Watykan: Zakończenie pontyfikatu papieża

Dzisiaj o godz. 20:00, po zapowiedzianej 11 lutego rezygnacji papieża Benedykta XVI, rozpocznie się okres wakatu Stolicy Apostolskiej. Według zapowiedzi watykańskiego rzecznika, ks. Federico Lombardi, w ostatnim dniu Jego pontyfikatu, papież spotka się jeszcze ze wszystkimi kardynałami obecnymi w Watykanie. Późnym popołudniem, ok. godz. 17:00, Benedykt XVI uda się do Castel Gandolfo gdzie będzie przebywał do końca kwietnia. Następnie powróci do Watykanu.

Jedno z ostatnich spotkań z wiernymi miało miejsce w dniu wczorajszym. W czasie audiencji generalnej papież przemawiał przed 150 tysiącami wiernymi, którzy zgromadzili się na Placu św. Piotra. Poniżej publikujemy treść przemówienia (za radiomaryja.pl):

Tak jak apostoł Paweł w usłyszanym przed chwilą tekście biblijnym, również i ja odczuwam w moim sercu obowiązek, aby podziękować przede wszystkim Bogu, który prowadzi Kościół i daje mu wzrost, który sieje swoje Słowo i w ten sposób karmi wiarę swego ludu. W tej chwili moje serce rozszerza się i obejmuje cały Kościół rozproszony po całym świecie. Dziękuję Bogu za „wiadomości”, jakie w tych latach posługi Piotrowej mogłem otrzymywać, a dotyczących wiary w Pana Jezusa Chrystusa i miłosierdzia, które krąży w ciele Kościoła i daje mu życie w miłości oraz nadziei otwierającej nas i ukierunkowującej ku pełni życia, ku ojczyźnie w Niebie. Czuję, że niosę wszystkich w modlitwie, w tej teraźniejszości, która jest czasem Boga, w której zbieram każde spotkanie, każdą podróż, wszystkie wizyty duszpasterskie. Wszystko i wszystkich gromadzę w modlitwie, aby powierzyć ich Panu: abyśmy w pełni poznali Jego wolę, w całej mądrości i duchowym zrozumieniu, i abyśmy postępowali w sposób Jego godny, Jego miłości, wydając owoce wszelkich dobrych czynów (por. Kol 1,9-10).

W tej chwili wypełnia mnie wielka ufność, bo wiem, każdy z nas wie, że Słowo Prawdy Ewangelii jest siłą Kościoła, jest jego życiem. Ewangelia oczyszcza i odnawia, przynosi owoce, gdziekolwiek wspólnota wierzących słucha jej i przyjmuje łaskę Bożą w prawdzie i żyje w miłości. To jest moja ufność, to jest moja radość.

Kiedy 19 kwietnia, prawie osiem lat temu, zgodziłem się na przyjęcie posługi Piotrowej, miałem to mocne przekonanie, które mi zawsze towarzyszyło. W tamtym momencie, jak już wielokrotnie wspominałem, w moim sercu rozbrzmiewały te słowa: „Panie, czego żądasz ode mnie? Na moje ramiona nakładasz wielki ciężar, ale jeśli Ty tego ode mnie żądasz, na Twoje słowo zarzucę sieci, będąc pewnym, że Ty mnie poprowadzisz, także z moimi słabościami. I po ośmiu latach mogę powiedzieć, że Pan mnie rzeczywiście prowadził, był blisko mnie, każdego dnia mogłem odczuwać Jego obecność. Był to odcinek drogi Kościoła z chwilami radości i światła, ale też chwilami niełatwymi. Czułem się jak Piotr i apostołowie w łodzi na Jeziorze Galilejskim: Pan dał nam wiele dni słonecznych i łagodnego wiatru, dni obfitych połowów. Były też jednak chwile, kiedy wody były wzburzone i wiatry przeciwne – jak w całej historii Kościoła – a Pan, wydawało się, że śpi. Ale ja zawsze wiedziałem, że w tej Łodzi jest Pan, i zawsze wiedziałem, że łódź Kościoła nie jest moja, nie jest nasza, lecz Jego i że On nie pozwoli, aby zatonęła. To On ją prowadzi, oczywiście także poprzez ludzi, których wybrał, ponieważ tak zechciał. Taka była i jest ta pewność, której nic nie może przysłonić. To właśnie z tego powodu dzisiaj moje serce wypełnione jest wdzięcznością wobec Boga, który sprawił, że nigdy nie brakowało całemu Kościołowi, a także i mnie Jego pociechy, Jego światła, Jego miłości.

