Gregory Hood: Hura dla Chaveza

Prezydent Wenezueli Hugo Chavez zmarł po długiej walce z rakiem. Miał 58 lat. Jak można się było domyślić, wykastrowane słonie z amerykańskiej prawicy kwiczą z radości.

Chociaż za wcześnie jeszcze by przewidzieć jak śmierć Chaveza wpłynie na przyszłość rewolucji boliwariańskiej w Wenezueli, w opinii Amerykanów śmierć tego człowieka jawi się jako zwycięstwo, szczególnie dla neokonserwatystów.

Chavez nie był modelowym przywódcą. W czasie jego rządów znacznie wzrosła przestępczość. Uliczne gangi działają jako de facto część władz, szaleje korupcja a niedokończone wieżowce zasiedlone przez squattersów przywodzą na myśl obrazy z „Sędziego Dredda.” Chociaż Chavezowi udało się zmniejszyć ubóstwo w kraju, jest to osiągnięcie niezbyt spektakularne  dla piątego na świecie eksportera ropy naftowej w czasach wzrostu jej cen. Chavez stwierdził także, że gdyby mógł głosowałby na Baracka Obamę.

Tym niemniej mamy powody aby podziwiać Hugo Chaveza. Strach i nienawiść jakie budził u neokonserwatystów przekraczały poziom który mogłaby usprawiedliwić paranoja. Chociażby z powodu tej sprzeczności warto uważnie przyjrzeć się tej postaci. O ile zagrożenie dla Izraela i Stanów Zjednoczonych jakim może być irańska broń jądrowa można rozpatrywać co najmniej jako teorię, absurdalnym byłby traktowanie Wenezueli jako rywala militarnego. Mimo tej absurdalności Amerykanom serwowano artykuły o muzułmańskich terrorystach szkolonych w Wenezueli, nawet wtedy gdy Chavez w jednym przemówieniu odwoływał się do Chrystusa więcej razy niż Obama przez całą kadencję.

Prawdą jest, że Wenezuela stanowiła kluczowy element tworzącego się bloku „rządów antyamerykańskich” na arenie międzynarodowej. Chavez utrzymywał bliskie stosunki z Kubą i, co ważniejsze, z Rosją i Chinami. Wenezuela wielokrotnie wyrażała gotowość do udostępnienie swojego terytorium pod strategiczną bazę dla wojsk rosyjskich. Chavez ostro potępiał sponsorowanych przez Amerykę terrorystów którzy dążą do obalenia prezydenta Syrii Baszara al-Assada. Będzie on pamiętany na świecie z powodu przeciwstawiania się polityce zagranicznej USA, zwłaszcza inwazji na Irak i słów o tym, że „poczuł zapach siarki” wchodząc na mównicę po Georgu W. Bushu w gmachu ONZ. Amerykańscy konserwatyści którzy wciąż z uporem bronią katastrofy w Mezopotamii, nigdy mu tego nie wybaczyli i nie zapomnieli.

U źródeł nienawiści do Chaveza leżało jego pragnienie utrzymania niepodległości Wenezueli od wpływów międzynarodowej finansjery. Aż do gorzkiego końca bronił Muammara Kaddafiego wskazując na związek między pragnieniem utrzymania zadłużonego imperium amerykańskiego a jego nagłą troską o sprawy demokracji. Tak jak Kaddafi był brutalnie torturowany i zamordowany za to, że odważył się zbuntować przeciwko globalnemu porządkowi Waszyngtonu, tak nienawiść do Chaveza z jego dążenia do utrzymania w Wenezueli zysków z wydobycia ropy. Amerykanie wspierali wymierzony przeciwko niemu ruch na rzecz „demokratyzacji”, który tak jak analogiczne posunięcia wobec Władimira Putina miał więcej wspólnego z utrzymaniem hegemonii globalizmu niż z troską o wolność. Tak jak w wypadku Rosji, krzyki społeczności międzynarodowej domagającej się”wolności” w rzeczywistości oznaczają wsparcie dla obcych kulturowo oligarchów.

