16 marca na Łotwie żyjący weterani Waffen-SS przemaszerowali ulicami Rygi. Ich marsze odbywają się co roku od początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Upamiętniają łotewską jednostkę Waffen-SS utworzoną w 1943 r., która liczyła 110.000 żołnierzy i walczyła na froncie wschodnim, próbując obronić Łotwę przed ponownym zajęciem przez Armię Czerwoną (pierwsza sowiecka okupacja Łotwy, Litwy i Estonii miała miejsce w latach 1940-1941). Pierwotnie miejskie władze Rygi nie zgodziły się na organizację marszu. Do zmiany decyzji i przeproszenia organizatorów zmusił je jednak wyrok sądu.
Źródło: rian.ru, rp.pl
Komentarz Redakcji: Zdając sobie sprawę ze wszystkich kontrowersji, jakie wiążą się z udziałem poszczególnych narodowości w Waffen-SS podczas II wojny światowej, nie możemy nie zwrócić uwagi na bardziej ogólnikową wymowę marszu. Dowodzi on, że Łotysze nie pozwalają nikomu innemu decydować za nich, co w dziejach ich narodu zasługuje na upamiętnienie, a co nie. Nie pozwalają się pouczać innym państwom (czy to Zachodowi, czy np. Rosji) ani organizacjom międzynarodowym (np. Unii Europejskiej) na temat tego, które okresy w historii ich własnego kraju zasługują na uczczenie, a które na potępienie. Najwyraźniej też na Łotwie narodowej historii nie próbuje się ex post cenzurować ani zniekształcać według kryteriów ideologicznych demoliberalizmu i poprawności politycznej, bądź też próby takie spełzają na niczym – inaczej, niż dzieje się chociażby w Polsce. Dla porównania w naszym kraju podczas oficjalnych obchodów rocznic historycznych z ust przemawiających polityków padają stwierdzenia, iż żołnierze wojny roku 1939 walczyli w obronie demokracji, a powstańcy warszawscy bili się za „prawa człowieka” (sic). Półtoramilionowy naród łotewski wykazuje o wiele godniejszą postawę i większą wiarę we własną wartość, niż naród niemal czterdziestomilionowy. (A.D.)







