Matthew R. Johnson: Nacjonalizm socjalny. Myśl polityczna Aleksandra Łukaszenki

Wychodzimy od tego, że mentalność, tradycje i sposób życia ludzi nie mogą być z dnia na dzień zmienione. Ale czy w ogóle muszą być zmienione? Nie jest możliwe rzucenie nieprzygotowanych ludzi w rynkową otchłań. (Aleksander Łukaszenka, 2002)

Po raz kolejny poczuliśmy się częścią świętej całości, której na imię naród Białorusi. Upewniliśmy się, że w naszym kraju tworzy się zdrowy naród. Zdrowy nie tylko fizycznie, lecz również duchowo. (Aleksander Łukaszenka, 2009)

*

Aleksander Łukaszenka jest dziś prawdopodobnie najbardziej oczernianym politykiem świata. Przyczyny tego stanu nietrudno odkryć. Łukaszenka jest atakowany nie ze względu na swoją rzekomą „tyranię”, ale ze względu na swój sukces. Prawdę powiedziawszy, Białoruś ma więcej ważnych partii opozycyjnych niż USA, ma również prasę będącą częściowo w rękach państwa, ale istnieje też wiele legalnych gazet opozycyjnych, częściowo finansowanych przez USA i Unię Europejską. Niemniej jednak, jego sukces nie opiera się na tym.

Łukaszenka stał się ofiarą, gdyż dowiódł ekonomicznego sukcesu modelu socjalno-nacjonalistycznego, lub tego co nazywa „społeczną gospodarką rynkową”, jako opozycji do libertariańskiego kapitalizmu. Bez wątpienia ten model jest silnie skojarzony z narodem, jest generalnie prorosyjski i spogląda raczej na Wschód, niż na śmiertelnie chory Zachód w poszukiwaniu swojej przyszłości ekonomicznej. Białoruś była jednym z najbardziej istotnych elementów byłego Związku Sowieckiego. Jest krajem ludzi bardzo dobrze wykształconych, wyspecjalizowanym w elektronice, transporcie i rafinacji paliw. To czyni ją posiadającym wysokie znaczenie strategiczne i groźnym dla upadającego Zachodu krajem.

Białoruś to terra incognita dla większości Amerykanów, nawet tych którzy uważają się za „ekspertów” od stosunków międzynarodowych. Dlatego też nie dziwi fakt, że zachodnie elity, w tym były kandydat na prezydenta USA John McCain, uczyniły atakowanie Białorusi głównym aspektem swojej działalności politycznej (tutaj[i] „The Weekly Standard” rozpływa się nad ekonomistą w stylu Ayn Rand, który chce zostać prezydentem Białorusi; tutaj[ii] Michele Brand w „Counterpunch” wyjaśnia przyczyny zachodniego szturmu na Białoruś). Kraj ten jest wielkości stanu Kansas, z niewielką diasporą w Ameryce. Wydaje się, że jedynym racjonalnym powodem nieustających ataków na ten mały kraj jest to, że służą one za środek ataków na Rosję – najlepszy przykład „czarnego luda” neokonów. Rosyjska edukacja, technologia gazu i paliw, placówki naukowe i zasoby naturalne mogą być jedyną racjonalną przyczyną tej kanonady ataków retorycznych. Fakt, że Rosja i Białoruś przeżywają znaczny wzrost ekonomiczny i powiększają swój kapitał finansowy, podczas gdy Zachód wydaje się być na zawsze pogrążony w długach i upadku społecznym musi zawstydzać amerykańskich „wolnorynkowych konserwatystów”.

Ostatnio McCain usiłował udowodnić ekonomiczny podtekst swoich częstych tyrad potępiających Białoruś podczas ostatniej podróży do krajów nadbałtyckich. „Doceniamy krok naprzód który wykonała Unia Europejska wydając zakaz wizowy, ale naszym zdaniem należy pójść dalej, do sankcji ekonomicznych na przedsiębiorstwa energetyczne na Białorusi, które zasilają pieniędzmi reżim zniewalający swoją własną ludność”. W rzeczywistości, kiedy w działalności politycznej McCaina pojawia się jakakolwiek dłuższa dyskusja o Białorusi, w tle zwykle kryją się zasoby energetyczne. McCain otrzymał dziesiątki milionów od koncernów  paliwowych z Ameryki, Izraela, Holandii i Wielkiej Brytanii, i obstaje przy tej dziwnej obsesji co najmniej z powodów finansowych.

