USA: Łaszenie się do Afryki

   W dniach 4-6 sierpnia w Waszyngtonie odbył się pierwszy w historii szczyt USA-Afryka. Uczestniczyli w nim przywódcy 45 afrykańskich państw.

   Celem, jaki postawili sobie amerykańscy organizatorzy szczytu, jest nadrobienie dotychczasowych porażek w rywalizacji na gruncie afrykańskim z Chinami. Stany Zjednoczone wciąż posiadają na Czarnym Lądzie mocne przyczółki, takie jak Etiopia, wprowadzona na proamerykański kurs podczas wieloletnich rządów zmarłego niedawno dyktatora Melesa Zenawiego, czy Burkina Faso, rządzone od 27 lat przez prozachodniego dyktatora Blaise’a Compaoré. Jednak ChRL od lat skutecznie ruguje wpływy USA na obszarze Afryki, zastępując je własnymi. Chińczycy regularnie organizują szczyty podobne do waszyngtońskiego od 2006 r., kiedy zaprosili do Pekinu głowy 48 państw Afryki.

   Cel szczytu w Waszyngtonie zdeterminował jego przebieg. Amerykańscy politycy obiecali Afrykanom za zmniejszenie dystansu do USA inwestycje warte 37 miliardów dolarów. Jak podkreślają komentatorzy, Amerykanie po raz pierwszy zrezygnowali też z prawienia afrykańskim politykom kazań o „demokracji i prawach człowieka”, pouczania ich, jak powinny być rządzone ich kraje oraz natrętnego przestrzegania ich przed zagrożeniami związanymi z „chińskim modelem rozwoju”.

   Amerykańskie władze z góry wykluczyły udział w szczycie przedstawicieli czterech państw afrykańskich. Pierwsze z nich, Zimbabwe, pod trwającymi od 1980 r. rządami Roberta Mugabe blisko współpracuje z Chinami i Rosją. Drugie, Sudan rządzony przez marszałka Omara al-Baszira, należy do najbliższych chińskich sojuszników na kontynencie. Trzecie, Erytrea, pod kierownictwem twórcy tego państwa (a wcześniej przywódcy walki o jego niepodległość) Isaiasa Afewerkiego podąża drogą militaryzmu i „społeczeństwa zamkniętego”, przypominając nieco pod tymi względami Koreę Północną. Ostatnie, Republika Środkowoafrykańska, stało się w praktyce „państwem upadłym” i jest przedmiotem interwencji wojskowej Francji (w której udział biorą m.in. polscy żołnierze). Należy zaznaczyć, iż kryterium selekcji pominiętych państw nie była bynajmniej ich „niedemokratyczność”, lecz perspektywa (czy raczej jej brak) wpłynięcia na ich orientację w polityce zagranicznej. Na liście zaproszonych przez amerykańskie władze na szczyt w Waszyngtonie znalazł się m.in. „kleptokratyczny” dyktator Gwinei Równikowej, pułkownik Teodoro Obiang Nguema, sprawujący w tym państwie władzę nieprzerwanie od 1979 r.

(Na podstawie pcsa.org.pl opracował A.D.)

china_africa_us1

 

Leave a Reply