Adam Michnik, jeden z najbardziej znanych antypolskich działaczy i publicystów, od początku swej „kariery” zaangażowany w działalność ruchów skierowanych przeciwko Państwu i Narodowi, najwyraźniej przejrzał na oczy, o czym świadczy jego wczorajszy felieton. Na początku swego tekstu red. Szechter dokonuje rozliczenia ze swą przeszłością („Gazeta Wyborcza” od początku pragnęła służyć Polsce demokratycznej, tolerancyjnej i europejskiej.) i wskazuje na krach idei leżących u podstaw tworzonej przez niego III RP. Dalej, nader trzeźwo, zastanawia się nad genezą i modus operandi faszyzmu, który postrzega jako największe zagrożenie dla swych zachodniackich ideałów:
Zresztą, cóż to jest faszyzm? Pamiętam spór o to, czy Hitler jak Mussolini był faszystą, czy narodowym socjalistą? Czy Miloszević był komunistą, czy faszystowskim wielkoserbskim szowinistą? Czy Chavez to latynoamerykański bolszewik typu Castro, czy faszysta na wzór Perona?
W ostatnich dziesięcioleciach widzimy fenomen nowy – to osobliwa synteza nacjonalizmu, ksenofobii z populizmem antyrynkowym operującym egalitarnym i antykapitalistycznym frazesem. Ta idea gromadzi tłumy w wielu krajach. Miłośnicy dawnych „brunatnych” znajdują sprzymierzeńca wśród duchowych spadkobierców „czerwonych”. Widać to choćby w Rosji.
Lider rosyjskich komunistów Ziuganow pisał, że w czasie wojny domowej biali walczyli o „wielką, niepodzielną Rosję; czerwoni o ideał sprawiedliwości i braterstwa, który zamierzali urzeczywistnić nie w raju, ale na naszej grzesznej ziemi. Aby Rosja rozkwitała, ideały te trzeba połączyć”.
Ziuganow trafia w sedno tych dziwnych sojuszy w Serbii, na Ukrainie, w Rumunii, na Węgrzech. Także w Polsce. Te żywioły, sprzeczne z pozoru, łączy pogarda dla instytucji i obyczaju demokracji liberalnej oraz miłość do ruchów wodzowskich i państwa autorytarnego.
Nic nowego. Już w latach 30. byli ludzie, którzy postrzegali nazizm jako narodowy bolszewizm, a Stalina przyrównywano do faszystowskich wodzów. Czesław Miłosz pisał w „Traktacie poetyckim”:
Niech tutaj będzie wreszcie powiedziane:
Jest ONR-u spadkobiercą Partia.
A poza nimi nic nigdy nie było
Prócz buntu godnych pogardy jednostek.
Któż miecz Chrobrego wydobywał z pleśni?
Któż wbijał myślą słupy aż w dno Odry?
I któż namiętność uznał narodową
Za cement wielkich budowli przyszłości?
Była to prorocza zapowiedź duchowej koalicji komunisty Mieczysława Moczara z faszystą Bolesławem Piaseckim; zapowiedź Zjednoczenia Patriotycznego Grunwald, które łączyło oba te żywioły.
(…)
Demokracja jest sztuką kompromisu i pluralizmu, autorytaryzm sztuką wojny i dyktatu. Tę umiejętność osiągnęli w wysokim stopniu dzisiejsi wrogowie wartości liberalnych. Nie jest to faszyzm, to projekt oryginalny, ale nawiązujący do stereotypów i praktyk z lat 30.
Komentarz Redakcji: Staruszkowi Szechterowi polecamy lekturę Faszyzmu bezgranicznego i czerwonego, najlepiej na pokładzie samolotu zmierzającego w kierunku Madagaskaru.








2 komentarze