Turcja i USA porozumiały się w sprawie utworzenia tzw. „bezpiecznej strefy” wzdłuż granicy turecko-syryjskiej – pisze „Washington Post”. Oficjalnym pretekstem jest „znaczące zwiększenie zasięgu i tempa nalotów sił USA na cele Państwa Islamskiego na północy Syrii.” Ponadto szef tureckiego MSZ oświadczył, że Turcja będzie aktywnie uczestniczyć w nalotach na kalifat.
Porozumienie zawiera plan wyparcia IS poza liczącą ok. 110 km długości strefę na zachód od rzeki Eufrat. Ma sięgać prowincji Halab (Aleppo), która następnie mogłaby przejść pod kontrolę syryjskiej opozycji – informuje „WP”, powołując się na przedstawicieli władz USA i Turcji.
Otwarcie mówi się także o tym, że jeśli porozumienie zostałoby w pełni wprowadzone w życie, amerykańskie samoloty mogłyby także wykonywać regularne loty w bliskiej odległości od baz lotniczych i systemów obrony powietrznej Syrii i „działać na korzyść rebeliantów zwalczających reżim prezydenta Baszara al-Asada (sic!).”
Po raz pierwszy o porozumieniu poinformowano w ubiegłym tygodniu, kiedy Turcja przyznała, że zgadza się na wykorzystywanie przez siły USA bazy Incirlik do operacji w Syrii. Następnie tureckie myśliwce rozpoczęły działania bojowe w północnej Syrii – wskazuje waszyngtoński dziennik.
Szczegóły, w tym „skład syryjskich sił opozycyjnych”, które mają zostać rozmieszczone w terenie w celu utrzymywania chronionego obszaru, są wciąż opracowywane – poinformowali anonimowi przedstawiciele amerykańskich i tureckich władz.
Szefa tureckiego MSZ Mevlut Cavusoglu w wypowiedzi dla WP cynicznie podkreślił że „w Syrii potrzebne jest rozwiązanie polityczne”, gdyż przyczyną pojawienia się IS i innych organizacji terrorystycznych jest „reżim syryjski” prezydenta Baszara al-Asada.
Dwuznaczna rola Turcji polegająca na umożliwieniu istnienia i rozwoju Państwa Islamskiego m.in. poprzez trenowanie i przerzut do Syrii islamskich fanatyków jest znana od dawna.
(Na podst. PAP oprac. M.P.)









2 komentarze