W wyniku udanej operacji wyzwolenia miasta Daraya (o której pisaliśmy wcześniej także na łamach Xportalu) i zawarciu wieczorem 25 sierpnia porozumienia z miejscowymi „rebeliantami” islamistycznymi, ci wraz ze swymi rodzinami zgodzili się złożyć broń i opuścić stanowiące część aglomeracji Damaszku miasto, udając się do Idlib. Wyjazd 700 terrorystów i ich rodzin przebiegł zgodnie z ustaleniami, przez cztery dni autobusy kursowały tam i z powrotem. Klęska islamistów w Daraya wpłynęła także na pogorszenie nastrojów w leżącej km dalej na wschód sąsiedniej enklawie Moadamiyeh – w której już kilka miesięcy wcześniej przywództwa grup terrorystycznych zdecydowały się na zwarcie rozejmu z rządem.

29 sierpnia pojawiły się doniesienia o zbliżającej się kapitulacji Moadamiyeh. Pomimo braku prowadzenia działań zbrojnych w okolicy, nad miastem unosił się gęsty dym, słychać też było eksplozje – to terroryści palili własne centra dowodzenia (oraz zgromadzone w nich dokumenty), niszczyli też amunicję, by nie dostała się w ręce syryjskich sił rządowych. Jak zakomunikowały legalne władze muhafazy damasceńskiej, trwały wówczas intensywne negocjacje. Nadto, jeszcze w ich trakcie część terrorystów z Moadamiyeh wyjechała do Idlib tymi samymi autokarami, co ich kamraci z Daraya.
We wtorek 30 sierpnia pojawiły się sensacyjne doniesienia, że w nalotach na prowincję Aleppo został zabity Abu Muhammad al-Adnani – człowiek nr 2 w tzw. Państwie Islamskim i jeden z twórców tej organizacji. Na chwilę obecną nie ma pewności, czyje siły powietrzne stały za tym sukcesem; przyznają się do niego zarówno Stany Zjednoczone jak i Rosja. Zachodnie media głównego nurtu przypisują ten sukces Amerykanom, jednak bardziej prawdopodobne wydaje się, iż nalotu dokonały rosyjskie Su-34, koordynując operację z syryjskim wojskiem i wywiadem (al-Adnani przez długi czas bardzo umiejętnie dbał o to, aby nie wyśledzono jego kryjówek). Ciekawe, czy w takim wypadku rząd USA wypłaci obiecane za al-Adnaniego 5 milionów dolarów nagrody rosyjskim pilotom. Znając życie, pewnie nie.

Urodzony w Syrii gdzieś w latach 70-tych (dokładna data nie jest znana) Abu Muhammad al-Adnani po inwazji amerykańskiej na Irak został jednym z pierwszy nie-irackich bojowników miejscowej Al-Kaidy. Pojmany przez Amerykanów i osadzony w prowadzonym przez nich więzieniu Camp Bucca (2005-2009 r.) poznał tam Abu Bakra al-Baghdadiego i innych ekstremistów. Ponieważ w obozie tym nie było polityki izolowania więźniów od siebie nawzajem (niedopatrzenie ze strony Amerykanów? A może celowe przeoczenie?) tam właśnie okrzepła ich sieć kontaktów i wymiany idei, czego efektem było ostatecznie powstanie ISIS. To właśnie al-Andani dwa lata temu ogłosił powstanie kalifatu Państwa Islamskiego na terenach Iraku i Syrii, którego przywódcą (samozwańczym „kalifem”) został al-Baghdadi. Jego śmierć z pewnością osłabi możliwości taktyczne bojowników Daesz, którego jednym ze strategów był właśnie zabity w nalocie terrorysta.
Również we wtorek media informowały, że Mohammad Ghanoum, jeden z dowódców polowych grupy Dżajsz Al-Islam zginął w starciach z syryjskimi siłami rządowymi w okolicach Al-Reihan we wschodniej części prowincji damasceńskiej.
Z kolei sytuacja w prowincji Aleppo rozwijała się w mniej oczywisty sposób. W samej stolicy muhafazy trwały (i trwają nadal) zacięte walki, armia syryjska na zmianę raz wypierała terrorystów, raz cofała się z pozycji w obrębie Osiedla 1070 oraz bazy al-Ramouseh. Dziś jednak, 31 sierpnia po tygodniu szczególnie zażartych starć, syryjskim siłom rządowym i ich sojuszniczym siłom lądowym (głównie Hezbollah) udało się odbić Bazę Techniczną Lotnictwa (stanowiącą północną część Bazy Artylerii w Ramouseh na obrzeżach Aleppo). Nadto, udało się rozbić obronę terrorystów na linii Khan Touman-Ramouseh, przejmując kontrolę ogniową nad drogą, pozwalającą islamistom na dostarczanie zaopatrzenia w stronę Aleppo (ale już niekoniecznie do wewnątrz pierścienia oblężenia sił rządowych, z uwagi na niewielką szerokość wyłomu w Aleppo). Wkrótce jednak, w wyniku kontrataku terrorystów wycofano się z części zdobytych punktów umocnionych na wzniesieniach. Podsumowując, wojskom syryjskim udało się odzyskać część ze straconych pozycji w obrębie miasta i na jego obrzeżach, skutecznie redukując wyłom w oblężeniu, jaki uczyniła kontrofensywa terrorystów w pierwszej połowie sierpnia.

