Thierry Meyssan: Zaprawdę, Partia Boga zwycięży!

Od Redakcji: Przedstawiamy tłumaczenie najnowszego artykułu francuskiego publicysty, wykładowcy uniwersytetu w Damaszku, obecnie przebywającego w Bejrucie. Uwagę zwraca niezwykle trafna analiza duchowej postawy determinującej cele libańskiej Partii Boga – Hezbollahu, zwłaszcza, iż wyszła ona spod pióra osoby nie identyfikującej się z tradycjonalizmem czy konserwatywną rewolucją. Tytuł pochodzi od Redakcji Xportal.pl.

 

Komisja Europejska opublikowała swoje stanowisko dotyczące wpisania zbrojnego skrzydła Hezbollahu na listę organizacji terrorystycznych. Wbrew przyjętym zwyczajom, wiadomość o tym była znana od pewnego czasu, a Hezbollah odpowiedział na ten ruch.

Dokumentowi towarzyszyło stanowisko Rady i Komisji Europejskiej podkreślające iż decyzja „nie wpływa na kontynuację dialogu ze wszystkimi partiami politycznymi Libanu i nie zmieni udzielania krajowi pomocy.” Służy to wyraźnemu rozróżnieniu między cywilnym i militarnym skrzydłem Hezbollahu które pozwoli Unii Europejskiej dyskutować z pierwszym i potępić drugie.

W tym samym duchu działała Angelina Eichhorst, ambasador UE która udała się do Beirutu na spotkanie z Ammarem Mussawim odpowiadającym za współpracę międzynarodową Hezbollahu, podkreślając, że decyzja nie wpłynie na ich relacje.

Problem polega na tym, że same decyzja nie ma sensu.

Ukryć mistyczne dążenia Hezbollahu

W swej istocie Hezbollah nie jest organizacją polityczną ale siecią oporu przeciw izraelskiej inwazji tworzoną przez rodziny szyickie na wzór irańskich basidżi, których żółtą flagę przyjął Hezbollah. Stopniowo do tworzonej spontanicznie struktury dołączali nie-szyici, zaś Hezbollah zastąpił nieudolny aparat państwowy w dziele pomocy męczennikom i ich rodzinom oraz odbudowy zniszczonego przez izraelskie naloty południa kraju. Ta ewolucja umożliwiła wystawienia kandydatów do parlamentu i współtworzenia rządu.

Sekretarz Generalny sajjid Hassan Nasrallah wielokrotnie dawał wyraz braku zaufania do polityki którą postrzega jako działalność trapioną nieuczciwością. Przy każdej okazji podkreślał, że jego ideałem jest śmierć na polu walki, która spotkała jego najstarszego syna Muhammada Hadiego, innymi słowy pójście w ślady imama Husajna poległego pod Karbalą.

Hezbollah jest dziełem podejścia mistycznego i nie może być porównywany z żadną partią polityczną Europy. Jego żołnierze nie mają nic do zyskania w walce a do stracenia mają tylko swoje życie. Uczestniczą w wojnie gdyż jej cel jest sprawiedliwy a ona sama jest okazją do męczeństwa będącego formą rozwoju człowieka. To było znaczeniem rewolucji dla ajatollaha Chomeiniego i jest również jej sensem dla nich.

Mimo skojarzeń wywoływanych przez tłumaczenie nazwy Hezbollah jako „Partia Boga”, sieć ta nie jest organizacją polityczną i nie dąży do tego by nią zostać. Jego nazwa wywodzi się z wersetu Koranu: „A kto bierze sobie za opiekuna Boga i Jego Posłańca, i tych, którzy uwierzyli [zwycięży], zaprawdę zwolennicy [partia] Boga będą zwycięzcami!” (Koran 5:56). Nazwę Partia Boga należy rozumieć w znaczeniu eschatologicznym: to Bóg na końcu czasów zatriumfuje nad złem.

Europejczycy, w większości uznający rozdział władz duchowych i świeckich za osiągnięcie demokracji, potępiają duchową istotę Hezbollahu i chcą by ten „znormalizował się” jako partia polityczna. Ich zdaniem libański ruch oporu nie powinien zajmować się problemem kolonizacji Palestyny i Syrii. Powinni raczej robić karierę w polityce niż ryzykować życie na polach bitew.

Decyzja Rady Europejskiej jest właściwie pozbawiona praktycznych efektów. Zabrania członkom „skrzydła zbrojnego” wjazdu do krajów UE i zamraża ich konta. Nie tłumaczy natomiast dlaczego osoby prowadzące walkę przeciwko mocarstwom kolonialnym miałyby otwierać konta bankowe w tych krajach.

Zatem, skąd cała awantura? Wpisanie Hezbollahu na listę organizacji terrorystycznych to stare żądanie Tel Awiwu wspierane przez imperium anglosaskie. To wydanie komunikatu, że Izraelczycy są dobrzy, a ci którzy sprzeciwiają się odbieraniu Arabom ich ojczystej ziemi są źli. Żądanie przedstawił Parlamentowi Europejskiemu i rządom krajów UE izraelski minister spraw zagranicznych Szimon Peres 12 marca. W Radzie Europejskiej postulowali je ministrowie spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii i Francji, William Hague i Laurent Fabius. Wsparli ich koledzy z Holandii i Austrii Frans Timmermans i Michael Spindelegger po dużej mobilizacji ze strony amerykańskich syjonistów, w tym byłego gubernatora Kalifornii Arnolda Schwarzeneggera.

