Powtarzają się wezwania do interwencji humanitarnej w Syrii. Miałaby ona położyć kres cierpieniu mieszkańców kraju doświadczanych od 2011 r. przez konflikt władz ze zbrojną opozycją. Odpowiedzialnością za walki obarczane są – słusznie lub nie – obecne władze Syrii.
Wspomniana misja zakłada obalenie obecnych władz. Prawdopodobnie rozpoczęła się ona w sposób pośredni już kilka miesięcy temu, kiedy rebelianci zostali uzbrojeni a na teren konfliktu dostali się obcy agenci i wojskowi. Jednak bezpośrednie użycie siły na terytorium innego kraju bez zgody kompetentnych władz byłoby zaprzeczeniem zasad suwerenności państwa wpisanych w Kratę Narodów Zjednoczonych. Użycie siły w stosunkach międzypaństwowych jest zakazane za wyjątkiem obrony bądź akcji międzynarodowej po decyzji Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości potępił wsparcie wojskowe jakie przekazała administracja Reagana nikaraguańskim contras walącym o obalenie rządu sandinistów w 1986 r. Trybunał w swym orzeczeniu podkreślił, że wspomniane wsparcie nie miało na celu zapewnienia poszanowania praw człowieka, chociaż Waszyngton oskarżał sandinistów o ich łamanie.
Te przeszkody prawne nie zapobiegły jednak jednostronnym działaniom zbrojnym oficjalnie wypływającym z przesłanek altruistycznych. Jako przykłady można podać bombardowania byłej Jugosławii w 1999 r. i inwazję na Irak w 2003 r. Najnowszym przykładem jest to co stało się w Libii w 2011 r. Część państw przyznała, że wydarzenia w Libii zaszły o wiele dalej niż przewidywały to założenia rezolucji nr 1973 wydanej przez Radę Bezpieczeństwa ONZ.
Jako usprawiedliwienie tego typu interwencji podawane są normy wyższego rzędu: obowiązek obrony życia mieszkańców danego terenu przed zagrożeniem. Zasada ta jednak zależy jedynie od dobrej woli interweniującego. Skąd mamy wiedzieć, że atakujący nie stosuje przemocy wobec innego państwa i jego obywateli? Historia jest pełna „sprawiedliwych” wojen które kończyły się fatalnie dla dotkniętych nimi ludzi. Wybitny prawnik Emer de Vattel w 1758 r. Potępił ujarzmienie Indian amerykańskich przez konkwistadorów. Także ten podbój dokonywany był pod pretekstem uwolnienia ich od tyranów.
Eksperci zawsze poszukują precedensu który ukazywałby, że mocarstwo interweniujące przeprowadziło interwencję bez zarzutu. Przez długi czas, za przykład takiego działania uznawano mającą miejsce w 1860 r. ekspedycję do Syrii – ówczesnej prowincji Imperium Osmańskiego (obejmującej także dzisiejszy Liban). Między majem a sierpniem 1860 r. około 20 tysięcy ludzi, w większości chrześcijan zostało zmasakrowanych w Damaszku i górach Libanu w wyniku starć międzyplemiennych. Gdy wieść o tym dotarła do Europy, wstrząsnęła opinią publiczną. Władze tureckie oskarżono o sprzyjanie nadużyciom dokonywanym przez Druzów w Libanie i zbrojnym bandom w Damaszku.
Napoleon III zadecydował o wysłaniu liczącego 6 tysięcy żołnierzy korpusu ekspedycyjnego, który zakończyłby „rzeź”. Decyzji przyklasnęły inne państwa Europy. Francuscy żołnierze pozostali w prowincji przez rok. Kiedy na zajęte tereny powrócił spokój i zreorganizowano administrację, żołnierze wrócili do kraju. Do dzisiaj wielu prawników sprzeciwiających się idei „interwencji humanitarnej” uznaje działania Francji w 1860 r. za jedyną „prawdziwą” interwencję humanitarną w XIX w.
Jednak jeśli przyjrzymy się bliżej omawianym wydarzeniom, zobaczymy, że konflikty jakie wybuchły miedzy różnymi społecznościami w 1860 r. były również napędzane przez praktykowany przez mocarstwa europejskie względem lokalnych mniejszości system „klientelizmu”. Trzeba też wspomnieć, że gra toczyła się o wielką stawkę. Był nią nowy podział ziem chylącego się ku upadkowi Imperium osmańskiego. Syria znajdowała się na strategicznie ważnym szlaku do Indii – klejnotu Imperium Brytyjskiego. Francja nie ukrywała zainteresowania jej terenami obfitującymi w możliwości handlowe. Rosja od dłuższego czasu usiłowała rozszerzyć swe południowe granice. Dla osiągnięcia swoich celów każde z mocarstw oparło się na wykorzystywaniu lokalnej wspólnoty: Francuzi występowali jako protektorzy katolików, Rosjanie jako obrońcy prawosławnych, zaś Wielka Brytania sponsorował Druzów.
W czasach które nastąpiły po interwencji, Francja rozszerzyła swoje wpływy ekonomiczne w Libanie do tego stopnia, że w 1914 r. ok. połowy Libańczyków w wieku produkcyjnym pracowało przy wytwarzaniu jedwabiu dla Francji. Kiedy francuski przemysł zdecydował się na rezygnację z usług libańskich dostawców, przepadł cały sektor gospodarki, a pracownicy stracili materialne podstawy egzystencji.
Rok później w 1915 r. połączone floty Francji i Wielkiej Brytanii przeprowadziły morską blokadę wybrzeży syryjskich, uniemożliwiając dostarczenie żywności do regionu zależnego od importu zbóż. Celem było popchnięcie prowincji z przewagą ludności arabskiej do buntu przeciw władzom w Stambule – sojusznikom Niemiec. Blokada spowodowała bezprecedensowy głód: w centralnym i północnym Libanie zmarło ok. 200 tysięcy osób, w pozostałej części Syrii dalsze 300 tysięcy.
Już w 1840 r. François Guizot, były ambasador francuski w Londynie podsumował założenia geopolityczne dominujące na dworach europejskich, które według niego opierały się na polityce brytyjskiego ministra spraw zagranicznych Lorda Palmerstona: „Tam, w głębi każdej doliny i na każdym szczycie gór Libanu mieszkają mężczyźni, kobiety i dzieci którzy kochają się i pragną żyć w pokoju i którzy jutro zostaną zmasakrowani, bo Lord Palmerston jadąc pociągiem z Londynu do Southampton powiedział do siebie Syria musi powstać. Potrzebne mi powstanie w Syrii. Jeśli Syria się nie zbuntuje, wyjdę na głupca.”
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Źródło: Voltaire Network







