Choć wcześniejsze doniesienia o przerwaniu oblężenia Deir Ezzor nie potwierdziły się, jednak dziś stało się to faktem. ISIS wyparto z terenów na zachód od miasta, a złożone z doborowych „Tiger Forces” czoło odsieczy przed paroma godzinami przywitało się z bohaterskimi obrońcami garnizonu. Domyślaliśmy się, że „syryjski blitzkrieg” przyniesie miastu wyzwolenie nawet szybciej niż zakładano – jednak nie sądziliśmy, że stanie się to tak szybko!
Siły biorące udział w „Operacji Lawenda” stanęły przed trudnym zadaniem – musiały dotrzeć do miasta w sytuacji, gdy oddziały dżihadystów rosły w siłę, absorbując kamratów uciekających z pozostałych obszarów „kalifatu” w Syrii i Iraku, systematycznie wyzwalanych przez armie obu państw. W dniu 28 sierpnia siły rządowe dzieliło wciąż od miasta kilkadziesiąt kilometrów, a wysunięte forpoczty frontu wydawały się narażone na kontrataki ISIS (i faktycznie, takowe miały miejsce). Syryjskiemu wojsku towarzyszyły doborowe „Tiger Forces”, libański Hezbollah, irackie i afgańskie milicje szyickie (uzbrojone przez Iran) oraz rosyjscy operatorzy sił specjalnych, wspierani przez własne lotnictwo i artylerię. Wcześniejsze postępy wymienionych sił stworzyły sytuację, w której nie było wiadome, z jakiego kierunku nadejdzie odsiecz do miasta. Nie wiedzieli tego również dżihadyści – stojący przed dylematem, w którym miejscu skoncentrować obronę. Pod uwagę brano trzy najbardziej możliwe warianty: 1) od północy, wzdłuż rzeki Eufrat 2) z północy do Asz-Szolach, a później dalej na zachód 3) wzdłuż południowej drogi łączącej As-Sukhnah z Deir Ezzor.

W następnych dniach pojawiały się doniesienia o licznych natarciach sił rządowych i sojuszniczych, prowadzonych w różnych miejscach na raz. Co najbardziej charakterystyczne, znany z relacjonowania syryjskiej wojny portal „Al-Masdar News” wstrzymał się z publikacją części z nich, gdyż części z nich nie udało się zweryfikować – zaś 3. września nie dołączył do hurraoptymistów głoszących, że oblężenie Deir Ezzor zostało przerwane. Wówczas jeszcze nie udało się uzyskać połączenia z garnizonem – na zachód od miasta nadal toczyły się ciężkie walki. Zginęło wielu żołnierzy idących w odsieczy, w tym także jeden z dowódców SAA – gen. Ghassan Saeed.
Obecnie część poszlak wskazuje na to, że nieprawdziwe informacje były, podobnie jak pozorowane manewry sił rządowych, środkiem do zmylenia ISIS. W istocie, dżihadyści znajdujący się na dalszych pozycjach od miejsc walk w pewnym momencie już sami nie wiedzieli, co mają myśleć – zarówno nt. planów i kompetencji własnego dowództwa, jak i swojej faktycznej sytuacji. Ponieważ spodziewali się, iż odsiecz sił rządowych dla miasta zostanie poprowadzona wzdłuż Eufratu (tak, by z jednej strony rzeka osłaniała od ewentualnego kontrnatarcia – zwłaszcza z zastosowaniem samochodów-bomb VBIED), ściągnęli posiłki do obrony terenów wokół miejscowości Maadan i Al-Subkha (zaznaczonych na mapie) – by zablokować siłom rządowym możliwość oparcia linii frontu o brzeg rzeki. Jednak czoło syryjskiej odsieczy przeszło na południe od nich, zaś w skoncentrowanych dżihadystów bez ryzyka „friendly fire” uderzała artyleria syryjska i rosyjska, ich rakiety – a także potężne pociski manewrujące „Kalibr”, wystrzeliwane z rosyjskiego okrętu „Admirał Essen”, pływającego obecnie po Morzu Śródziemnym.