Znajdujemy się w Roku Wiary, którego zapragnąłem dla umocnienia naszej wiary w Boga w sytuacji, kiedy wydaje się, że jest On spychany na drugi plan. Chciałbym zachęcić wszystkich do odnowienia stałej ufności w Pana, rzucenia się – jak dzieci – w ramiona Boga, mając pewność, że ramiona te zawsze nas wspierają i są tym, co pozwala nam kroczyć każdego dnia nawet w utrudzeniu. Chciałbym, aby każdy czuł się miłowanym przez tego Boga, który dał swego Syna za nas i ukazał nam swoją miłość bez granic. Chciałbym, aby każdy poczuł radość bycia chrześcijaninem. W pięknej modlitwie, którą odmawia się codziennie rano, mówimy: „Uwielbiam Cię, o mój Boże, i kocham Cię z całego serca. Dziękuję Ci, żeś mnie stworzył, chrześcijaninem uczynił…”. Tak, jesteśmy szczęśliwi z powodu daru wiary. Jest to najcenniejsze dobro, którego nikt nie może nam zabrać! Dziękujemy za to Bogu każdego dnia, przez modlitwę i prawdziwe życie chrześcijańskie. Bóg nas kocha, ale oczekuje, abyśmy także i my Go kochali!

W tej chwili pragnę jednak nie tylko podziękować Bogu. Papież nigdy nie jest sam w kierowaniu Łodzią Piotrową, nawet jeśli jest to jego pierwszym obowiązkiem. Ja nigdy nie czułem się sam w niesieniu radości i ciężaru posługi Piotrowej. Pan postawił u mego boku wiele osób, które z wielkodusznością i miłością do Boga i Kościoła pomagały mi i były przy mnie. Nade wszystko was, drodzy Bracia Kardynałowie: wasza mądrość, wasze rady i wasza przyjaźń były dla mnie bardzo cenne. Moich współpracowników, począwszy od mojego Sekretarza Stanu, który towarzyszył mi wiernie w tych latach. Sekretariat Stanu i całą Kurię Rzymską, a także tych wszystkich, którzy w różnych sektorach ofiarują swoją posługę dla Stolicy Apostolskiej. Jest tak wielu ludzi, których nie widać, którzy pozostają w cieniu, ale właśnie w ciszy, w codziennym poświęceniu, w duchu wiary i pokory byli dla mnie pewnym i niezawodnym wsparciem. Szczególnie myślę o rzymskim Kościele, o mojej diecezji. Nie mogę zapomnieć o moich Braciach w Biskupstwie i Kapłaństwie, o osobach konsekrowanych i o całym ludzie Bożym. Podczas wizyt duszpasterskich, spotkań, audiencji, podróży zawsze odczuwałem wielką bliskość i głęboką życzliwość. Ale także i ja was miłowałem wszystkich i każdego z osobna, bez różnicy, tą miłością duszpasterską, która jest sercem każdego pasterza, a nade wszystko Biskupa Rzymu, Następcy Apostoła Piotra. Codziennie wszyscy byliście obecni w moich modlitwach, obejmowałem was sercem ojca.

Chciałbym, aby moje pozdrowienia i podziękowanie dotarły też do wszystkich: serce Papieża poszerza się na cały świat. Chciałbym wyrazić moją wdzięczność korpusowi dyplomatycznemu akredytowanemu przy Stolicy Apostolskiej, uobecniającemu wielką rodzinę narodów. Myślę też w tym miejscu o tych wszystkich, którzy pracują na rzecz dobrej komunikacji i którym dziękuję za ich tak ważną posługę.

W tym miejscu chciałbym podziękować z całego serca także tym wszystkim, tak licznym na całym świecie, którzy w ostatnich tygodniach przysyłali mi wzruszające wyrazy bliskości, przyjaźni i modlitwy. Tak, Papież nigdy nie jest sam, teraz ponownie tego doświadczam w sposób tak mocny, że porusza serce. Papież należy do wszystkich i tak wielu czuje się jemu bliskich. Prawda, że otrzymuję listy od wielkich tego świata – szefów państw, zwierzchników religijnych, przedstawicieli świata kultury i innych. Ale dostaję także mnóstwo listów od ludzi prostych, którzy piszą od serca i dają mi odczuć swoje uczucie życzliwości rodzące się z bycia razem z Jezusem Chrystusem w Kościele. Te osoby nie piszą do mnie, jak się pisze np. do księcia czy innej osobistości, której się nie zna. Piszą do mnie jak bracia i siostry, bądź jak synowie i córki – w duchu rodzinnej więzi pełnej miłości. W tym wszystkim można namacalnie doświadczyć, czym jest Kościół. To nie jakaś organizacja czy stowarzyszenie o religijnych czy humanitarnych celach, ale żywe ciało, komunia braci i sióstr w Ciele Jezusa Chrystusa, które jednoczy wszystkich. Doświadczyć Kościoła w taki sposób i móc niemal dotknąć mocy jego prawdy i miłości jest powodem wielkiej radości w czasie, kiedy wielu mówi o jego schyłku. Lecz my widzimy, jak Kościół jest dzisiaj pełen życia.

