Akt I: Rozbiór
W ubiegłym tygodniu prezydent Libanu, Michel Sulejman zaapelował do społeczności międzynarodowej o zwołanie międzynarodowej konferencji, na której miano by przedyskutować kwestię utworzenia na przygranicznych terytoriach Syrii „stref buforowych”, gdzie schronienie mogliby znaleźć walczący z rządem tego państwa buntownicy i terroryści z tzw. „Wolnej Armii Syryjskiej”. Sam mając za sobą karierę dowódcy libańskich sił zbrojnych, Sulejman powtórzył swój postulat podczas spotkania z generałem Jeanem Kahwagi, obecnym naczelnym dowódcą armii Libanu mówiąc: „Konieczne jest stworzenie obozów dla uchodźców na terytorium Syrii, w oddali od stref konfliktu i pod nadzorem żołnierzy sił pokojowych ONZ. Strefy takie powinny powstać wzdłuż granic z Libanem, Jordanią, Irakiem i Turcją”.
Równocześnie, od początku kwietnia arabska prasa powtarza pogłoski o planach władz Jordanii utworzenia strefy buforowej w syryjskiej prowincji Daria. Premier Jordanii, Abdullah Ensur ostrzegł że wynosząca dziś ok. 470 tysięcy liczba syryjskich uchodźców w Jordanii wkrótce wzrosnąć może do dwóch milionów, co dla 6,5 milionowego kraju stwarza poważne niebezpieczeństwo destabilizacji. Rzekomą groźbę katastrofy humanitarnej miałoby zdaniem Ensura odsunąć przekształcenie w strefy buforowe syryjskich prowincji Daria, Kuneitra i As-Sueida.
Tymczasem, jak poinformował 9 kwietnia „Washington Post”, USA i Jordania prowadzą obecnie na terenie tego ostatniego państwa szkolenie 3 tysięcy uczestników syryjskiej rebelii, by użyć ich następnie do utworzenia „stref bezpieczeństwa” na południu Syrii. Pierwotnie finalizację szkolenia planowano na czerwiec bieżącego roku, jednak ostatnie sukcesy rebeliantów skłoniły Waszyngton i Amman do przesunięcia terminu na koniec kwietnia.
Zarazem dyplomaci jordańscy i amerykańscy zaprzeczają istnieniu konkretnych planów utworzenia „stref bezpieczeństwa” na obszarach zajętych przez rebeliantów miast Homs i Daria. USA zaprzeczają też istnieniu planów lotniczego zabezpieczenia stref zajętych przez rebeliantów.
Pytani przez związaną z siłami zbrojnymi Rosji gazetę „Красная звезда” eksperci potwierdzają, że prawdziwym celem utworzenia „stref bezpieczeństwa” będzie stworzenie stabilnego zaplecza strategicznego dla rebelii, nie zaś pomoc uchodźcom i ofiarom konfliktu. Decyzję taką od rozpoczęcia syryjskiej wojny domowej konsekwentnie jednak blokują na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ przedstawiciele Rosji i Chin, obawiając się powtórzenia w Syrii scenariusza libijskiego.
Akt II: Terroryzm
W miarę rozwoju działań wojennych w Syrii, zwiększa się rola odgrywana w rebelii przez ruchy islamistyczne. Pod ich wpływem znajdować ma się już połowa sił rebelianckich. 15 tysięcy spośród rebeliantów to cudzoziemscy ochotnicy, wywodzący się z około 30 krajów. 500 spośród walczących w szeregach rebelii zagranicznych ochotników to poddani króla Arabii Saudyjskiej. W syryjskich więzieniach znajduje się dalszych 300 pojmanych na polu walki lub podczas nielegalnego przekraczania granicy.