W ten sposób pierwszy przełomowy dla operacji fortel wojenny powiódł się całkowicie.
Warto zaznaczyć, że wspierane przez USA (pro)kurdyjskie Syryjskie Siły Demokratyczne (zaznaczone na żółto na mapie) nie zaangażowały się w żadne ataki na ISIS – choćby pozorowane, które mogłyby dodatkowo pomieszać szyki dżihadystom i ułatwić choć nieco zadanie odsieczy. Tym bardziej nie sprawdziły się wcześniejsze buńczuczne deklaracje kurdyjskich dowódców, głoszących jakoby byli w stanie zająć okolice Deir Ezzor – bogate w ropę i gaz, nawiasem mówiąc. Z jednej strony bowiem SDF otrzymały wsparcie, gdyż dołączył do nich Ahmad Dżabra ze swymi oddziałami („umiarkowanych” islamistów z plemienia asz-Szammar, którzy jednak wcześniej doraźnie współpracowali z miejscową Al-Kaidą) – z drugiej strony zaś, w tym samym czasie dwóch dowódców SDF przeszło w szeregi Syryjskiej Armii Arabskiej.
Wspomnianego dnia 3 września miał miejsce także drugi fortel – zamiast przebijać się do przodu po linii prostej, Syryjska Arabska Armia próbowała podchodzić do miasta po łuku, od południa. Manewr wydawał się ryzykowny, gdyż wcześniej dżihadyści nie raz już odcinali i niszczyli takie wysunięte zagony (by wspomnieć ubiegłoroczne operacje pod Tabka i Palmyrą, a także niefortunną ekspedycję do wyzwolenia Rakki). W godzinach popołudniowych sytuacja wyglądała jak na poniższej mapce:

Wielu zastanawiało się wówczas, czy taki manewr ma sens – gdyż drogę do miasta nadal by zagradzała Góra Tardeh, obsadzona silnie przez artylerię dżihadystów. Przypomnijmy, iż w ubiegłym roku obrońcom garnizonu Deir Ezzor udało się przejść do ofensywy (pomimo nienajlepszego położenia własnego, oględnie mówiąc) i odbić to strategiczne wzniesienie – by w ciągu następnych kilku godzin paść ofiarą „omyłkowego” bombardowania ze strony lotnictwa tzw. Koalicji (głównie samolotów USA). Jak się okazuje jednak, był to manewr pozorowany – zaś jego czoło obecnie cofnęło się nawet nieco na północ – w stronę szosy, którą wcześniej przekroczyli.
Wieczorem 3 września mieszkańcy Deir Ezzor szykowali się już do entuzjastycznego powitania żołnierzy idących im na odsiecz. Po zmroku miasto ogarnęła już euforia – gdyż podobno drogą lądową, korzystając z zamieszania w nocy, dotarł doń mały oddział „specjalsów” z „Tiger Forces”. Nieświadomi dokładnej sytuacji cywile odebrali to jako przerwanie oblężenia przez Syryjską Armię Arabską – jednak w rzeczywistości, o północy czoło odsieczy znajdowało się nadal w odległości 10-15 km od miasta.
W toku ostatnich kilku dni obrońcy garnizonu również przeszli do działań zaczepnych. Intensywne walki rozegrały się wczoraj, 4. września, w rejonie Starego Cmentarza. Na miejscu pojawił się także gen. Issam Zahreddine z miejscowej 104. Brygady Gwardii Republikańskiej, dowodzący obroną Deir Ezzor.