Wybrany w 1994 roku Łukaszenka ma wskaźniki popularności o jakich zachodni politycy mogliby jedynie pomarzyć. Od 1994 roku białoruski spektakularny wzrost ekonomiczny, dywersyfikacja, nadwyżka w handlu i niskie bezrobocie podtrzymują wskaźniki popularności prezydenta na bardzo wysokim poziomie, zwykle oscylującym w granicach 60-70%. Ostatnio londyński TNS-Global Research Organisation ankietował 10 000 Białorusinów na temat ich prezydenta. Ukazało to Łukaszenkę pod koniec 2010 r. z solidnym wskaźnikiem popularności prawie 75%. Dlatego też zarzuty o sfałszowaniu wyborów są nonsensowne. Co więcej, opozycja jest bardzo podzielona, nieskuteczna i pełna wątpliwości co do swoich celów.

Co jest podstawą jego popularności? Jest nią przeczucie, że Białoruś potrzebuje polityki gospodarczej służącej interesom narodowym. Gdy gospodarki Rosji i Ukrainy były z poparciem Departamentu Stanu USA, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Uniwersytetu Harvardzkiego dewastowane i wyprowadzane z kraju przez oligarchów na początku lat 90., Białoruś wstrzymała swój program prywatyzacyjny. MFW został poproszony o opuszczenie kraju, i od tego czasu Łukaszenka jest nazywany „ostatnim dyktatorem Europy”. Nie przypadkowo większość jego amerykańskich przeciwników wywodzi się z Uniwersytetu Harvardzkiego, szczególnie z wydziału prawa, w tym Jarik Krijowi, który jednocześnie pracował w Radio Liberty, którego właścicielem jest Soros, i dla Banku Światowego. Jego CV kryje w sobie pracę dla „prywatnych klientów”, których nie chce ujawnić. Elita władzy żąda głowy Łukaszenki podczas gdy on staje się coraz popularniejszy wśród ludu.

Osiągnięcia Łukaszenki są wybitne. Według statystyk Banku Światowego, aktualizowanych w roku 2010, Białoruś uniknęła recesji, która trzyma w swoim uścisku zachód. Białoruskie banki, należące głównie do państwa, pobiły wszystkie europejskie banki w 2009 r. Państwowe banki zwiększyły kapitalizację o prawie 20%, podczas gdy zachodni podatnik był zmuszony do ratowania tych samych banków, które potępiały rząd w Mińsku. W latach 2001-2008 średni wzrost gospodarczy na Białorusi wynosił prawie 9%, co w przybliżeniu równe jest wzrostowi Chin. Gdy zachodnie gospodarki kurczyły się w 2010 r., gospodarka białoruska wzrosła o 6%, z 10% wzrostem produkcji rolnej i 27% wzrostem eksportu. Realny dochód, tj. uwzględniając inflację i związane z tym koszty życia, wynosił w 2010 r. ok. 7%.

Według MFW, bezrobocie na Białorusi w 1991 r. wynosiło 0%, ale wzrosło do 4% w 1996 r., gdy Rosja i Ukraina były likwidowane od wewnątrz. Pod nieugiętym przywództwem Łukaszenki – zatrzymaniu prywatyzacji i aresztowaniu bandytów, którzy chcieli zlikwidować gospodarkę, jak donosi MFW, bezrobocie spadło do 1% w 2008 roku. ONZ mówi to samo.