Największe znaczenie uzyskały dotychczas powiązane ze sobą iracka gałąź Al-Kaidy i syryjska organizacja Dżebhat an-Nusra. Ta ostatnia otrzymuje wsparcie ze strony zarówno Al-Kaidy, jak i sojuszniczych wobec USA arabskich monarchii Zatoki Perskiej. Do rozprawienia się z armią Baszara al-Assada i francuskimi interwentami w Mali oraz ustanowienia w obydwu państwach rządów islamistycznych wezwał w ostatnim swoim przemówieniu dowódca Al-Kaidy, Ajman al-Zawahiri. Według informacji dziennikarzy gazety „Красная звезда”, dwóch oficerów irackiego wywiadu przyznało, że licząca sobie ok. 2 tys. członków Dżebhat an-Nusra finansowana jest przez Al-Kaidę, z którą utrzymuje również bliskie kontakty i wspólnie korzysta z trzech obozów treningowych. Obydwie organizacje zdominowały politycznie rebelią przy granicy syryjsko-irackiej.
Jak z kolei informuje „Times”, syryjską rebelię poprzeć miało też zbrojne skrzydło Hamasu. Członkowie spełniającej tę rolę brygady Izzedin al-Kassam mają brać udział w werbowaniu i szkoleniu ochotników do „Wolnej Armii Syryjskiej” w położonych na wschód od Damaszku miastach Jałda, Dżaramana i Babbila. Członkowie Hamasu szkolą syryjskich rebeliantów w zakresie kopania podziemnych tuneli, co miałoby im pomóc w rozstrzygnięciu na swoją korzyść walk o znajdujące się pod kontrolą wojsk rządowych centrum Damaszku. Ochotnicy z palestyńskiej organizacji wzięli też najpewniej udział w walkach o Aleppo i przedmieścia stolicy Syrii.
Według dziennikarzy „Times”, poprzednio popierający władze syryjskie Hamas przeszedł w ostatnim roku pod finansową i polityczną kontrole Kataru. Organizacja zaczęła działać w Syrii w 1999 roku, po usunięciu jej z sąsiedniej Jordanii. W 2011 r. przedstawiciele ruchu zaczęli jednak opuszczać Syrię, przenosząc się do Kataru. Lider ugrupowania, Chaled Meszal wyjechał w lutym 2012 r. Władze organizacji wciąż jednak zaprzeczają jej poparciu dla syryjskich rebeliantów.
Penetrację islamistów w Syrii potwierdził też dyrektor wywiadu niemieckiego, Gerhard Schindler mówiąc: „W Syrii z powodzeniem działają struktury terrorystyczne mające związki z Al-Kaidą. Chodzi szczególnie o kilka tysięcy bojowników z grupy Dżebhat an-Nusra, rola której w zbrojnej walce przeciw Assadowi wydaje się najbardziej znacząca”.Członkowie organizacji islamistycznych dowiedli swych możliwości mordując 21 marca w zamachu bombowym w meczecie w Damaszku sprzyjającego władzom duchownego szejka Mahometa Saida Ramadana al-Buttę, niedawno zaś także szyickiego szejka Hasana Safieddina z Aleppo. Obecność pochodzących z Arabii Saudyjskiej członków Al-Kaidy w Syrii potwierdził również minister spraw zagranicznych tego państwa, książę Mansur al-Turki. Zapowiedział równocześnie, że wszyscy biorący udział w walkach w Syrii, przy próbie powrotu do Arabii zostaną po przekroczeniu granicy aresztowani. Po zerwaniu stosunków dyplomatycznych pomiędzy Arabią Saudyjską a Syrią, wydanie ciał poległych islamistów i uwolnienie pojmanych jako jeńców negocjują tymczasem w zastępstwie rządu w Rijadzie szejkowie arabskich plemion.
Jedną z prężniej działających i powiązanych z Arabią Saudyjską oraz z Al-Kaidą grup są Męczennicy Jarmuk, którzy zawładnęli między innymi miastem Dail, położonym przy autostradzie prowadzącej z Damaszku do miasta Deria. Męczennicy Jarmuk opanowali także wieś Han an-Narba, położoną przy głównej autostradzie łączącej Damaszek ze znajdującymi się pod izraelską okupacją Wzgórzami Golan, a także sąsiadujące ze strefą zdemilitaryzowaną wsie Maszati al-Hadar i Seritan Lahawan. Sukcesy saudyjskich ochotników ułatwiło wycofanie części wojsk rządowych dla obrony Damaszku i miasta Deria, a także przedsięwzięty jeszcze 13 marca atak na pozycje 4. dywizji czołgów stacjonującej pomiędzy Damaszkiem a Wzgórzami Golan. Rozwój sytuacji w regionie Wzgórz Golan, szczególnie zaś wzmocnienie pozycji Dżebhat an-Nusra i salafickiej brygady Ahrar al-Szam zwiększa dodatkowo zaniepokojenie Izraela.