Ukryć porażkę Izraela w Argentynie

Izraelczycy mają powód by działać szybko. Od 1994 r. oskarżają Hezbollah i Iran o wysadzenia w powietrze budynku centrum żydowskiego w Buenos Aires w którym zginęło 85 osób. Wiele podręczników i encyklopedii przedstawia tę sprawę jako pewną. Jednak przez lata ta wersja była kwestionowana przez izraelski wymiar sprawiedliwości. W styczniu 2013 r. Iran i Argentyna powołały komisję złożoną z niezależnych prawników by rzucić światło na to wydarzenie. Już teraz okazuje się, że w zorganizowanie zamachu był zamieszany były minister spraw wewnętrznych Argentyny (z pochodzenia Żyd) Vladimir Corach.

Ponieważ prawda o zamachu w Buenos Aires zaczyna wychodzić na jaw, Tel Awiw oskarżył Iran i Hezbollah o atak na izraelski autokar w Bułgarii z 18 lipca 2012 r. w którym wraz z zamachowcem samobójcą zginęło 7 osób. Początkowo, centroprawicowy rząd Bułgarii podtrzymał zarzuty, którym zaprzeczyli ich centrolewicowi następcy. Tym niemniej, zdaniem Rady Europejskiej, Hezbollah ponosi polityczną odpowiedzialność za atak na terytorium UE, mimo braku dowodów.

Oprócz tego, Izrael oskarża Hezbollah o zaplanowanie i niekiedy przeprowadzenie około dwudziestu ataków na cywili na całym świecie w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Oskarżenia te mają na celu nadszarpnięcie reputacji Ruchu Oporu.

Kolejny dziwny element. Europejczycy uznający zasadę domniemania niewinności ochoczo potępiają sprawcę zanim zostanie formalnie oskarżony, a co dopiero uznany za winnego.

Ukryć porażkę Europy w Syrii

Wszyscy zauważyli, że nikt głośno nie powiedział o prawdziwej przyczynie decyzji tj., zaangażowaniu się Hezbollahu w wojnę w Syrii. Eurokraci zdają się myśleć, że skoro wystawili do wiatru grupy dążące do obalenia prezydenta Assada, okażą im poparcie potępiając Hezbollah. Wydaje się, że to był koronny argument dla decyzji Rady Europejskiej.

Z drugiej strony, obnaża to porażkę Brytyjczyków i Francuzów by wciągnąć inne państwa w konflikt który świadomie wywołali by podbić Syrię pod sztandarem kolonializmu który dzierży „Wolna Armia Syryjska.”

Plusem decyzji jest wyraźne zakreślenie linii podziału między ruchem oporu przeciwko kolonialnemu wyzyskowi i mocarstwami kolonialnymi. O ile w wypadku Wielkiej Brytanii usiłującej podtrzymać resztki statusu mocarstwa kolonialnego nie jest to żadne zaskoczenie, wobec Francji która przeszła już prze okresy rewolucji i dekolonizacji, można mówić o pewnej niespodziance.

Artykuł II ogłoszonej w 1789 roku Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela mówi o czterech podstawowych prawach, w tym prawie do oporu przeciw uciskowi. To na jego podstawie generał Charles De Gaulle zbuntował się przeciwko kapitulacji Francji przed Trzecią Rzeszą stając na czele ruchu oporu.

Z drugiej strony, w latach osiemdziesiątych XIX w. Jules Ferry ucieleśniał ducha ekspansji upragnionej przez przedsiębiorców którzy liczyli na osiągnięcie zysków większych niż w metropolii. By ich wesprzeć, Ferry wprowadził darmowe i obowiązkowe szkolnictwo. Nauczyciele zwani „czarnymi huzarami Republiki” przekonywali młodych do służby wojskowej w koloniach. Ferry’ego można by nazwać patronem polityki obecnego prezydenta Francji Francois Hollande’a.

Powojenna Francja miała twarz Charlesa De Gaulle, lecz mogła mieć też twarz Phillipe Petaine’a, rozsądnego marszałka dla którego poddanie się zwycięskiej Rzeszy było właściwym wyborem i szansą na wyrzeczenie się dziedzictwa roku 1789. Dla francuskich elit za wcześnie jeszcze na rehabilitację Petaine’a, ale potępianie libańskiego ruchu oporu jest powtórnym skazaniem De Gaulle’a na śmierć za terroryzm.

Zdecydowanie, ideały którymi niegdyś chlubiła się Francja są od dawna nieobecne w Paryżu. Ich obrońcy znajdują się jednak w Bejrucie.

2008-7-18-1-1-19-7ae83c77ac334374aa82e6d6926f9185-7ae83c77ac334374aa82e6d6926f9185-2

 

 

Thierry Meyssan (ur. 1957) – francuski dziennikarz, analityk i działacz polityczny. Wykładowca stosunków międzynarodowych w Centrum Studiów Strategicznych w Damaszku.

Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Źródło:  «Les contradictions de l’Union européenne face au Hezbollah », par Thierry Meyssan, Réseau Voltaire, 29 juillet 2013,
www.voltairenet.org/article179620.html

Leave a Reply