„Socjalistyczna” rewolucja Chaveza zawsze szermowała nacjonalizmem czy wręcz tradycjonalizmem. Boliwarianizm podkreślał, jedność, siłę a przede wszystkim suwerenność Ameryki Łacińskiej jako niezależnego bloku polityczno-gospodarczego przeciwstawiającego się globalizacji. Dążył do zmobilizowania mas pod sztandarem patriotycznej tożsamości, napełnienia ich poczuciem misji i narodowej dumy wznoszącej się ponad bariery klasowe. Kiedy jego przeciwnicy spiskowali razem z obcokrajowcami by go obalić, Chavez zerwał z neoliberalną ortodoksją na rzecz „Trzeciej Drogi” w której na pierwszym miejscu stała Wenezuela.

Nie dziwi więc, że „naród wybrany” był wrogi wobec Chaveza. Jego rewolucja boliwariańska była niewłaściwym rodzajem socjalizmu – takim którego nie mogli kontrolować. Organizacje żydowskie krytykowały Chaveza za mówienie o tym, że ci którzy zabili Chrystusa pociągają za sznurki światowej gospodarki (chociaż sam cytat był przez nie przytaczany niedokładnie). Ze swojej strony, zwolennicy Chaveza rozpowszechniali „Protokoły mędrców Syjonu”, wzywali do wydalenia organizacji żydowskich z kraju i monitorowali ich wywrotową działalność. Neokonserwatywne żydowskie pismo Commentary lamentowało, że „nacjonalistyczny ruch” Chaveza ukazuje „żydowską mafię finansową” jako zagrożenie. Biorąc pod uwagę, że finansiści w Wenezueli i neokonserwatyści poza nią nawoływali do amerykańskiej interwencji zbrojnej, siły Chaveza mogły mieć wiele racji.

Czy chciałbym mieszkać w Wenezueli Chaveza? Nie, oczywiście, że nie. Nie chciałbym też żyć w Ameryce doprowadzanej do ruiny przez obcych, a jednak tu jestem.

Nacjonalistów i Hugo Chaveza łączą wspólne interesy i wspólny wróg: globalny kapitalizm. Dopóki świat zdominowany jest przez neoliberalną gospodarkę kierowaną przez oś Waszyngton-Nowy Jork-Londyn każdy program nacjonalistyczny, tradycjonalistyczny lub działający na rzecz białych będzie duszony w zarodku.

Co więcej, tak zwana „globalizacja” otwiera drzwi dla żydowskiej dominacji finansowej i kulturowej a w konsekwencji, do eliminacji jakiegokolwiek tradycjonalistycznego porządku. Z tego powodu zwolennicy Czwartej Teorii Politycznej Aleksandra Dugina widzą w Chavezie bohatera, klin wbity w maszynerię miażdżącego nas porządku finansowego.

Wreszcie, to Wall Street i elity kapitalistyczne – a nie Hugo Chavez i inni przedstawiciele tak zwanego „antyamerykanizmu” sprowadzają imigrantów mających służyć jako tania siła robocza i wypierających ludy Zachodu z ich ojczyzn. Jako Amerykanie winniśmy sympatyzować z trzecioświatowymi antykolonialistami takimi jak Chavez, gdyż także nasz kraj stał się jedynie kolonią globalnego kapitału. Z tego powodu podstawowym zadaniem geopolitycznym tradycjonalizmu jest rozmontowanie neoliberalnego porządku finansowego. Nie dlatego, że reprezentuje on amerykański imperializm, lecz dlatego, że jest on wrogiem prawdziwej Ameryki.

W taj walce Hugo Chavez był sojusznikiem. Jego rewolucja boliwariańska nie jest czymś co chcielibyśmy naśladować. Ale zasługuje na nasze wsparcie i szacunek.

Spoczywaj w pokoju.

Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Źródło: Counter-Currents

Leave a Reply