polskie suwerenności ideologicznej względem Zachodu, z drugiej zaś negatywne konsekwencje jej braku, którego przejawem jest przeszczepianie modnej cudzoziemszczyzny do życia państwowego własnego kraju. (A.D.)

(…)

Po wygranej wojnie Francja starała się na wschód od Niemiec stworzyć swój system Europy Środkowej. W skład tego systemu wchodziły: Polska, Czechosłowacja, Rumunia i Jugosławia. Państwa te były z Francją związane sojuszami wojskowymi i były pomyślane jako podporządkowane kierownictwu Trzeciej Republiki. Niektórzy Polacy gorszyli się, że Francja, która popierała nas po wojnie we wszelkich sporach z Niemcami, przeciw nam popierała Czechosłowację i inne mniejsze państwa swego systemu. Nie ma tu powodu do zgorszenia: Francja działała tak w myśl swego istotnego interesu, który nakazywał jej tworzenie państw dość silnych, aby stanowiły trwały fundament systemu europejskiego, nie dość silnych jednak na to, by się mogły wyłamać z tego systemu.

Przechodzę do rzeczy ważniejszej. Cały system francuski nic nie byłby wart, gdyby się opierał tylko na sojuszach, tylko na wspólności interesów państwowych. Sojusze zawsze można zmienić, interesy ułożyć inaczej. Dlatego w świecie wartość przedstawiają tylko te systemy, które są oparte na głębszej, trwalszej jedności, na związku narodów, nie tylko państw, na wspólnej idei. Tą ideą była idea rewolucji francuskiej, zasady humanitaryzmu i liberalizmu, ustrój demokratyczno-parlamentarny.

Wszystkie nowe państwa, na których oparła się Francja, powstały w myśl tej idei i tych haseł. Wszystkie były z ducha francuskiego.

W Polsce roku 1919 wszystkie partie były liberalno-demokratyczne. Na lewicy była reformistyczna i parlamentarna PPS, na prawicy na sposób francuski zorganizowany, szeroki, głównie właśnie frankofilstwem, a nie innymi zasadami złączony, liberalno-demokratyczny Związek Ludowo-Narodowy. W środku było najbardziej może polskie z typu Stronnictwo Ludowe, ale i w tym prymitywie główną rolę polityczną grała grupa w kulcie rewolucji francuskiej wychowanej radykalnej inteligencji. Ten stan ideowy miał swój odpowiednik organizacyjny. Były nim loże wolnomularskie, nieliczne co prawda, ale ruchliwe, z Francji czerpiące inspiracje. Na lewicy posiadały one wpływy dominujące, a i prawica nie była od nich wolna.

Tak było w Polsce. Jeszcze wyraźniej było w Czechosłowacji. Katoliccy Słowacy i Rusini nie liczyli się. Partie czeskie wszystkie były liberalno-demokratyczne, wszystkie żyjące francuską kulturą polityczną i kierowane przez związaną z Francją masonerię.

W Rumunii już nie tylko panowała francuska kultura polityczna, ale nawet francuski język wśród inteligencji. Osią systemu byli liberałowie, ekspozytura frankofilskiej lub zgoła francuskiej masonerii.

W Jugosławii, podobnie jak w Czechosłowacji, katoliccy Chorwaci i Słoweńcy pozostali bez wpływu na rządy. Rządzili serbscy demokraci i radykałowie, janczarowie paryskiego Wielkiego Wschodu.

Gdyby francuski system Europy Środkowej powstał o sto lat wcześniej, byłby trwały. Wówczas bowiem idea liberalizmu i humanitaryzmu była świeża i zdobywcza. W roku 1919 przekroczyła już swoje apogeum, już zmierzała do uwiądu. Już wówczas idea marksizmu przeorywała krwawo Rosję, rozpalała Węgry i Niemcy, a równocześnie już wtedy we Włoszech i Niemczech rodziły się ruchy narodowe, ba, nawet w Polsce powracający z frontu młodzi chłopcy stawali się zarzewiem nowoczesnego ruchu narodowego. Słabość idei rewolucji francuskiej stała się źródłem słabości francuskiego systemu. Zamieranie siły tej idei stało się przyczyną zamierania siły wewnętrznej Francji, przyczyną zamierania siły francuskich wpływów w Europie Środkowej i francuskiego systemu politycznego.

Polska z tego systemu już wyszła i tego nie ma sposobu zataić. Utrzymanie sojuszu wojskowego z Francją będzie zawsze pożyteczne – powrót do systemu francuskiego jest niemożliwy.

Odbudowywanie lub podtrzymywanie owego systemu francuskiego to właśnie jest frankofilstwo, praca dla Francji jako szerszej ideowej ojczyzny, to jest brak własnej koncepcji dziejowej, rola narodku, nie narodu.

Polityczna kultura polska nie zrodziła się z rewolucji francuskiej. Nasz typ cywilizacyjny nie leży na linii Montesquieu – Rousseau – Robespierre – Bonaparte – Jaurès – Briand.

Leżąc między rasistowsko-pogańskimi Niemcami a marksistowsko-azjatycką Rosją, czujemy swoją odrębność, ale boimy się jej nazwać i nie umiemy wyciągnąć z niej konsekwencji. A przecież my, jedni z niewielu w świecie, a jedyni w Europie północnej, wschodniej i środkowej, reprezentujemy cywilizację wielkiego narodu chrześcijańskiego, cywilizację idealistyczną. Dlatego źle nam było w ustroju francuskim, dlatego źle nam jest w obecnym, eklektycznie obcym, bo żaden z nich nie jest zgodny z naszym typem cywilizacji. Naszym zadaniem jest tej cywilizacji dać wyraz ustrojowy, otrzymać siłę, jaką daje narodowi reprezentowanie idei uniwersalistycznej i w myśl tej idei urządzić Europę Środkową.

Na kim mamy tę budowę oprzeć: na katolickich Słowakach, Węgrach, Chorwatach, czy na masońskich Czechach, Rumunach, Serbach? Komu dopomagać do zwycięstwa w Litwie, Rumunii, Niemczech, wśród Ukraińców?

Zastanów się nad tym, czytelniku, pomyśl i męcz się tak tymi problemami, jak ja się męczę. A przez nasze wysiłki powstanie może polski plan urządzenia Europy, plan godny narodu, nie narodku.

Źródło: Wojciech Wasiutyński, Z czym do gości, „Prosto z Mostu”, 1936, nr 15-16, s. 12. (Pisownię uwspółcześniono. Tytuł na początku i opuszczenie pochodzą od Redakcji Xportalu.).

Opracował A.D.

Leave a Reply