To, że marsz odbył się za zgodą władz dowodzi, że w Rosji mamy do czynienia z władzą do pewnego stopnia liberalną. Gdybym ja miał władzę, nie dopuściłbym do tego. Potrzebne nam rządy autorytarne, ale liberalne w swym autorytaryzmie.
Ludzie słusznie nazwali marsz 21 września marszem zdrajców podkreślając tym samym jego istotę. Dwudziestego pierwszego w Moskwie maszerowali wrogowie państwa rosyjskiego. Jest logiczne, że nieśli liczne ukraińskie flagi i ich barwy: żółć i błękit. To flagi wroga. Wojny nie wypowiedziano, ale Noworosja identyfikuje się z Rosją, a przedstawiciele władz ukraińskich cały czas jęczą, że obecna wojna jest wojną z Rosją.
Na bulwarach Moskwy 21 września liberałów, anarchistów i nacjonalistów połączyła nienawiść do ojczyzny. Bezpretensjonalna i nieskomplikowana nienawiść.
Najliczniejszą grupą na marszu byli oczywiście liberałowie. I „postaci życia publicznego” (tak nazwała ich „Nowaja Gazieta”, to wskrzeszanie terminologii sowieckiej jest całkiem zabawne): Irina Prochorowa, Dmitrij Bykow, dziennikarze Michaił Szac, Tatiana Lazariewa i Jewgienij Kiseliow, artysta Andriej Bilżo, poeta Lew Rubinstein i, jak podaje „Nowaja Gazieta”, „bezpartyjni mieszkańcy Moskwy, którzy przybyli bez flag i symboli: chcieli po prostu wesprzeć ideę pokoju na Ukrainie”.
„Zgodnie z oczekiwaniami, widoczne były liczne flagi partii i ruchów liberalnych: Jabłoka, Solidarności, Partii 5 grudnia, RPR-Parnas, Partii Postępu łączącej zwolenników Aleksieja Nawalnego”, ciągnie „Nowaja”. Dopóki liberałowie ograniczają się do chodzenia po bulwarach, niech się owijają ukraińskimi flagami. Takie jest moje zdanie.
Najpierw w 1991 i 2003 r. podzielili się władzą z Jelcynem i Putinem. Potem odepchnięto ich od władzy. Czy zrobił to Putin, czy kto inny, nie jest w tej chwili jasne. Nie ma to większego znaczenia. Kiedy liberałowie dopiero zaczynali, stawiali pierwsze kroki jako opozycja w latach 2006-11, byli siłą polityczną, która rozwijała się normalnie. Byli wśród nich umiarkowani i radykałowie, ale nie byli uosobieniem demschizy jak Nowodworska. Jednak w wyniku licznych porażek, represji (dość umiarkowanych w porównaniu z tym, co spotkało Partię Narodowo-Bolszewicką), klęski protestów na Placu Błotnym liberałowie stwardnieli, stali się wściekli i nie zauważyli momentu, w którym ich opozycja wobec władzy zamieniła się w psychopatię. Wszyscy stali się jak Nowodworska. Wszyscy popadli w demschizę.
Polityka zamieniła się w psychodramę.
W tych warunkach politycznego szaleństwa z radością trzymają się sloganu „Rosja bez Putina”. W ich rozumieniu każda Rosja bez Putina jest dobra. Putinowi przypisali rolę Zła, chociaż Putin wciąż dbał o nich, troszczył się i cierpliwie wychowywał. Sytuacja ta wytworzyła również podświadomy polityczny rasizm, obrzydzenie wobec ludzi, z którymi nigdy nie mieli problemów. Wszystko w najlepszych tradycjach babci Nowodworskiej. W tym wypadku obiektem ich obrzydzenia stali się Rosjanie.
Nie dziwi zatem, że 21 września obnosili się dumnie z ukraińskimi flagami. Tak musiało być. Opozycja była skazana na demschizę. Dotknęła ona nawet ludzi tak wyważonych, jak Kasjanow. Szanowałem go. Był spokojnym, kulturalnym człowiekiem. Ale ugiął się pod presją kolektywnej histerii. Niemcow zawsze był w istocie reprezentantem nielegalnych interesów. W jego przypadku nic mnie nie zdziwi.
W porządku. Teraz pomówmy o nacjonalistach. O „Rosyjskim Sektorze”.
Obecni nacjonaliści są zupełnym przeciwieństwem ruchu z lat dziewięćdziesiątych. To nie Partia Narodowo-Bolszewicka ani Rosyjska Jedność Narodowa. Te grupy zawsze były za państwem. Hasłem narodowych bolszewików było „Rosja wszystkim, reszta niczym!”. Nie zapominajmy o tym.
Dzisiejsi nacjonaliści to w istocie separatyści, którzy chcą oddzielić Moskwę i jej okolice od Kaukazu („Dość karmienia Kaukazu!”). I od Rosji. Naturalne jest, że zwracają się przeciwko tym których szanowali: Rosyjskiej Jedności Narodowej, Limonowowi. Krzyczą „Limonow idź do diabła” i tym podobne rzeczy.
Niech sobie krzyczą.
Największymi ekscentrykami lewicy zawsze byli i będą anarchiści i antyfaszyści. Są najbardziej kolorowi, najdziwniej ubrani, najbardziej cuchnący i zawsze kłócą się między sobą. Niektórzy chodzą na demonstracje z transseksualistami pod ich pstrokatymi flagami, inni mają całą paletę wrogów. Cytuję słowa anarchisty: „Popieram prawo narodów do samostanowienia, ale nigdy nie poprę imperialnych ambicji państwa, wojny i kłamstw”.
Ten cytat łatwo obrócić przeciwko nim. Spójrzmy: Ukraina po rozpadzie ZSRR (podobnie jak Gruzja) odziedziczyła wielkie terytorium, które zawierało tereny obce historycznie, kulturowo i językowo, jak Krym, Donbas, Charków, a także regiony na zachodzie zamieszkane przez Węgrów i Rumunów. Zatem Ukraina, której flagami machacie, realizuje swoje imperialne ambicje względem Donbasu, moje drogie dzieci.
Noworosja ogłosiła się niepodległym państwem. Bojownicy Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej nie mają imperialnych ambicji.
Gubicie drogę w słoneczny dzień.
Historia zapamięta wasze twarze.
Krótko mówiąc, 21 września wszyscy oni zjednoczyli się tylko dzięki nienawiści do ojczyzny.
Wszyscy oni są zgodni, że Rosja jest za duża, za silna.
Potrzebują innego kraju – słabego i niegroźnego.
Ale nie damy wam tej satysfakcji.
Źródło: Swobodnaja Pressa
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl

4 komentarze