Bez przesady można powiedzieć że te liczby, wszystkie z wrogo nastawionych do Łukaszenki źródeł pokazują, że rządy Łukaszenki były i są sukcesem. To jest główne źródło jego popularności i przyczyna jego ciągłych zwycięstw wyborczych. Ale najważniejsze pytanie brzmi: co jest podstawą jego przywództwa? Odpowiedzią jest idea socjal-nacjonalistycznej i społecznej gospodarki rynkowej. Oficjalna Białoruska doktryna rozwoju mówi:

„Białoruś wybrała ścieżkę ewolucyjnego rozwoju i odrzuciła zalecenia Międzynarodowego Funduszu Walutowego, takie jak terapia szokowa i natychmiastowa prywatyzacja. Przez wiele lat twórczej pracy został wprowadzony białoruski model rozwoju społeczno-gospodarczego – model, który łączy w sobie zalety gospodarki rynkowej i sprawnie działającej opieki społecznej. Nasza koncepcja rozwoju została opracowana zgodnie z ciągłością historyczną i tradycjami ludu. Model białoruski ma na celu raczej poprawę istniejącej podstawy ekonomicznej niż rewolucyjne zerwanie z obecnym systemem. Białoruski model ekonomiczny zawiera elementy ciągłości w funkcjonowaniu instytucji państwowych wszędzie tam, gdzie okazały się one efektywne.”

Innymi słowy, poglądy Łukaszenki w tej sprawie stanowią „trzecią drogę” między socjalizmem a kapitalizmem. Bierze to, co jest dobre w wolnym rynku, ale nie odżegnuje się od silnego państwa, które powoduje, że wzrost ekonomiczny jest korzystny nie tylko dla wpływowej mniejszości. To, co mają ze sobą wspólnego ze sobą marksizm i kapitalizm, to ich wyniki: całkowita nierównomierność władzy, bogactw i dostępu do nich. Czy będzie to partia czy klasa oligarchiczna, te współczesne materialistyczne systemy stanowią niewiele więcej niż ogromne transfery bogactwa od człowieka pracy do oligarchy. Nie ma różnicy, czy ci oligarchowie twierdzą, że działają „dla ludzi”, „partii” lub „amerykańskiej wolności”. Wynik jest dokładnie taki sam.

Podczas spotkania ze swoim gabinetem oraz innymi ważnymi rządowymi i wojskowymi osobistościami w marcu 2002 roku Łukaszenka podsumował swoje poglądy polityczne. Warto przytoczyć jego wypowiedź w całości:

„Jakie są charakterystyczne cechy naszego modelu?

Po pierwsze: silna i skuteczna władza państwowa. Ochrona bezpieczeństwa obywateli, zapewnienie sprawiedliwości społecznej i porządku społecznego, uniemożliwienie rozwoju przestępczości i korupcji – to istotne funkcje państwa. Jedynie silna władza umożliwiła wyciągnięcie białoruskiej gospodarki z przepaści.

Nasi najbliżsi sąsiedzi w końcu zdali sobie sprawę z tego, że bez silnej hierarchii władzy liberalizacja gospodarki w okresie przejściowym powoduje niestabilność społeczną i niebywały chaos prawny. Powoduje to publiczne niezdyscyplinowanie.

Jeśli chodzi o nas, mieliśmy od samego początku sprecyzowany pogląd, że przedwczesny rozwój stosunków rynkowych nie umożliwi nam radykalnego rozwiązania żadnego z istniejących, naglących problemów. Wręcz przeciwnie, pojawią się nowe problemy, spowodowane specyfiką stosunków rynkowych. Publiczna jedność zostałaby zerwana, powodując konflikty i niestabilność. A to stabilność polityczna jest jednym z głównych warunków stopniowej integracji ze światową gospodarką. Chciałbym się odnieść do niej jako jednej z charakterystycznych cech lub następstw (jakkolwiek to nazwać) modelu rozwoju białoruskiej gospodarki.

Wychodzimy od tego, że mentalność, tradycje i sposób życia ludzi nie mogą być z dnia na dzień zmienione. Ale czy w ogóle muszą być zmienione? Nie jest możliwe rzucenie nieprzygotowanych ludzi w rynkową otchłań. Potrzeba lat, by wypracować nowy sposób postrzegania świata.

Druga charakterystyczna cecha naszego modelu polega na tym, że sektor prywatny może i musi rozwijać się równolegle do sektora publicznego. Ale nie ze szkodą dla interesów narodowych. Pragnę podkreślić: jeśli jesteś właścicielem prywatnym to nie oznacza, że możesz robić cokolwiek chcesz. Interesy narodowe, państwo, muszą być głównym priorytetem i głównym celem pracy każdego obywatela, przedsiębiorstwa, lub przedsiębiorcy, których produkcja opiera się na własności prywatnej.”

