Rosyjskie MSZ poinformowało, że domowej produkcji rakieta (podobna do użytej w marcu) z niezidentyfikowanymi jak dotąd substancjami chemicznymi której użyto wczoraj pod Damaszkiem została odpalona z pozycji zajmowanych przez rebeliantów. Według Rosji podjęta natychmiast akcja propagandowa wymierzona we władze syryjskie i synchronizacja ataku z wizytą inspektorów ONZ świadczą o zaplanowanej prowokacji. Rosja wezwała do niezależnego śledztwa w sprawie ataku i monitorowania aktywności zbrojnych band.
Tymczasem wersja propagowana przez sprzyjające „opozycji” zachodnie media jest w kwestionowana zarówno przez naocznych świadków walk pod Damaszkiem 21 sierpnia jak i ekspertów ds. broni chemicznej. Jak informują znajdujący się na pierwszej linii walk korespondenci wojenni rosyjskiej stacji ANNA:
(…) Każdy etap operacji dokumentowaliśmy w strefie, gdzie były największe problemy – w Dżobar, dzielnicy, która częściowo jest pod kontrolą zawodowców, wahabitów i zagranicznych najemników. Z dziewięciu kamer jednocześnie filmowaliśmy praktycznie wszystko: od standardowego załadunku wozów bojowych do momentu, gdy żołnierze jednostek desantu wysiedli z trzech kierunków; i ich walki wręcz z zagranicznymi najemnikami w domach. Możemy wystąpić jako świadkowie i udowodnić komisji ekspertów z ONZ – na podstawie tego, co widzieliśmy na własne oczy i co sfilmowaliśmy w toku tej walk , że dziś w centrum Wschodniej Guty nikt nie użył broni chemicznej.
Co więcej, sfilmowaliśmy popełnione dziś przez rebeliantów kolejne przestępstwa, z kategorii przestępstw wojennych i przeciw ludzkości. Barbarzyńskie ostrzeliwanie z moździerzy sąsiadujących z Wschodnią Gutą dzielnic mieszkalnych, w których jak wiadomo przebywa, ludność cywilna, w tym osoby starsze, kobiety i dzieci. Oprócz tego, terroryści świadomie próbowali zlikwidować naszą grupę reporterów, choć byliśmy bez broni, bez kasków czy kamizelek kuloodpornych, w zwykłych ubraniach z ogólnie przyjętymi znakami prasy. W rezultacie trzech z czterech naszych operatorów kamer ANNA NEWS w Dżobar zostało lekko rannych: W. Kuzniecow w stopę i kolano odłamkami, M. Musin w prawa rękę, I. Nadyrszyn – w nogę. Było bardzo dobrze widać, że my, dziennikarze przygotowujemy się do nagrania krótkiej relacji w otwartej przestrzeni. Mimo to operator rebelianckiego moździerza wystrzelił kilka pocisków, jeden z nich upadł kilka metrów obok nas.
Żaden z syryjskich żołnierzy nie miał maski przeciwgazowej. Słyszeliśmy wszystkie komendy do użycia artylerii i innych rodzajów broni. Zdjęcia były robione często 30-40 metrów od stanowisk rebeliantów. Sfilmowaliśmy zacięte walki w budynkach Instytutu Technologii Komputerowych, gdzie kilka grup desantowych faktycznie walczyło z rebeliantami wręcz. (…)
Oczywiste bzdury i kłamstwa o użyciu dziś przez syryjską armię broni chemicznej biorą się moim zdaniem, z ciężkiego położenia w jakim nagle znaleźli się zagraniczni najemnicy. Histeryczne doniesienia o użyciu broni chemicznej to oznaka desperacji i ograniczenia – przeczą faktom, trudnej prawdzie stanu dzisiejszych walk i zwykłemu zdrowemu rozsądkowi. (…)
Jak z kolei powiedział w wywiadzie dla stacji Euronews Stephen Johnson, ekspert w dziedzinie broni chemicznej z Cranfield Forensic Institute, objawy widoczne na zdjęciach i filmach pochodzących jakoby z miejsca zdarzenia są „niespójne”. Na niektórych filmach widać objawy które wydają się przesadzone, hiperrealistyczne, prawie jakby zostały zagrane. (…) Niektórzy z pianą na ustach, która jest zbyt biała, zbyt czysta, i zupełnie niepasująca do z rodzajem obrażeń wewnętrznych jakich możnaby się spodziewać, powinna być krwista lub żółta. – stwierdził Johnson.
(na podst. al-Manar, geopolityka.org, Euronews oprac. JS, MP)