Tego samego dnia Mohammed Ibrahim Samra, cywilny gubernator Deir Ezzor poinformował telefonicznie media, że osiągnięcie przez siły odsieczy pozycji obrońców garnizonu to kwestia „najbliższych dwudziestu czterech, góra 48 godzin”. Natomiast wspominane pozycje ISIS na Górze Tardeh (oraz wokół pomniejszych szczytów na jej zboczach) zostały „przykryte” zmasowanym ogniem artyleryjskim i rakietowym. Tym samym artyleria dżihadystów praktycznie przestała istnieć – a idące od zachodu oddziały odsieczy nie musiały się już lękać jej ognia. Siły odsieczy rozpoczęły także zmagania o teren Cmentarza Ormiańskiego – wypierając stamtąd ISIS.
Zdesperowani dżihadyści rzucili wówczas do walki 12 samochodów-bomb (VBIED) – jednak zostały one zniszczone przez rosyjskie lotnictwo. Utraciwszy tak ogromny atut, do końca dnia próbowali odpierać odsiecz za pomocą wszystkiego, co im pozostało – jednak bezskutecznie.
Dziś (5. września) wczesnym rankiem trzon rządowej odsieczy wkroczył do Deir Ezzor. Powitał ich wiwatujący tłum – skandujący hasła na cześć ich oraz prezydenta Asada. Syryjska telewizja państwowa wyemitowała zaś amatorskie nagranie, ukazujące moment spotkania żołnierzy 137. Brygady, od 2014 oblężonej i bohatersko broniącej Deir Ezzor, z siłami „Tiger Forces” które przyszły im z odsieczą.

Prezydent Baszar Asad telefonicznie pogratulował sukcesu trzem dowódcom garnizonu, zasłużonym przez swą wytrwałość w odpieraniu trwającego od 2014 roku oblężenia – są to Rafik Szahada (pełniący funkcję szefa służb bezpieczeństwa w mieście, zasłużony w odpieraniu prób infiltracji Deir Ezzor przez ISIS), Hasan Muhammad (dowódca 17. Dywizji Rezerwowej Syryjskiej Armii Arabskiej, który towarzyszył ze swymi żołnierzami idącym w „szpicy” odsieczy oddziałom „Tiger Forces”) oraz gen. Issam Zahreddine, głównodowodzący obroną miasta.

Jak podano do publicznej wiadomości wkrótce po wkroczeniu odsieczy do miasta, następnym celem operacji będzie zabezpieczenie terenu lotniska na obrzeżach miasta – gdzie cały czas broni się część garnizonu, we wrześniu ubiegłego roku zepchnięta z pozycji na Górze Tardeh i odcięta od reszty obrońców miasta, dzięki „omyłkowemu” bombardowaniu lotnictwa tzw. Koalicji do walki z Państwem Islamskim. Szykuje się ciężkie starcie z dżihadystami, trudności może przysparzać zdobycie ich pozycji na stokach wspomnianej Góry Tardeh. Zabezpieczenie lotniska jest jednak niezbędne do wyzwalania dalszych obszarów na wschodzie Syrii – dostawy drogą powietrzną, niezależnie od uzyskanego już połączenia lądowego, z pewnością okażą się w tym pomocne (i pewniejsze). Do oddziałów walczących we wschodniej Syrii będzie mogło docierać wówczas bezpośrednio także wsparcie z Iranu i Rosji.
(oprac. M. Mazur)
Komentarz Redakcji: Wkrótce po wyzwoleniu Deir Ezzor, internet zalały pozytywne reakcje i humorystyczne komentarze, płynące z różnych środowisk popierających zwalczanie dżihadystów. Nas jednak szczególnie rozbawili amerykańscy „analitycy” (czyt. propagandyści) – jak Michael Weiss z prestiżowego, powiązanego z establishmentem USA magazynu „Foreign Policy”, udzielający się także jako dyżurny ekspert w CNN. Jeszcze 26 sierpnia twierdził on [screen poniżej], iż „reżim nie jest w stanie zająć Deir Ezzor. Dolina rzeki Eufrat pod nadzorem amerykańskim [czyżby chodziło o siły proamerykańskich Kurdów – deklarujących wcześniej, że ją zajmą?]. Po zniszczeniu ISIS, USA i Iran będą toczyć małe potyczki [za pomocą sił proxy] jak w At-Tanf”. Był to jego komentarz do utrzymanego w podobnym tonie artykułu napisanego przez Johna Hannah, również autora „Foreign Policy”. I co ciekawe, po stronie amerykańskiego establishmentu medialno-politycznego obaj panowie nie byli wyjątkami – gdyż podobnych opinii „ekspertów” namnożyło się więcej, usiłując przykryć geopolityczną klęskę USA swoją nieudolną propagandą.
Stanowczo uważamy, że tacy ludzie powinni wydrukować własne artykuły i tezy wygłoszone w mediach, a następnie je zeżreć 😉