Akt III: Inwazja
Niebezpieczeństwo przejęcia syryjskich zasobów broni chemicznej przez operujące na terenie kraju organizacje terrorystyczne uważana jest za podstawowe źródło zagrożenia zarówno w Tel Awiwie, jak też w Waszyngtonie. Głównodowodzący sił NATO w Europie, amerykański admirał James Stavrilis oświadczył podczas ostatniego przesłuchania przed senacką komisją ds. obronności, że Sojusz Północnoatlantycki rozważa scenariusz siłowej ingerencji w konflikt syryjski. Według Stavrilisa sytuacja w Syrii ulega pogorszeniu. Wskazał on na 70 tysięcy ofiar śmiertelnych, milion uchodźców poza granicami państwa, około 2,5 mln. zaś w samej Syrii. Wedle słów Stavrilisa, dowództwo NATO posiada plany udzielenia bezpośredniej pomocy rebeliantom i zniszczenia syryjskiej obrony przeciwlotniczej. Bezpośrednie amerykańskie uderzenie na Syrię nastąpiłoby w przypadku groźby przejęcia tamtejszych składów broni chemicznej przez antyzachodnich terrorystów. Jego celem byłoby opanowanie przez wojska USA składów i fabryk tej broni. Realizacja planu byłaby jednak utrudniona przez rozsiane magazynów po całym terytorium państwa, co komplikuje kwestie wyznaczenia kierunku ewentualnego uderzenia.
Sytuację starają się dodatkowo podgrzać syryjscy rebelianci. Przewodniczący koalicji rebelianckiej Ahmed Muaz al-Chattab wezwał NATO do przekierowania stacjonujących w Turcji rakiet „Patriot” w kierunku Syrii, odmowę ze strony NATO krytykując jako „działanie na korzyść reżymu Baszara al-Assada”.
Gotowość uderzenia na Syrię wyraża także dowództwo wojskowe Izraela. Podczas wizytacji oddziałów stacjonujących na Wzgórzach Golan, minister obrony tego państwa Mosze Jalon oświadczył, że Izrael nie dopuści i zdecydowany jest przeciwdziałać przejęciu syryjskiej broni chemicznej przez terrorystów. Jalon ostrzegł także, że Izrael będzie zbrojnie odpowiadał na każdy ostrzał swoich pozycji ze strony syryjskiej – niezależnie, czy ostrzał ten będzie zamierzony, czy nie. Incydenty takie jak wystrzelenie rakiety „Grad” w kierunku Izraela w ubiegłym tygodniu spotkają się z kontratakiem.
Epilog: „Państwo upadłe”
Trzy wymiary aktywności sił przeciwnych rządowi Baszara Al-Assada wydają się układać w trzy etapy scenariusza sprowokowanej interwencji: 1) utworzenie pod pretekstem ochrony humanitarnej uchodźców i cywilnych ofiar wojny stref będących zapleczem dla islamistów i strategicznie kontrolowanych przez państwa ich wspierające 2) wzrost roli sił islamistycznych w Syrii 3) bezpośrednia interwencja Zachodu lub uderzenie Izraela, wykonane pod pretekstem zapobieżenia zamienieniu pogrążonego w chaosie kraju w schronienie dla terrorystów. Z podobnym biegiem wypadków mieliśmy już do czynienia w 2001 roku w Afganistanie i w roku bieżącym w Azawadzie. Możliwe efekty rozegrania tego rodzaju scenariusza widzieć możemy zarówno na przykładzie każdego z tych dwóch krajów, jak też na przykładzie Libii, Iraku, a w pewnej mierze nawet Kosowa oraz Bośni i Hercegowiny – jest to mianowicie utworzenie całkowicie politycznie i strategicznie niesamodzielnego zachodniego protektoratu.
Ronald Lasecki
Jeden komentarz