Doświadczyłem w tych ostatnich miesiącach, że moje siły słabną i natarczywie prosiłem Boga na modlitwie, aby oświecił mnie swoim światłem, bym mógł podjąć najwłaściwszą decyzję, nie dla mojego dobra, ale dla dobra Kościoła. Podjąłem ten krok z pełną świadomością jego wagi, a także nowości, ale z głębokim pokojem ducha. Kochać Kościół, oznacza także mieć odwagę podjąć trudne wybory, pełne bólu, mające zawsze na względzie dobro Kościoła, a nie samych siebie.

W tym miejscu pozwólcie mi powrócić jeszcze raz do 19 kwietnia 2005 roku. Powaga decyzji wyrażała się również w tym, że od tej chwili byłem już oddany naprawdę na zawsze Panu. Na zawsze – kto podejmuje się posługi Piotrowej, nigdy nie będzie miał prywatności. Należy zawsze i całkowicie do wszystkich, do całego Kościoła. Z jego życia, można by rzec, znika całkowicie wymiar prywatny. Mogłem doświadczyć, i doświadczam tego dokładnie teraz, że tylko ten, kto daje swe życie, ten je otrzymuje. Powiedziałem już, że wielu ludzi, którzy kochają Pana Boga, kochają również Następcę św. Piotra i są do niego przywiązani. Papież ma rzeczywiście braci i siostry, synów i córki na całym świecie i czuje się bezpiecznie w tej wspólnocie, bo nie należy już do siebie samego, należy do wszystkich i wszyscy należą do niego.

Zawsze” oznacza również „na zawsze” – nie można juz powrócić do prywatności. Moja decyzja o rezygnacji z czynnego pełnienia posługi nie odwołuje tego. Nie powracam do życia prywatnego, do życia złożonego z podróży, spotkań, przyjęć, konferencji itd. Nie porzucam krzyża, lecz pozostaję w nowy sposób przy ukrzyżowanym Panu. Nie posiadam już władzy z urzędu do kierowania Kościołem, lecz w posłudze modlitwy pozostaję, by tak rzec, w obrębie Bazyliki św. Piotra. Święty Benedykt, którego imię noszę jako Papież, będzie w tym dla mnie wielkim wzorem. On wskazał nam drogę życia, które czynne czy bierne należy całkowicie do dzieła Boga.

Dziękuję wszystkim i każdemu z osobna także za poszanowanie i zrozumienie, z jakimi przyjęliście tę tak ważną decyzję. Będę wam towarzyszył na drodze Kościoła modlitwą i refleksją, tym poświęceniem się Panu i Jego Oblubienicy, jakim starałem się żyć dotychczas każdego dnia i którym chcę żyć zawsze. Proszę was, abyście o mnie pamiętali przed Bogiem, a przede wszystkim, abyście się modlili za kardynałów, którzy zostali powołani do tak wzniosłego zadania, oraz za nowego Następcę św. Piotra: niech Pan mu towarzyszy światłem i mocą swego Ducha.

Przyzywajmy macierzyńskiego wstawiennictwa Maryi Panny, Matki Boga i Kościoła, aby towarzyszyła każdemu z nas i całej wspólnocie kościelnej. Jej się powierzamy z głęboką ufnością.

Drodzy przyjaciele! Bóg kieruje Kościołem, zawsze go wspiera, a szczególnie w chwilach trudnych. Nigdy nie możemy stracić tej perspektywy wiary, która jest jedyną prawdziwą perspektywą drogi Kościoła i świata. W naszym sercu, w sercu każdego z was niech będzie zawsze radosna pewność, że Pan jest przy nas i że nigdy nas nie opuszcza, jest blisko nas i ogarnia nas swoją miłością. Dziękuję!

Redaktorzy naszego portalu łączą się z całym Kościołem w modlitwie za ustępującego papieża, aby Bóg dawał mu siłę niezbędną do dalszej służby Jego Kościołowi. Modlimy się również za kardynałów Kościoła Świętego. Niech z asystencją Ducha Świętego dokonają mądrego wyboru następcy św. Piotra, który będzie w stanie podjąć i dokończyć wielkie dzieła rozpoczęte przez Benedykta XVI.

(T.P.)

Leave a Reply