To nie jest retoryka kampanijna, ale podstawa polityki rządu od połowy lat 90. Państwo musi być silne, uczciwe i kierowane w sposób kompetentny, ponieważ alternatywą jest oligarchiczna kontrola i zastąpienie prywatnym prawa publicznego. Państwo chroniące swoich mieszkańców – to osobliwa koncepcja w czasach, w których zachodnie elity systematycznie podważają interesy swoich obywateli, w szczególności w odniesieniu do imigracji. Kiedy rozpadł się Związek Sowiecki, do zapewnienia jakiegoś minimalnego pojęcia dobra publicznego pozostało tylko państwo. Rosjanie za czasów Jelcyna i kontroli MFW nie byli do tego zdolni, co udowodniło niekompetencję i skorumpowanie takich międzynarodowych agencji. Jedynie na Białorusi ten ekonomiczny gwałt został zatrzymany.

Poglądy „wolnorynkowców” na Rosję ujawniają ich niekompetencję. Ok. 1991 r. zakładali oni, że jeśli rząd po prostu „przestał przeszkadzać” „niewidzialnej ręce rynku”, wszystko będzie dobrze. Nie wzięli pod uwagę radykalnej nierówności w dostępie do władzy. W najlepszej pozycji do przejęcia władzy byli ci, którzy mieli państwowe posady, fortuny zdobyte na czarnym rynku lub inne formy „szarego” dostępu do władzy. Pod słabym przywództwem Jelcyna i MFW rosyjska gospodarka prawie znikła. Praca Rosjan wykonana przez dziesięciolecia została zlikwidowana i w imię „wolności” i „demokracji” wysłana do Ameryki, na Cypr, do Izraela i Ameryki Łacińskiej.

„Wolny rynek” to slogan – sposób legitymizacji już istniejącego podziału władzy. Nigdy nie było okresu czystego „wolnego rynku”, ale raczej istniał tylko z powodu możliwości osób zdolnych do przejęcia kontroli podczas rozpadu Ancien Régime’u w Europie w okresie Oświecenia. Dawne zabezpieczenia socjalne średniowiecznych chłopów i mieszczan zostały w tej oligarchicznej pogoni za postępem, pieniędzmi i władzą porzucone na dalszy plan. To samo stało się w Rosji i na Ukrainie na początku lat 90. Słabe przywództwo oznaczało likwidację państwa, gospodarki i systemu prawnego. W swoim przemówieniu noworocznym w 2009 r. Łukaszenka uszczegółowił swoje zasadnicze podejście:

„Nam stanowczo rekomendowano podporządkowanie gospodarki regułom światowej giełdy. Ale zdecydowaliśmy się nie polegać na niestabilnych trendach walutowych.

To nie my wywołaliśmy dzisiejszy kryzys, który wstrząsa całym światem. Przeciwnie, kryzys przyszedł jako następstwo czegoś, z czym zawsze zdecydowani byliśmy walczyć.”

Najważniejsze słowa to te:

„Pragnę podkreślić: jeśli jesteś właścicielem prywatnym to nie oznacza, że możesz robić cokolwiek chcesz.”

Na pierwszym miejscu jest naród. Naród tutaj to dwujęzyczna tradycja Białorusi pomiędzy Rosjanami i Białorusinami. Jest słowiańsko-prawosławna i agrarna. Jest oparta na zasadniczo egalitarnym podziale ziemi i zasobów, w imię etnicznej i narodowej solidarności. Postęp gospodarczy nic nie znaczy jeśli daje korzyść jedynie nielicznym. Nacjonalizm oznacza solidarność, szczególnie w ciągle atakowanym małym i bezbronnym kraju.

