Riposta kijowskiego ministra spraw wewnętrznych Arsena Awakowa odniosła skutek: lider Prawego Sektora Dmytro Jarosz po jednym dniu odwołał „ultimatum”, które napisał wcześniej pod adresem władz w Kijowie. Sam skrytykował je jako „emocjonalne”. Zapewnił też, że zbrojne bandy Prawego Sektora będą nadal brały udział w „operacji antyterrorystycznej” przeciwko powstańcom z Donbasu, zamiast – jak odgrażał się w „ultimatum” – ruszać na Kijów.
Źródło: kresy.pl
Komentarz Redakcji: „Ultimatum” Jarosza skończyło tak, jak wszystkie buńczuczne odezwy pisane w internecie, co skądinąd było do przewidzenia. I tylko rodzimi miłośnicy troglodytów z Prawego Sektora w ciągu tych niewielu godzin pomiędzy jego napisaniem a zdezawuowaniem zdążyli sobie wyobrazić „narodową rewolucję” w Kijowie i proklamowanie tam, powiedzmy, banderowskiego państwa białej rasy (za pieniądze z ambasady Izraela, banków Ihora Kołomojskiego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego?) – a może nawet rozmarzyć się o przyszłym wsparciu prawo-sektorowego Kijowa dla bratniej rewolucji białych sznurówek w Polsce. Przechodząc jednak do spraw poważnych, z pewną obawą można się zastanawiać, czy władzom w Kijowie nie przyjdzie teraz do głowy skierować swoich lojalnych podwładnych z Prawego Sektora do pacyfikacji Zakarpacia, które właśnie wypowiedziało im posłuszeństwo. Wszak środowiska „prawoseków” dowiodły, że nawet jeśli ich frontowa wartość bojowa jest odwrotnie proporcjonalna do ich przechwałek i szpanerskich fotek (na co publicznie zwrócił uwagę Awakow), to w każdym razie palić kościoły czy bezbronnych cywili (jak w Odessie) potrafią. (A.D.)









4 komentarze