Najbardziej zaskoczyli jednak Rosjanie: wczoraj (30 sierpnia) poinformowali ONZ, że ich kolumna w sile dwóch kompanii piechoty morskiej wkroczyła w granice administracyjne prowincji Aleppo. Natomiast dziś późnym popołudniem rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Siergiej Ryabkow zakomunikował światu, że rozwiązanie sytuacji w Aleppo jest na wyciągnięcie ręki. Rosyjscy i amerykańscy wojskowi spotkają się w ciągu kilku godzin, żeby sfinalizować porozumienie (którego jeszcze jednak nie osiągnięto). W tym samym czasie rzecznik tureckiego prezydenta Erdogana informował, że Prezydent czyni wysiłki dyplomatyczne w celu zapewnienia stałego zawieszenia broni w Aleppo.
Ucichły też tarcia między siłami rządowymi a Kurdami popierającymi partię PYD (i powiązane z nią Powszechne Jednostki Obrony, czyli YPG). Po wkroczeniu wojsk tureckich na terytorium Syrii (pod pretekstem walki z ISIS) siły kurdyjskie mają inne zmartwienia. W konsekwencji rozmów Josepha Bidena z władzami tureckimi USA nakazało Kurdom z PYD / YPG pozostać na wschodnim brzegu Eufratu, co ci zresztą zignorowali. Natomiast Turcji zakazano atakowania sił kurdyjskich. Jak łatwo się domyślić, Turcja nie posłuchała. Obie strony unikają jednak walnych starć. Podstawowe pytanie w takiej sytuacji brzmi, czy ktokolwiek na Bliskim Wschodzie liczy się jeszcze z tym, co ma do powiedzenia dyplomacja amerykańska.
Niestety, 29 sierpnia Dżund Al-Aksa (wywodząca się organizacyjnie z syryjskiej Al-Kaidy) oraz Wolna Armia Syryjska (wspierani przez państwa zachodnie islamiści) rozpoczęły zakrojoną na wielką skalę ofensywę, której celem jest zdobycie miasta Hama, stolicy prowincji (muhafazy) o tej samej nazwie. Pojawiły się informacje, że poważnie zagrożone jest leżące 23 km na północny zachód od Hamy miasto Mhardeh – w którym większość przed wojną stanowili chrześcijanie, a po jej wybuchu schroniło się doń wielu innych chrześcijan i przedstawicieli pozostałych wyznań z prowincji Hama. Jeszcze tego samego dnia terroryści wyparli z trzech wiosek słabsze liczebnie oddziały syryjskiego NDF (odpowiednik Obrony Terytorialnej) oraz Syryjskiej partii Socjal-Narodowej (SSNP), zbliżając się tym samym do sąsiadującego z Mhardeh mniejszego miasta Helfaya.
W obliczu pogarszającej się sytuacji w prowincji Hama dowództwo zdecydowało o skierowaniu doń elitarnej formacji „Tygrysów” (Qawat Al-Nimr) oraz oddziałów „Sokołów Pustyni” (Sukur Al-Sahra). Zdecydowana reakcja syryjskiego dowództwa wynikała także z tego, iż miasto Hama (w l. 80-tych centrum zbrojnego oporu Bractwa Muzułmańskiego, spacyfikowane przez ojca prez. Baszara al-Asada, prez. Hafiza al-Asada) znane jest ze swoich sympatii islamistycznych. Tylko zdecydowanej akcji syryjskich służb bezpieczeństwa (rozbicie uśpionych komórek fanatyków islamskich na terenie miasta, we wczesnych dniach „rewolucji”) zawdzięczać należy, że miasto pozostaje pod kontrolą rządu.
Zmasowany atak spadł również na miejscowość Khattab. Jednak pomimo nocnej ofensywy dżihadystów, dziś w godzinach popołudniowych pozostawała ona nadal pod kontrolą syryjskich sił rządowych. W tej sytuacji dowództwa obu grup terrorystycznych zdecydowały o przekierowaniu uderzenia na sąsiednie Soran. Walki trwają.
(Na podst. Al-Masdar News, Fars News, BBC, South Front oprac. M. Mazur)









Jeden komentarz