W swoim słynnym eseju „Historyczny wybór Białorusi” Łukaszenka podkreśla bardziej „etniczne” aspekty swojej teorii politycznej. Generalnie celem państwa w tej dziedzinie jest zapewnienie bezpiecznego domu dla specyficznych tradycji ludów w nim żyjących, by mogły się rozwijać. Obejmuje to kulturę rolną, miejskie życie, specyficzne etniczne tradycje Polaków, Białorusinów i Rosjan zamieszkujących Białoruś. Nie chodzi o to, że państwo jest przedstawicielem określonej tradycji narodowej, ale raczej o to, że zachowanie tradycji narodowych tych narodów żyjących w jego granicach staje się najważniejsze. Nie ma tak naprawdę żadnych etnicznie jednolitych państw i dlatego najlepszą rzeczą jaką państwo może zrobić jest ochrona isniejących tradycji etnicznych i regionalnych różnic.

W swoim orędziu o stanie państwa w kwietniu 2002 roku Łukaszenka stwierdził:

„Prawa i wolności muszą pozostawać w zgodzie z odpowiedzialnością za naruszenia przepisów ustalonych przez państwo. Rozwój białoruskiej gospodarki zakłada nie tylko wspieranie małych i średnich przedsiębiorstw (choć, jak powiedziałem, one muszą być i będą wspierane). Historycznie, przemysł białoruski oznacza wielkie przedsiębiorstwa. Jest tylko jeden obiecujący sposób: modernizacja i ponowne wyposażenie istniejących głównych gałęzi przemysłu, by wytwarzać konkurencyjne, nowe generacje produktów. Wystarczy spojrzeć, cały świat łączy się w transnarodowe korporacje. Dlaczego więc mielibyśmy rozbić, podzielić i zniszczyć nasze olbrzymie, bardzo dobrze współpracujące przedsiębiorstwa? Musimy się na nich oprzeć. Realizując swoją politykę, państwo przede wszystkim będzie opierać się na tych gigantach, które nas utrzymywały i żywiły. Do tego potrzebne są ogromne inwestycje, które nie mogą być pozyskane bez zmiany formy własności.”

Jego doktryna „praw społecznych” mówi, że nie istnieją żadne abstrakcyjne prawa. Kontekstualizują się one na drodze życia – życia tego narodowego kolektywu. Na przykład nie istnieje prawo do robienia czegoś, co szkodzi życiu gospodarczemu kraju. Prawa na Zachodzie to bezmyślne slogany bez znaczenia. Istnieją po to by zakończyć wywód bez przedstawienia argumentów: „Mam prawo do tego” może powiedzieć amerykański biznesmen zlecający pracę w Chinach. Uzasadnienie takiego rzekomego „prawa” to inna sprawa, ale sam fakt roszczenia go sobie zamyka wszelką dyskusję. Łukaszenka pyta nie jakie są twoje „prawa”, ale jakie „dobre” rzeczy można zrobić. Nikt nie ma „prawa” do naruszania dobra publicznego, zwłaszcza dla prywatnego zysku. Samym sednem prawa jest ochrona pracy przed arogancją i pieniężnym fetyszem klasy rządzącej. Jedynie silne przywództwo zdolne do przejrzenia umysłów wpływowej elity jest w stanie formować takie prawa. Łukaszenka i Białoruś zbierają z takiej polityki plony.

Stawiając czoła zachodnim atakom podczas orędzia o stanie państwa w 2006 roku, Łukaszenka nie szczędził uczuć:

„Opracowana przez nas linia polityki rozwoju kraju wykazała swoją słuszność. Wysokie wskaźniki wzrostu gospodarczego, które nasza gospodarka wykazuje od ponad 10 lat w dobry sposób to udowadniają. Wystarczy porównać: nasz roczny wzrost PKB w ciągu ostatniego okresu pięciu lat planowania wynosił 7,5%, wobec średniej światowej 3,5%.

Zachodni teoretycy nie potrafią wyjaśnić przyczyn takiego sukcesu. Nie potrafią się wpasować ze swoim <<demokratycznym>> schematem.

Przyczyny jednakże są proste. Nie zdefraudowaliśmy narodowych dóbr, nie popadliśmy w uciążliwe długi. Opierając się na samym życiu, wypracowaliśmy własny model rozwoju oparty na wyważonych i przemyślanych reformach. Bez jakiejkolwiek złodziejskiej prywatyzacji i terapii szokowej – zachowując wszystko, co najlepsze w naszej gospodarce i naszych tradycjach. Jednocześnie uczyliśmy się pracy w nowych, rynkowych warunkach, korzystając z doświadczeń z innych części świata, i biorąc pod uwagę nowoczesne tendencje w gospodarce światowej. Silna władza państwowa, silna polityka społeczna i oparcie w ludziach – właśnie to wyjaśnia tajemnicę naszego sukcesu.”

