12 lutego Korea Północna potwierdziła pomyślne przeprowadzenie podziemnej próby nuklearnej. Wcześniej Agencja Geologiczna Stanów Zjednoczonych (USGS) oraz ośrodki sejsmograficzne innych krajów, m.in. Korei Południowej, informowały o sztucznym trzęsieniu ziemi w KRLD o sile 4,9 w skali Richtera, sugerującym, iż państwo to dokonało eksplozji nuklearnej. Rządowa agencja informacyjna KCNA podała, że próba została przeprowadzona w warunkach bezpiecznych i dobrze przygotowanych i że jest ona odpowiedzią na „oburzającą” wrogość Stanów Zjednoczonych, które „agresywnie” podważają pokojowe i suwerenne prawa Korei do wystrzeliwania satelitów.
Według pierwszych ocen zachodnich specjalistów, próba nuklearna miała miejsce w północnej części państwa, w tym samym rejonie, co dwie wcześniejsze. Pierwszy taki test został przeprowadzony w Korei Północnej w 2006 r., kolejny w 2009 r. Północnokoreańskie komunikaty informują, że przeprowadzono detonację bomby jądrowej „silniejszej i bardziej zminiaturyzowanej” niż poprzednie, co oznacza, iż urządzenie to może zostać zastosowane w pociskach balistycznych. Korea Południowa szacuje siłę eksplozji na 6-7 kiloton trotylu (początkowo mówiono o ok. 10 kilotonach), a rosyjskie Ministerstwo Obrony na ponad 7 kiloton. Siłę urządzenia testowanego w 2009 r. ocenia się na 2-6 kiloton. Tym samym próbę przeprowadzono przy użyciu urządzenia słabszego, niż amerykańskie bomby atomowe zrzucone w 1945 r. na miasta Japonii, a więc o mocy mniejszej niż 15-20 kiloton; np. bomba zrzucona na Hiroszimę miała siłę ok. 20 kiloton. Próba nie oznacza, że Korea Północna dysponuje bronią nuklearną. Oprócz detonacji urządzenia, jej uzyskanie wymaga przystosowania go jako głowicy pocisku balistycznego lub do innego środka przenoszenia.
Podczas okolicznościowego przemówienia w Białym Domu prezydent Barack Obama nazwał północnokoreańskie doświadczenie „wysoce prowokacyjnym aktem”, który „podważa regionalną stabilność” (czyli amerykańskie wpływy w Azji Wschodniej). W rozmowie telefonicznej z prezydentem Korei Południowej Li Miung Bakiem potwierdził zaś zobowiązanie Stanów Zjednoczonych do obrony Korei Południowej. Ambasador USA przy ONZ Susan Rice zapowiedziała, iż Waszyngton i jego sojusznicy zamierzają zaostrzyć „sankcje” nałożone na KRLD za próby nuklearne z lat 2006-2009. Deklaracje potępienia działań Korei Północnej padły ponadto ze strony Wielkiej Brytanii, Japonii, Rosji, Chin oraz Rady Bezpieczeństwa ONZ. Okazję do zademonstrowania swej elokwencji wykorzystał również polski minister spraw zagranicznych „Radek” Sikorski. W wywiadzie dla 1 Programu Polskiego Radia przekonywał, że posiadanie i handlowanie przez KRLD technologią nuklearną zagraża całemu światu.
– Przeprowadzenie próby nuklearnej może świadczyć, że reżim północnokoreański wyrwał się spod kontroli swego protektora, czyli Chin. (…). Jeśli mamy do czynienia, tak jak się spekuluje, ze zminiaturyzowaniem głowicy, to niestety możemy domniemywać, że takie ładunki za jakiś czas pojawią się w innych krajach, które próbują zdobyć broń nuklearną. (…). Tutaj najwięcej do powiedzenia mają właśnie Chiny, bo bez ich wsparcia, bez tej granicy otwartej na handel i na przepływ ludności, ten reżim by nie przetrwał dłużej niż kilka miesięcy. (…). Ale to też pokazuje jak ważny jest rozwój technologii antyrakietowych, bo Korea Północna jednocześnie wystrzeliwuje, z różnym szczęściem, rakiety dalekiego zasięgu. – mówił polski minister. W praktyce wynika z tego, że rząd Donalda Tuska zamierza straszyć Polskę Koreą Północną w celu przyspieszenia bądź zapewnienia niezakłóconej realizacji projektu tzw. „polskiej tarczy antyrakietowej”. Ta ostatnia w rzeczywistości stanowić ma część systemów uzbrojenia NATO, której budowę sfinansuje jednak państwo polskie.
(Na podstawie PAP i special-ops.pl opracował A.D.)







