14 stycznia autonomiczna grupa narodowo-rewolucyjnych wolontariuszy z Sosnowca, w ramach akcji sprzątania ulic ze szpecących miasto śmieci, zgarnęła wyjątkowo brzydki „okaz”: sporą płachtę z wykrzywioną w błazeńskim półuśmieszku twarzą posła tzw. „Ruchu Poparcia Palikota”, ugrupowania promującego sodomię i (jak sama nazwa wskazuje) okrucieństwo wobec zwierząt na tle piromańskim.
Nacjonalistyczni aktywiści zutylizowali sprzątniętą płachtę z użyciem otwartego ognia, przedkładając skuteczność nad względy ekologiczne.
Dziesięć dni później toleraści z demoliberalnej prasy natknęli się na skromną relację z tej akcji na „fejsiku” i rozpoczęli kampanię nienawiści przeciwko prospołecznie nastawionej młodzieży. Płaczliwych wywiadów udzielił sam „poszkodowany”, w hucpiarskim stylu podkręcając atmosferę: Włos zjeżył mi się na głowie, jak zobaczyłem nagranie. Jeżeli tak manifestujemy przynależność do jakiejś grupy, to gdzie jest demokracja? Jestem zdegustowany, widać, do czego zdolna jest skrajna prawica. Uważam, że zdarzenie ma podtekst polityczny.
„Poseł bez twarzy” zawiadomił o swej stracie Policję, niepomny faktu, iż to jego ugrupowanie forsuje poronione koncepcje odbierania służbom mundurowym funduszy i uprawnień.
(Na podst. gazeta.pl, rp.pl)
Komentarz Redakcji: Poseł schowany za immunitetem bezkarnie zaśmieca miasto i rozmyślnie absorbuje funkcjonariuszy Policji, odciągając ich od ścigania dealerów, gwałcicieli i przestępców (czyli: swojego elektoratu) a prasa bezkarnie szkaluje młodzież poświęcającą swój czas na działalność wolontaryjną. Podążając tokiem błyskotliwego rozumowania posła uważamy, iż ma to podtekst polityczny…