Liberalna demokracja na zachodzie realnie oznacza stały transfer pracy od amerykańskich pracowników do kieszeni banków i firm międzynarodowych. Kiedy banki upadły, zażądały od tych samych podatników bilionów, by móc w dalszym ciągu udzielać kredytów. Większość tych pieniędzy po prostu poszła za granicę i do kieszeni największych graczy, takich jak Goldman-Sachs. W wyborach w 2008 roku Goldman wydał ogromne sumy pieniędzy na obu kandydatów. Ktokolwiek w 2008 r. wygrał, głównym beneficjentem był Goldman-Sachs. To jest właśnie liberalna demokracja i to jest główna przyczyna amerykańskiej porażki.

Wysyłając zachodnich oligarchów do diabła Łukaszenka zrobił dwie rzeczy: po pierwsze zapewnił sobie popularność i polityczny sukces, po drugie jednocześnie zyskał sobie nienawiść zachodniego establishmentu. Warto zauważyć, że w 2010 r. na spotkanie Grupy Bilderberg nie został zaproszony żaden Białorusin ani Rosjanin. Tak samo było w 2011 roku[iii].

W swoim eseju na temat „Historycznego wyboru” Łukaszenka potępia wolny handel w formie praktykowanej przez UE. Dla niego pole gry jest już ustawione pod elity potężnych państw Unii. W UE – pisał w 2003 roku – państwa takie jak Grecja czy Portugalia nie są w stanie konkurować z zaawansowanymi państwami takimi jak Niemcy czy Anglia. Korzyści, jakie Grecja czerpie z UE są w interesie jedynie klas panujących, podczas gdy ludzie cierpią. Niemieckie lub francuskie towary zalewają grecki rynek, wyłączając greckich rzemieślników z branży.

Kiedy Łukaszenka używa słowa „niepodległość”, to nie jako kampanijnego sloganu, ale jako moralnej rzeczywistości.  Niepodległość oznacza niezależność ekonomiczną – na rynek globalny wejdziemy na naszych warunkach, nie banków. Niepodległość oznacza, że chociaż Białoruś zawsze będzie państwem prawosławnych Słowian, nie oznacza to, że w wyborze przez Mińsk sojuszników ignorowane będą kwestie sprawiedliwości. Nie może być żadnej podległości, od kogokolwiek. Zależność od innych państw w kwestiach energetyki, rynku lub części przemysłowych automatycznie oznacza, że ludzie sami utracili władzę nad swoim życiem ekonomicznym a ich dobre samopoczucie w tej dziedzinie jest wyłącznie w rękach innych, cudzoziemców. Na Białorusi pracownik będzie zaangażowany w podejmowanie decyzji gospodarczych na wszystkich szczeblach i będzie cieszył się możliwością kontrolowania życia gospodarczego.

Przy okazji 60. rocznicy masakry w Katyniu, w marcu 2003 roku, Łukaszenka powiedział:

„Nadal musimy analizować i wyciągać wnioski z bieżących wydarzeń. Ale już dziś wszystko jest jasne: z powodu wojny w Iraku został zniszczony system ładu międzynarodowego, rola rady bezpieczeństwa ONZ została sprowadzona do zera, prawo międzynarodowe zostało zdeptane, została naruszona zasada braku zewnętrznego narzucania systemu rządów i władzy jakiemukolwiek społeczeństwu. Białoruski naród potępia agresję dokonaną przez Stany Zjednoczone. Podobnie jak większość narodów i państw świata, w tym nawet najbliżsi sojusznicy USA.”

