10 czerwca na konferencji prasowej w siedzibie niemieckiego Ministerstwa Sprawiedliwości swój raport zaprezentowała komisja „niezależnych historyków”, powołana do zbadania „nazistowskich” uwikłań powojennego niemieckiego wymiaru sprawiedliwości. Komisja powstała na polecenie kierującej obecnie ministerstwem pani Sabine Leutheusser-Schnarrenberger z liberalnej Wolnej Partii Demokratycznej (FDP).
– Nazistowska przeszłość nie stanowiła po wojnie żadnej istotnej przeszkody w karierze w zachodnioniemieckim wymiarze sprawiedliwości. – powiedział kierujący komisją Manfred Görtemaker. Jako przykład przytoczył fakt, iż w latach sześćdziesiątych wszyscy dyrektorzy departamentów w Ministerstwie Sprawiedliwości RFN mieli za sobą aktywną działalność w instytucjach III Rzeszy. Odpowiedzialność za taki stan rzeczy komisja przypisała zwłaszcza pierwszemu powojennemu kanclerzowi Konradowi Adenauerowi, który, będąc przeciwnikiem tzw. rozliczeń, podczas swoich długoletnich rządów (1949-1963) powstrzymywał lub łagodził represje w stosunku do osób zaangażowanych politycznie w latach 1933-1945. Jak wskazano w raporcie, utrzymywanie w wymiarze sprawiedliwości urzędników z okresu III Rzeszy uzasadniano zazwyczaj ich wysokimi kwalifikacjami fachowymi.
Źródło: Polska Agencja Prasowa
Komentarz Redakcji: Ogłoszony tonem sensacji raport to istne odkrycie Ameryki. Dla nikogo nie było przecież tajemnicą, że Hitlera, który początkowo budził duże nadzieje na odrodzenie duchowe narodu upokorzonego „dyktatem wersalskim”, poparł kwiat niemieckich prawników: Werner Best, Julius Binder, Otto Köllreutter, Helmut Nicolai, Carl Schmitt i inni. Niektórzy germaniści twierdzili w ostatnich latach, iż Niemcy wycofują się wreszcie z maniery teatralnego przepraszania całego świata i oskarżania siebie samych za to, że przez kilkanaście lat ich krajem rządził taki a nie inny polityk. Okazali nadmierny optymizm. Sadomasochistyczna zabawa w narodowe samobiczowanie trwa w Niemczech w najlepsze, choć od zakończenia II wojny światowej upłynęło już prawie siedemdziesiąt lat. A to chyba dosyć, by móc wreszcie wypowiedzieć i uznać jakże wstrząsającą prawdę: Hitler nie był złem absolutnym, bo żadne dobre czy złe absoluty w historii nie występują, a jego rządy to wydarzenie historyczne jak każde inne i tak też – czyli bez histeryzowania – powinny być traktowane. (A.D.)








