Zakończony w tym tygodniu jubileuszowy szczyt Unii Afrykańskiej w Addis Abebie, zwołany w pięćdziesiątą rocznicę utworzenia Organizacji Jedności Afrykańskiej (1963-2002), poprzedniczki UA, upłynął pod znakiem ostrej krytyki Międzynarodowego Trybunału Karnego. Po raz pierwszy od chwili utworzenia MTK w 2002 r. władze innej organizacji międzynarodowej otwarcie zakwestionowały sensowność jego istnienia. Zgromadzeni na szczycie przywódcy państw Czarnego Lądu postanowili solidarnie przeciwstawiać się pretensjom Trybunału do ścigania Afrykanów.
– Kiedyś popierałem go, bo mierzi mnie bezkarność zbrodniarzy. Ale trybunał już dawno przestał zajmować się zaprowadzaniem sprawiedliwości i zamiast tego służy Zachodowi do usuwania w Afryce niemiłych mu prezydentów i osadzania na tronach zachodnich faworytów. – mówił podczas szczytu Yoweri Museveni, prezydent Ugandy.
– Międzynarodowy Trybunał Karny przerodził się w polowanie z nagonką na czarne czarownice. – powiedział etiopski premier Hajle Mariam Desalegn.
Z kolei Salva Kiir, prezydent Sudanu Południowego, przekonywał, że MTK zajmuje się wyłącznie upokarzaniem afrykańskich przywódców i zapowiedział, że nigdy nie uzna jego jurysdykcji.
Jeden z afrykańskich ministrów spraw zagranicznych poinformował dziennikarzy, iż reprezentanci wielu państw Czarnego Lądu proponowali, by cały kontynent wypowiedział statut Międzynarodowego Trybunału Karnego, jeśli nadal zajmował się on będzie ściganiem i karaniem wyłącznie Afrykanów.
Obecnie MTK przetrzymuje w swoim areszcie w Hadze dwóch afrykańskich polityków, przygotowując ich procesy. Są to: Laurent Gbagbo, były prezydent Wybrzeża Kości Słoniowej (2000-2011), oraz Jean-Pierre Bemba Gombo, były wiceprezydent Demokratycznej Republiki Konga (2003-2006). MTK rozesłał również listy gończe za generałem Omarem al-Baszirem, od 1989 r. dyktatorskim prezydentem Sudanu.
Największą uwagę mediów przykuwa jednak mający rozpocząć się przed MTK proces kierownictwa państwowego Kenii, w którym oskarżeni o „zbrodnie przeciw ludzkości” (popełnione podczas tłumienia w Kenii zamieszek w latach 2007-2008) mieli zostać prezydent Uhuru Kenyatta, wiceprezydent William Ruto oraz wysoki urzędnik państwowy Francis Muthaura. W marcu bieżącego roku Trybunał musiał jednak zrezygnować z sądzenia Muthaury, ponieważ główny świadek oskarżenia w jego procesie ujawnił, że dotychczasowe zeznania złożył za łapówkę; ten sam świadek miał zeznawać również przeciw Kenyatcie. Wkrótce potem zeznania wycofało dalszych dwóch świadków oskarżenia. Pierwsza rozprawa Ruto odbyła się w maju. Kenijski wiceprezydent przyjechał do Hagi; zarzuty określił mianem steku kłamstw i intryg oraz poprosił, by nie musiał uczestniczyć w dalszych rozprawach, gdyż utrudni mu to pełnienie obowiązków wiceprezydenta. Sędziowie przełożyli proces na jesień, a do tego czasu mają orzec, czy Ruto może uczestniczyć w rozprawach jedynie dzięki połączeniom wideo. Rozprawę Kenyatty zapowiedziano na lipiec, ale nie wiadomo, czy w ogóle do niej dojdzie, ponieważ obrońcy prezydenta podważają przed MTK zasadność wszczynania procesu.
Co znamienne, w Kenii oskarżenia Międzynarodowego Trybunału Karnego tylko przysporzyły Kenyatcie i Ruto popularności i poparcia w wiosennych wyborach prezydenckich.
(Na podstawie PAP opracował A.D.)