Łukaszenka konsekwentnie popiera ONZ jako środek kontroli amerykańskiej potęgi imperialnej. Ponadto docenia, że ONZ uwzględnia w decyzjach dotyczących polityki zagranicznej poglądy biedniejszych państw z całego świata. Łukaszenka odrzuca każdą formę rządu światowego, niemniej jednak postrzega konstruktywną rolę w przypadku niektórych organizacji międzynarodowych w zakresie obrony słabych przed silnymi. Podkreśla on „zasadę braku zewnętrznego narzucania” społeczeństwom form państwowych lub ideologicznych. Łukaszenka potępia amerykańską krucjatę o ropę, Izrael i oligarchiczną doktrynę „liberalnej demokracji”.

Łukaszenka uważa ideologiczne krucjaty nie za moralne interwencje lub przejawy bezinteresownego humanizmu, ale za osłonę dla czysto oligarchicznej władzy. W teorii etycznej Łukaszenki oligarchia jest najgorszą formą rządu. Historycznie, od Nowogrodu przez Wenecję po Nowy Jork, oligarchie wykorzystywały liberalizm, „republikanizm” i manipulację medialną jako osłonę dla swojej władzy. W podobnym tonie Łukaszenka wypowiada się w swoim przemówieniu do kierownictwa białoruskiego korpusu dyplomatycznego:

„Jeśli mówimy o szacunku dla państw, ich niezależności i suwerenności, ich prawie do wyboru swojej przyszłości, o prawie ludzi do wyboru swoich przywódców, o poszanowaniu prawa do życia i dobrowolnej pracy, godnej płacy i wynagrodzenia, prawie do równości wszystkich wobec prawa, prawie do wolności opinii i wyrażania jej zgodnie z prawem, bez szkody dla praw innych ludzi – to są to nasze wartości. USA i UE nie mają monopolu na te prawa. Nasz naród zapłacił za te wartości dużo wyższą cenę niż USA i UE.”

Jak zwykle, Łukaszenka wskazuje na różnicę między politykiem a mężem stanu. To właśnie tego typu koncepcje pomogły mu się stać jednym z najbardziej popularnych polityków w słowiańskim świecie. I znów, białoruski prezydent ujmuje abstrakcyjne „prawa” jako niewiele więcej niż osłonę dla czysto oligarchicznej władzy. USA naruszają prawa i suwerenności innych państw nie w celu ochrony ludzi przed „łamaniem praw człowieka”, ale by służyć interesom swojego rozrośniętego i nadmiernie bogatego sektora prywatnego.

Podczas gdy zachodnia prasa nieustannie powtarza fałszywe wyrażenie, że białoruskie media są „państwowe”, sama w identyczny sposób pisze na najważniejsze tematy, głównie o polityce zagranicznej. Nie trzeba więcej nic mówić, oligarchiczna kontrola nad zachodnimi mediami jest zbyt dobrze znana i nie zasługuje na dalszy komentarz.

Sam fakt, że prezydent Białorusi utrzymuje, że zachodnia wrogość jest spowodowana „czynnikami zewnętrznymi” wyraźnie sugeruje, że odwołuje się on do finansowego i etnicznego pochodzenia władzy. Jest to ważne, ponieważ prowadzi do sedna jego idei społecznych. Państwo, w najlepszym tego słowa znaczeniu, jest źródłem moralnego autorytetu i dobra publicznego. Kiedy państwo jest zawłaszczone przez obce elementy, wówczas staje się jedynie zniewalającą ekspozyturą oligarchii. Dlatego też, w dość okrężny sposób, Łukaszenka oskarża zachodnie państwa o to, że są nie publicznymi, ale prywatnymi podmiotami. Gdyby znowu stały się podmiotami publicznymi, porzuciłyby swoją wrogość do białoruskiego systemu politycznego.

Wnioski

 

Próbując uchwycić bez medialnych zniekształceń idee polityczne Łukaszenki, wiele tematów pojawia się wielokrotnie:

  1. Nacjonalizm, który podkreśla bezpieczeństwo ekonomiczne swojego małego kraju. Etniczność i religia są ważne gdyż stanowią podstawę solidarności w dziedzinie podstawowych problemów ekonomicznych ludzi.
  2. Ciągły atak na „abstrakcje”, takie jak „prawa człowieka” albo „wolność gospodarcza”. Ponieważ abstrakcje mogą oznaczać cokolwiek mówca ma na myśli, służą za przykrycie dla przejawów kolonializmu i ekonomicznego imperializmu.
  3. W przypadkach zagrożenia, takich jak krach gospodarki rosyjskiej i ukraińskiej na początku lat 90., państwo ma obowiązek objęcia przywództwa w zakresie ochrony ludności przed oligarchią i zagranicznym atakiem. Dotyczy to szczególnie mniejszych, a tym samym bardziej narażonych na ataki państw.
  4. Żadne państwo nie może funkcjonować gdy jest przeniknięte przez oligarchię i ideologię „wolnego rynku”. One troszczą się jedynie o dobra prywatne, podczas gdy państwo służy tylko dobru publicznemu.
  5. Państwo rozumie swoją rolę tylko w świetle doświadczeń historycznych i etnicznych tradycji swoich mieszkańców.
  6. Gospodarka istnieje dla wszystkich ludzi. Jeśli nie służy ona dobru publicznemu, wówczas nie ma moralnego uzasadnienia, niezależnie od wszelkiej przeciwnej gadaniny na temat „praw”.
  7. Państwo ma uzasadnioną rolę gospodarczą zarówno w mediach jak i w ekonomii. Nie ma prawa rządzić nimi w sposób totalitarny, ale, zwłaszcza w sytuacjach napięcia, ma prawo zabrać głos. Silny sektor państwowy nie jest tym samym co „tyrania”.
  8. Nie ma rzeczywistej różnicy moralnej między kontrolą państwową a kontrolą oligarchiczną.
  9. Media są jedną z najpotężniejszych broni na świecie. Dlatego też powinny być regulowane jak każda inna broń. Elity medialne są zazwyczaj oligarchiczne i scentralizowane, i wykorzystują swoje imperia w celu kontroli innych.
  10. Żaden rząd nie ma prawa manipulować wewnętrznymi sprawami innego. Dotyczy to szczególnie przypadku, gdy taka ingerencja jest ewidentnie we własnym interesie i służy jedynie interesowi ekonomicznej oligarchii.
  11. „Ludzie” to kolejna z tych abstrakcji, które nic nie znaczą. Aby użyć wyrażenia „ludzie”, mówca musi nawiązać do konkretnych osób, określonej tradycji językowej i historycznej, jak również do określonego kontekstu społecznego.
  12. Sprawiedliwość międzynarodowa, jeśli to cokolwiek oznacza, odnosi się do stanu rzeczy, w którym światowe grupy etniczne, rasowe i religijne mają możliwość niezależnego rozwoju według swoich własnych tradycji historycznych, a nie ideologicznych sloganów aktualnego hegemona.
  13. Sprawiedliwość międzynarodowa oznacza również obiektywne i politycznie neutralne ciała międzynarodowe, które mogą pośredniczyć w sporach z zewnątrz ideologicznej agendy. Jest to odległe od koncepcji „rządu światowego” i odnosi się tylko do niektórych układów, które mogą rozwiązać spory międzynarodowe w sposób neutralny, zanim dojdzie do masowych działań wojennych. Są na to szczególnie wyczulone mniejsze państwa, które straciły ogromny odsetek ludności w wojnach. Fakt, że Białoruś straciła prawie 30 procent ludności w czasie II wojny światowej sprawia, że przeciętny Białorusin jest nieco przewrażliwiony możliwością jeszcze jednej wojny partyzanckiej na swojej ziemi.

 (Tekst ukazał się w sierpniu 2011 r. na portalu The Occidental Observer
Przekład za jęz. angielskiego – I.K.)

 

Matthew R. Johnson jest prawosławnym duchownym – starokalendarzowcem i byłym wykładowcą uniwersyteckim specjalizującym się w rosyjskiej i ukraińskiej historii i teologii. Jest autorem 5 książek, ostatnio wydał Russian Populist: The Political Theory of Vladimir Putin. Jest gospodarzem programu The Orthodox Nationalist w Reason Radio Network.

 


[i] http://www.weeklystandard.com/blogs/reading-ayn-rand-minsk_524793.html

[ii] http://theglobalrealm.com/2011/07/11/belarus-under-siege-joint-onslaught-by-us-and-russian-oligarchs/

[iii] (Informacja prywatna od Jima Tuckera)

Leave a Reply